- Ta debata nie ma żadnego sensu z punktu widzenia dyskusji parlamentarnej. Wiadomo, że ważne rzeczy, w większości przypadków - chyba, że ktoś się wyłamuje - większość sejmowa przegłosowuje - stwierdził Jan Lityński. 


Lityński: mówimy o dobrym obyczaju parlamentarnym


Lityński podkreślał, że parlament, "jest po to, żeby parle – rozmawiać". - Otóż tą rozmowę zamknięto. I to jest zarzut do tego, co się teraz dzieje, a nie, że ktoś wprowadza jakieś poprawki. Nie mówimy tu o systemie sądowniczym, mówimy o dobrym obyczaju parlamentarnym, w którym posłom pozwala się mówić na temat, który jest wyznaczony. Teraz nie mówią na ten temat i to jest problem – przekonywał Lityński.


Odmiennego zdania był Adam Borowski. - Po pierwsze te poprawki nie są wprowadzane pozaparlamentarnie, bo to, że zostały uzgodnione między głową państwa a szefem partii, to nie ma najmniejszego znaczenia, dlatego, że wprowadza go poseł sprawozdawca, więc on zostaje wprowadzony w sposób legalny - uzasadniał.


"Mnie to w ogóle nie obchodzi, jakie są". Borowski o poprawkach


- Ale nie poseł sprawozdawca, ale minister Surówka-Pasek (podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP - red.) dzisiaj sprawozdawała, bo to są propozycje prezydenckie. Nadal nie są znane te poprawki - zauważyła prowadząca program Agnieszka Gozdyra.


Borowski: - Przecież przed Sejmem są przedstawiane
Lityński: - Nie
Borowski: - No jak to nie przedstawiane?
Lityński: - Najpierw jest debata, potem jest przedstawianie poprawek. Czyli odwrotnie, niż powinno być.
Borowski: - Czyli posłowie nie zapoznali się z prezydenckim projektem? Czy te poprawki są ukryte?
Gozdyra: - To jakie to są poprawki?
Borowski: - Przepraszam, ja nie jestem prawnikiem i mnie to w ogóle nie obchodzi, jakie są.

 

polsatnews.pl