Minister środowiska Jan Szyszko podpisał w środę rozporządzenie o zniesieniu zakazu polowania na łosie. Tego samego dnia resort poinformował jednak, że "wstrzymuje wejście w życie" tych przepisów.

 

"Minister (...) uchylił rozporządzenie zmieniające rozporządzenie ws. określenia okresów polowań na zwierzęta łowne, z uwagi na potrzebę ponownego przeanalizowania wprowadzenia okresów polowań i ich terminów" - uzasadnił resort.

 

"Ministerstwo nie raczyło nawet skonsultować decyzji z ekspertami"

 

Według Jakimiuka, decyzja ministra jest "jedyną słuszną w tej sytuacji". - Sposób przeprowadzania tej całej akcji, zniesienia moratorium na odstrzał poprzez nowe rozporządzenie, delikatnie mówiąc nie trzyma się żadnych standardów - mówił w "Nowym dniu" Polsat News.

 

Jego zdaniem "decyzja ministerstwa nie była w sposób odpowiedni konsultowana". - Raptem pięć dni wisiał projekt tego rozporządzenia. Informacje o konsultacjach były wysłane tylko do nielicznych podmiotów - dodał.

 

- Ministerstwo nie raczyło nawet skonsultować podjęcia tej decyzji z ekspertami, którzy na zlecenie ministerstwa przygotowali strategię zarządzania i ochrony łosia. Ten projekt był przygotowywany "na kolanie", nie uwzględniając żadnych ważnych aspektów związanych z ochroną i zarządzaniem populacją - ocenił Jakimiuk.

 

"Populacja wzrosła około 10-krotnie"

 

Piotrowska stwierdziła, że Polski Związek Łowiecki brał udział w konsultacjach zorganizowanych przez resort środowiska.

 

- Nie mogę się zgodzić z tym, że projekt był pisany "na kolanie" - mówiła. Jak dodała, rozmowy w sprawie zniesienia moratorium na odstrzał były powadzone od kilku lat. - Były robione kilkukrotnie inwentaryzacje, duże grono naukowców podpisało strategię - podkreślała.

 

Jak przypomniała rzeczniczka PZŁ, pod koniec lat 90. łosi było niecałe 2 tys. sztuk. - Obecnie inwentaryzacje prowadzone wieloma metodami wskazały, że jest ich ponad 20 tys. Populacja wzrosła około 10-krotnie - mówiła. Jak dodała, "liczy się trend i dynamika wzrostu".

 

Szkody rolne, kolizje drogowe

 

Piotrowska zwróciła uwagę na szkody wyrządzane przez łosie w uprawach rolnych. - W ubiegłym roku wypłacono ok. 4 mln zł na te szkody - mówiła.

 

Jak dodała, kolejne 15 mln zł wyniosły szkody wyrządzone w lasach. - Jest to duże zwierzę, ono musi jeść dużo. Je pokarm głównie pędowy, więc są szkody w lasach, co generuje koszty - mówiła Piotrowska.

 

Wskazała też, "najważniejszy problem dla społeczeństwa", czyli kolizje drogowe. Podkreśliła, że rocznie dochodzi do ponad 460 wypadków z udziałem łosi. - Zdarzają się wypadki śmiertelne - argumentowała.

 

"Równie dobrze można zakazać poruszania się ciężarówek"

 

- Zgódźmy się co do tego, że użycie broni jest ostatecznym środkiem rozwiązania problemu - przekonywał Jakimiuk.

 

- Gdyby podchodzić do problemu w ten sposób, że jest duże zwierzę i powoduje straszne skutki, to równie dobrze można by zakazać poruszania się ciężarówek. One też powodują ogromne skutki, jeśli dojdzie do wypadku, ale tego nie robimy, bo jest to nieracjonalne - ocenił działacz WWF.

 

Jakimiuk powiedział, że jedną z metod wpływających na bezpieczeństwo kierujących jest chociażby wycinanie krzewów na poboczach, które poprawia widoczność. - Drugie to tworzenie przejść dla zwierząt - dodał.

 

 

"Łosie mają swoją rolę w ekosystemie"

 

Zdaniem Piotrowskiej w rozporządzeniu resortu "chodzi o to, żeby zmniejszyć dynamikę wzrostu" ich populacji.

 

- Ministerstwo nie planowało zniszczenia populacji czy jakiejś rzezi - powiedziała. - Łosie muszą być. To są piękne zwierzęta, mają swoją rolę w ekosystemie i nie chodzi o to, żeby ich nie było - dodała.

 

Jak podkreśliła, "rola łowiectwa w XXI wieku polega na ograniczaniu konfliktów na poziomie człowiek-zwierzę".

 

Polsat News