Wypadek za wypadkiem. Kręta droga zmorą mieszkańców

Polska

Przez Krężnicę Jarą niedaleko Lublina przechodzi kręta, wąska i niebezpieczna droga. Nie ma roku, w którym nie doszłoby na niej do kilku lub kilkunastu wypadków. Samochody wypadają z drogi i niszczą posesje mieszkańców lub zderzają się ze sobą. Niebezpiecznie jest zwłaszcza zimą. Mimo zgłoszeń i nagrań z monitoringu, w sprawie od lat niewiele się działo.

Niewłaściwie wyprofilowana, a w konsekwencji niebezpieczna drogi przebiega m.in. koło domu Jacka Łabigi.

 

- Są ostre zakręty, a szczególnie jeden, naprawdę niebezpieczny. Jak samochód wpadnie w poślizg, to uderza w moją posesję albo sąsiada. Praktycznie nie było miejsca w moim ogrodzeniu, żeby któryś słupek murowany, zbrojony, nie był rozwalony - opowiadał reporterowi "Interwencji".

 

"Tu jest wiele rodzin z dziećmi"

 

Problem nie dotyczy tylko posesji pana Jacka. Taka sama sytuacja m.in. jest naprzeciwko, u Anny Olszanko.

 

- Jak samochód zawisł na budynku gospodarczym, nie mógł się ruszyć, to wtedy odszkodowanie miałam. Ale jak w stodołę samochód uderzył (i uciekł), to sprawcy nie było. My sami wówczas naprawiamy te szkody, za własne pieniądze - powiedziała pani Anna. 

 

-  Kierowcy to może niewiele się stać, ale tutaj mamy chodnik. Tu jest wiele rodzin z dziećmi - alarmuje jej syn Marek.

  

Policja: 4 kolizje w roku

 

Droga jest powiatowa. Mieszkańcy Krężnicy Jarej twierdzą, że urzędnicy przez lata bagatelizowali problem, mówiąc o drobnych wypadkach, do których dochodzi sporadycznie. Z policyjnych statystyk wynika, że w 2017 roku odnotowano na niej tylko 4 kolizje, podobnie jak rok wcześniej.

 

Dlatego pan Jacek postanowił fotografować wszystkie zdarzenia, a nawet zainwestował w monitoring, z którego nagrania pokazują jak bardzo niebezpieczna jest to droga.

 

- Kiedy założyłem monitoring, doszło do karambolu, który umieściłem na YouTubie. Na filmie widać, że wystarczyło trochę śniegu, a samochody zaczęły wpadać na siebie. Monitoring służy nie tylko do tego, by zabezpieczyć mienie, ale też żeby pokazać, że mimo statystyk policji, to miejsce nie jest bezpieczne - przekazał pan Jacek.

 

Starosta: mieszkańcy plotą takie głupoty, że to aż wstyd powtarzać

 

- Jaki tam problem. Panowie, o czym wy w ogóle mówicie? Mieszkańcy plotą takie głupoty, że to aż wstyd powtarzać - powiedział Paweł Pikula, starosta lubelski.

 

Uważa on, że do kolizji może dochodzić jedynie po obfitych opadach śniegu. "Interwencja" sprawdziła, jak samochód zachowuje się na dwóch spornych zakrętach, gdy śniegu nie ma.

 

- Mamy obszar zabudowany, to jest do 50 na godzinę i kawałek ładnej prostej. Zupełnie nie widać, że są dwa niebezpieczne zakręty. Jedziemy sobie 50 na godzinę i mamy błoto na drodze. Widać, że samochody wyjeżdżają. Auta zaczyna wynosić i po prostu wpadają na ogrodzenie - opowiadał podczas eksperymentu Maciej Kulka, biegły sądowy z zakresu ruchu drogowego.

 

"Są obawy, że może być jeszcze gorzej"

 

Urzędnicy przez prawie przez cztery dekady nie potrafili poprawić bezpieczeństwa w miejscowości. Teraz pojawiła się szansa, że droga zostanie wyremontowana. Ale nikt nie gwarantuje, że będzie bezpieczniejsza.

 

- Chcemy w taki gruntowny sposób, bardzo solidny tę drogę przebudować. W tej chwili trwa już postępowanie przetargowe, na początku marca powinniśmy skutecznie wybrać wykonawcę i do końca roku chcemy tę inwestycję wykonać - poinformował Paweł Pikula, starosta lubelski.

 

- Dobra nawierzchnia niestety prowokuje do szybszej jazdy. I tu są właśnie te obawy, że może być jeszcze gorzej - ocenił Jacek Łabiga.

 

Prostsze i tańsze rozwiązanie znalazł poproszony o opinię ekspert. - Wydaje mi się, że znak "dwa niebezpieczne zakręty", znak ostrzegawczy wcześniej "uwaga wypadki"  oraz wprowadzenie ograniczenia prędkości np. do 40 powinno rozwiązać problem - przekazał Maciej Kulka, biegły sądowy z zakresu ruchu drogowego.

 

Interwencja

ml/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze