Komunikat BOR jest reakcją na środową publikację "Super Exspressu" według którego 18 sierpnia funkcjonariusze BOR mieli urządzić "pijacką burdę" w hotelu w Chojnicach.

 

Rzeczniczka BOR mjr Katarzyna Kowalewska poinformowała, że 19 sierpnia do Biura wpłynęła informacja "dotycząca naruszenia przez dwóch funkcjonariuszy formacji regulaminu wewnętrznego hotelu znajdującego się na terenie woj. pomorskiego". Z informacji wynikało, że funkcjonariusze naruszyli obowiązujący na terenie hotelu zakaz palenia.

 

"Trudno domniemywać, że chodziło o „suto zakrapianą kolację"

 

- Zgodnie z ustalonymi warunkami przebywania w hotelu, za naruszenie tego zakazu hotel jest uprawniony do nałożenia kary umownej. Taka kara została na funkcjonariuszy nałożona, a następnie została przez nich w pełnej wysokości uregulowana - poinformowała Kowalewska.

 

- Pragnę zaznaczyć, iż zastrzeżenia dotyczące zachowania funkcjonariuszy nie dotyczyły „dewastacji pokoju hotelowego”, a jedynie naruszenia, o którym mowa powyżej. Trudno w tej sytuacji domniemywać, że chodziło o „suto zakrapianą kolację" – dodała.
 
Dodała, że zostały wszczęte czynności wyjaśniające, w których ustalono, iż mogło dojść do naruszenia dyscypliny służbowej. "Jednocześnie nie znaleziono dowodów wskazujących na ewentualną możliwość popełnienia przestępstwa" - podkreśliło BOR w komunikacie.

 

"Panowie urządzili sobie huczną imprezę"


"Z uwagi na fakt, iż przeprowadzone czynności wyjaśniające wskazywały na możliwość uzasadnionego naruszenia dyscypliny służbowej, decyzją szefa BOR zostało wszczęte postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch funkcjonariuszy, które aktualnie pozostaje w toku" - podało BOR w komunikacie.

 

"SE", powołując się na świadków podał, że 18 sierpnia - w przeddzień wizyty premier Beaty Szydło na terenach poszkodowanych przez nawałnice - trzech oficerów BOR nocowało w jednym z hoteli w Chojnicach. Według cytowanych przez gazetę informatorów "panowie urządzili sobie huczną imprezę". Zdaniem drugiego świadka, pokój w którym przebywali oficerowie, został zdemolowany. Straty miały wynieść kilka tysięcy złotych.

 

PAP