Polacy uratowali czeskiego Marlona Brando, który tonął w Wełtawie. Aktor zmarł jednak w szpitalu

Świat
Polacy uratowali czeskiego Marlona Brando, który tonął w Wełtawie. Aktor zmarł jednak w szpitalu
Google Maps/cs.m.wikipedia.org/Jaro Nemčok/CC By-SA 3.0

Dwaj Polacy, inżynierowie górniczy z kopalni Rydułtowy, wyłowili w minioną sobotę z Wełtawy tonącego czeskiego aktora Jana Triskę. Udało im się przywrócić tonącemu oddech i krążenie. 80-letni aktor zmarł jednak w poniedziałek w szpitalu.

"Nie było ani chwili wahania, że trzeba wskoczyć do rzeki i go ratować" - mówią bohaterowie.

 

Górnicy wskoczyli do Wełtawy

 

Inżynier Jarosław Ruda, główny dyspozytor kopalni Rydułtowy (część rybnickiej kopalni ROW) i inż. Jarosław Jasita, ratownik górniczy zajmujący się m.in. szkoleniami w tej kopalni, podczas weekendowej wycieczki do stolicy Czech, Pragi płynęli statkiem spacerowym po Wełtawie.

 

Widząc w wodzie człowieka wskoczyli do rzeki, a później rozpoczęli reanimację wyciągniętego na pokład, nieprzytomnego mężczyzny.

 

- Było dla nas bez znaczenia, kto jest w wodzie i kogo ratujemy. Z wzorców zachowania, które nabyliśmy kiedyś jako ratownicy, nigdy się nie wyrasta, to jest w człowieku - powiedział w poniedziałek dziennikarzom w Katowicach Jarosław Jasita, relacjonując sobotnią akcję w czeskiej stolicy.

 

- Dopiero następnego dnia po południu dowiedzieliśmy się, że to był znany aktor. Byliśmy z siebie dumni nie dlatego, że to był aktor, tylko dlatego, że po prostu uratowaliśmy człowieka - podkreślił Jarosław Ruda.

 

Inżynierom gratulowali w poniedziałek ich postawy prezes Polskiej Grupy Górniczej Tomasz Rogala i wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski.

 

- W górnictwie pracują prawdziwi mężczyźni - skomentował wiceszef resortu energii.

 

- Bohaterowie są nie tylko na kartach historii, ale także wśród nas - panowie, jesteście bohaterami - podkreślał prezes PGG. Obaj inżynierowie byli w przeszłości m.in. ratownikami wodnymi.

 

Zobaczyli ciało unoszące się w wodzie

 

W sobotę po południu ciało mężczyzny unosiło się na wodzie w pobliżu słynnego Mostu Karola w Pradze. Jarosław Ruda - jak mówił w poniedziałek - od razu chciał skoczyć na pomoc.

 

- Z mojej strony w ogóle nie było ani chwili wahania, wręcz chciałem skakać od razu, z pierwszego piętra statku - relacjonował. Interwencji sprzeciwiała się jednak obsługa łodzi wycieczkowej, w tej sytuacji Ruda poszedł po zgodę do kapitana. - Powiedziałem, że tam jest człowiek, że trzeba go za wszelką cenę ratować, że chcę skoczyć. Reakcję kapitana odebrałem jako przyzwolenie na działanie - dodał.

 

Chwilę później obaj polscy turyści wskoczyli do wody, której temperatura nie przekraczała 10 stopni Celsjusza. Po wciągnięciu mężczyzny na pokład rozpoczęli resuscytację - masaż serca i sztuczne oddychanie.

 

- Po jakichś pięciu minutach zauważyłem, że ten pan zaczyna mieć jakieś reakcje, oznaki życia zostały przywrócone - opowiadał. - Akcja reanimacyjna trwała około 10-15 minut, prowadziliśmy ją do momentu, kiedy mężczyzna odzyskał oddech i krążenie, tak że był pełny sukces, były czynności życiowe - powiedział Jarosław Ruda. Karetka pogotowia zabrała pacjenta do szpitala. Jednak później okazało się, że w poniedziałek zmarł.

 

- Przykro nam, że teraz nie żyje, natomiast duma nas rozpierała, że nam się udało go uratować, bo przywróciliśmy mu funkcje życiowe - powiedział Jarosław Ruda. - Dla nas priorytetem było przywrócenie tego pana do grona żywych.

 

Podziękowaniem dla ratowników było oklaski kilkuset osób, obserwujących akcję z Mostu Karola.

 

Jarosław Jasina ubolewał, że mężczyzna musiał długo czekać na ratunek. - Mijało go kilka łodzi, w ogóle nie reagując. Bolało nas to - mówił, oceniając, że również obsługa statku nie podjęła skutecznych działań, by uratować mężczyznę. Po akcji inżynierowie kontynuowali zwiedzanie Pragi.

 

Czeski Marlon Brando zmarł w szpitalu

 

Dopiero następnego dnia bohaterowie dowiedzieli się z mediów, że wyłowiony przez nich z rzeki mężczyzna to 80-letni znany czeski aktor Jan Triska, na stałe mieszkający od lat w Stanach Zjednoczonych. W poniedziałek czeskie media poinformowały o jego śmierci w szpitalu. Prasa spekulowała, czy aktor spadł z mostu, czy też wykonał samobójczy skok do rzeki.

 

Urodzony w 1936 r. Jan Triska był nazywany czeskim Marlonem Brando. Od lat 60. ub. wieku grał m.in. w licznych produkcjach hollywoodzkich - w USA wystąpił w 44 filmach fabularnych. Grał m.in. w produkcjach Milosza Formana "Ragtime" i "The People vs. Larry Flynt". Wystąpił także w filmie sensacyjnym "Ronin" Jona Frankenheimera, gdzie zagrał u boku Roberta de Niro i Jeana Reno. Wkrótce miał rozpocząć zdjęcia do kolejnego filmu w Pradze.

 

PAP, polsatnews.pl

hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze