Do zdarzenia doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek po powrocie piłkarzy Legii Warszawa z Poznania, gdzie mistrzowie Polski przegrali 0:3. Przed stadionem przy Łazienkowskiej na legionistów czekała kilkudziesięcioosobowa grupa. Gdy piłkarze wyszli z autokaru, zostali zaatakowani. Zawodnicy mieli być szturchani, a nawet uderzani otwartą dłonią w twarz.
 

Rzecznik komendanta stołecznego policji kom. Sylwester Marczak pytany przez PAP o działania w tej sprawie powiedział, że policja prowadzi czynności sprawdzające. - W środę doszło do spotkania policjantów z wydział do spraw zwalczania przestępczości pseudokibiców z dyrektorem ds. bezpieczeństwa klubu piłkarskiego Legia Warszawa. Podczas spotkania padło zapewnienie, że klub przekaże nagrania z monitoringu - powiedział Marczak.

 
"System ochrony zawiódł i wymaga zmian"
 
"Wydarzył się incydent, który nigdy nie powinien mieć miejsca" - przekazał Mioduski w komunikacie.  Zapowiedział, że klub "wyciągnie też wnioski z niedopuszczalnej sytuacji, w której kibice podający się za grupę wyjazdową, swobodnie poruszają się po obiekcie klubu".
 
-  Uszczelnimy ten system i zmienimy procedury w tym zakresie. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że w tej sytuacji system ochrony zawiódł i wymaga zmian. Takie wydarzenia nigdy więcej nie mogą mieć miejsca - napisał Mioduski.
 
Wyjaśnił, że ponieważ do incydentu nie doszło podczas imprezy masowej, nie ma możliwości wykorzystać instrumentów wynikających ze stosownej ustawy i nałożyć na osoby biorące udział w zajściu zakazów stadionowych.


"Dla mnie osobiście incydent ten jest szczególnie przykry także ze względu na to, że przemoc kibiców wobec piłkarzy podważa fundament tożsamości Legii Warszawa. Legia jest klubem, który jest ze swoimi piłkarzami niezależnie od wyników sportowych, nigdy się nie poddaje, zawsze walczy do końca i zawsze razem" - przekazał właściciel klubu.

 

polsatnews.pl, legia.net, PAP