Piebiak udzielił informacji w sprawie uzasadnienia zmian na stanowiskach prezesów sądów, dokonanych przez Ministra Sprawiedliwości od wejścia w życie w sierpniu br. noweli Prawa o ustroju sądów powszechnych. Wniosek o informację złożył klub Nowoczesnej.

 

"Ministerstwo robi przegląd kadrowy w sądach"

 

Kamila Gasiuk-Pihowicz (N) przekonywała, że odwołania prezesów to "czystka kadrowa"; minister odwołuje ich faksem, bez podania powodów merytorycznych. Wspomniała o "ręcznym sterowaniu" sądami na zasadzie "kija i marchewki".

 

Dodała, że nowi prezesi są często powiązani personalnie lub rodzinnie z obecnym układem rządzącym. Podała przykład nowej prezes sądu w Sosnowcu - żony prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego. Posłanka pytała też, czy odwołanie prezes SO w Krakowie ma związek z tym, że sąd ten bada sprawę śmierci ojca ministra Zbigniewa Ziobry.

 

Piebiak poinformował, że zgodnie z nowelą, MS dokonuje przeglądu kadrowego w sądach, bada efektywność ich pracy oraz statystyki, które w niektórych sądach są niezadowalające. - Jeśli dochodzimy do wniosku, że wymiana prezesów może to poprawić, reagujemy - wyjaśnił. Przywoływał przykłady sądów, w których sprawy czekają na rozpoznanie nawet 2,5 roku. - To są dane absolutnie niezadowalające - mówił wiceminister.

 

Korupcja w krakowskim sądzie

 

Podkreślił, że odwołano 8-9 proc. ogółu prezesów i wiceprezesów. Przypomniał, że nowela dała resortowi na to pół roku, minęła już zatem ponad połowa tego okresu. - Nie jest to więc żadna czystka, jak próbuje się wmawiać społeczeństwu - oświadczył. Zaznaczył, że prezes sądu nie ma wpływu na orzecznictwo.

 

Mówiąc o SO Kraków, Piebiak powtórzył wcześniejsze informacje resortu, że prezes odwołano nie tylko za niską efektywność, ale i za brak właściwego nadzoru nad dyrektorem sądu (aresztowanym już za korupcję - red.). Podkreślił, że chodzi o okres sprzed kwietnia br., gdy prezesi sądów byli jeszcze przełożonymi dyrektorów (od kwietnia jest nim szef MS).

 

- Nikt nie wymyślił lepszej formy niż faksy - mówił Piebiak, odpowiadając Gasiuk-Pihowicz. Podkreślał, że oryginały przychodzą następnego dnia kurierem. - A wcześniej jest jeszcze rozmowa telefoniczna - dodał.

 

"Bronicie nadzwyczajnej kasty"

 

W debacie posłowie opozycji zarzucali resortowi, że ingeruje w niezależne sądownictwo, naruszając zasadę trójpodziału władz. Podkreślano, że minister to zarazem prokurator generalny, a więc i strona postępowania, i polityk - który ma wypływ na orzecznictwo poprzez powołania prezesów sądów. Mówiono, że nielojalnością jest obarczanie prezesów wynikami w sytuacji, gdy "minister od dwóch lat blokuje etaty sędziowskie".

 

Bronicie "nadzwyczajnej kasty" - replikowali posłowie PiS, podkreślając, że Polacy oczekują, że rząd rozliczy afery, a w sądach "nie będzie tak, jak było". Dziękowali ministrowi za zmiany w sądach. - Proszę nie wybierać ministrowi dróg komunikacji z sędziami; jeśli sędzia Milewski umawiał się z premierem na telefon, to państwu to nie przeszkadzało - ironizował Waldemar Buda (PiS).

 

- 80 proc. Polaków uważa, że trzeba reformować wymiar sprawiedliwości; ci ludzie stoją za nami i doskonale o tym wiecie - mówił na koniec debaty posłom opozycji inny wiceszef MS Michał Wójcik. Protestował przeciw nazywaniu przez nich Piebiaka "katem wymiaru sprawiedliwości" oraz przeciw mówieniu o "rzezi prezesów".

 

"Przestańcie opowiadać bzdury"

 

Odpowiadając na pytania o powiązania prokuratury z sądami, Wójcik spytał: - A co było przed wojną? Naczelny prokurator był ministrem sprawiedliwości. - Nie mówi pani o tym; z tej mównicy okłamuje pani ludzi, suwerena - zwrócił się do Gasiuk-Pihowicz.

 

- Przestańcie opowiadać bzdury, że prezes sądu ma wpływ na orzecznictwo - apelował wiceminister.

 

- Partyjni sędziowie to byli chyba w innym rozdaniu - podkreślał Wójcik, nawiązując do sprawy sędziego Ryszarda Milewskiego. - Bulwersuje mnie film, gdy widzę polityków razem z sędziami (...); to nie jest sytuacja normalna - dodał. Według Wójcika, prezes z Sosnowca to "znakomita sędzia". - To KRS blokował 260 asesorów - zaznaczył ponadto.

 

12 sierpnia w życie weszła nowelizacja Prawa o ustroju sądów powszechnych, która m.in. zwiększyła uprawnienia ministra sprawiedliwości przy powoływaniu i odwoływaniu prezesów sądów. Jej przepis przejściowy stanowi, że prezesi sądów mogą zostać odwołani przez pół roku od wejścia noweli w życie - bez zachowania jej wymogów, czyli m.in. bez uzasadnienia. Stowarzyszenie "Iustitia" apelowało do sędziów, by "nie przyjmowali stanowisk po wyrzuconych w tym trybie prezesach".

 

PAP