Napięta sytuacja w Katalonii. Mecz Barcelony przy pustych trybunach

Świat

Piłkarze Barcelony wygrali w siódmej kolejce z Las Palmas 3:0 i prowadzą w tabeli z kompletem punktów. Niedzielny mecz na Camp Nou odbył się bez udziału kibiców. W Katalonii trwa referendum w sprawie niepodległości, którego legalności nie uznaje rząd w Madrycie. W niedzielę policja wkroczyła do wielu lokali i skonfiskowała urny oraz karty wyborcze. Doszło do starć z policją.

Przedstawiciele Barcelony wnioskowali o przełożenie spotkania, ale nie wyrażono na to zgody. Wcześniej media informowały, że mecz się nie odbędzie. Do mediów przedostawały się sprzeczne informacje. Część piłkarzy chciała rozegrać to spotkanie, a część była przeciwna.

 

Dopiero 26 minut przed rozpoczęciem spotkania Barcelona wydała oficjalny komunikat, w którym poinformowała, że spotkanie zostanie rozegrane bez udziału kibiców. Piłkarze gospodarzy wyszli na boisko w koszulkach w barwach flagi Katalonii. Wbrew wcześniejszym informacjom zawodnicy drużyny gości nie założyli koszulek w barwach flagi narodowej Hiszpanii.

 

"Uniemożliwiono obywatelom skorzystania z prawa do wolności słowa"

 

"FC Barcelona potępia wydarzenia, które miały miejsce w wielu regionach Katalonii, uniemożliwiające swoim obywatelom skorzystanie z demokratycznego prawa do wolności słowa. Biorąc pod uwagę wyjątkowy charakter wydarzeń zarząd klubu zdecydował, że spotkanie z Las Palmas zostanie rozegrane przy zamkniętym stadionie po tym jak organ zarządzający profesjonalnymi ligami piłkarskimi odrzucił wniosek o przełożenie meczu" - napisano w oświadczeniu.

 

Na stadionie pusta została również loża honorowa. Tymczasem kibice, którzy odpowiadają za prowadzenie dopingu zapowiadali, że w przypadku rozpoczęcia meczu, wtargną na murawę.

 

 

Kilkaset rannych w wyniku starć z policją

 

Rząd w Madrycie uznaje referendum za nielegalne. W niedzielę policja wkroczyła do wielu lokali i skonfiskowała urny oraz karty wyborcze. Funkcjonariusze Gwardii Cywilnej siłą, wybijając szyby, wdarli się m.in. do lokalu w Sant Julia de Ramis w prowincji Girona, gdzie głos planował oddać szef katalońskiego rządu Carles Puigdemont. Doszło tam do przepychanek między głosującymi a policją. Puigdemont jednak wziął udział w referendum, oddając głos w innym lokalu wyborczym.

 

Autonomiczny rząd Katalonii poinformował, że przed południem działało w regionie 73 proc. lokali wyborczych z ponad 2300 zaplanowanych w referendum niepodległościowym. Hiszpańskie media uznają te szacunki za niewiarygodne.

 

Po południu burmistrz Barcelony Ada Colau poinformował, że w wyniku działań policji w Katalonii ponad 460 osób zostało rannych, w tym niektóre poważnie.

 

PAP

zdr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze