Kita stwierdził, że grupa około 50 osób zachowała się "skandalicznie".

 

"Zbulwersowani" ale "elastyczni"

 

- W naszej ocenie jako organizatorów było to bulwersujące i zaskakujące. Nie spodziewaliśmy się tego. W przyszłym roku będziemy się starali, aby osoby, które tak się zachowują nie były dopuszczone do udziału w naszym marszu - powiedział Damian Kita.

 

Rzecznik nie powiedział, jak narodowcy zamierzają kontrolować osoby przychodzące na marsz i sam przyznał, ze jest to "trudne", a straż marszu jest "elastyczna".

 

- Niestety przy takiej dużej liczbie osób jest trudno w pełni kontrolować uczestników, w pełni kontrolować osoby, które przychodzą i to, co przynoszą. Myślę, że tu i tak straż Marszu Niepodległości wykazała się dużą elastycznością - powiedział Kita reporterowi Polsat News.

 

- Nie ma zgody żeby w przestrzeni publicznej funkcjonowało wsparcie dla wspólnoty narodowej w sensie etnicznym - stwierdził w niedzielę wicepremier, minister kultury Piotr Gliński. - Popieramy myślenie narodowe w sensie narodu kulturowego - powiedział polityk PiS, który w Warszawie uczestniczył w I Kongresie Inicjatyw Pozarządowych.

 

"Independent": "zgromadzenie faszystów"

 

"Jedno z największych zgromadzeń faszystów na świecie" - tak demonstrację narodowców z 11 listopada, która przeszła przez centrum Warszawy opisał brytyjski "Independent". Gazeta cytuje jednego z uczestników, który mówił, że "bierze udział w marszu, żeby odsunąć Żydów od władzy".

 

Gazeta powołuje się także na treść jednego z transparentów: "Biała Europa braterskich narodów" i zwraca uwagę, że w warszawskiej demonstracji brali również udział faszyści i narodowcy z innych krajów: Szwecji, Niemiec i Słowacji.

 

Według "Independenta" w Polska ma piątą co do wielkości liczbę zwolenników skrajnej prawicy - po Niemczech, Węgrzech, Czechach i Stanach Zjednoczonych. Telewizja BBC i gazeta "The Guardian" relacjonując marsz cytowały ministra spraw wewnętrznych Mariusza Błaszczaka, który określił przemarsz jako "piękny widok".

 

polsatnews.pl