Jak poinformował europarlament, wystąpienie szefa KE ma mieć "szczególny charakter ze względu na okres ważnych przemian politycznych i gospodarczych, jakie przechodzi Europa”. Juncker ma podsumować obecny stan Wspólnoty, określić kształt reformy Unii Europejskiej i przedstawić priorytety Komisji na najbliższy rok.

 

Wyjaśni też, w jaki sposób Komisja Europejska zamierza zająć się najważniejszymi wyzwaniami, przed którymi staje Wspólnota.

 

Nie pozwolą na lekceważenie instytucji unijnych

 

Według ustaleń korespondentki Polsat News, szef Komisji zamierza też odnieść się do sprawy nieprzestrzegania rządów prawa w państwach członkowskich, w tym w Polsce.  Ma powiedzieć, że "nie będzie zgody na to, aby jakiekolwiek państwo członkowskie łamało prawo, nie przestrzegało unijnych traktatów i podważało kompetencje europejskich instytucji".

 

- To nawiązanie nie tylko do sporu KE z Polską o reformę sądownictwa i zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, ale również do "lekceważenia i ubliżania przez rząd w Warszawie Komisji Europejskiej i jej urzędnikom" - mówi Polsat News jeden z europosłów z którym konsultowane są fragmenty wystąpienia dotyczące praworządności.

 

Juncker ma również oświadczyć, że "kwestionowanie zasad UE to jedno głównych zagrożeń. Fundamentem Unii Europejskiej są rządy prawa, bez tego nie ma Unii. Jeśli pozwolimy na to jednemu państwu, to Unia się rozsypie". 

 

Część europejskich polityków, chce aby przewodniczący KE w przemówieniu wymienił Polskę jako kraj, który nie przestrzega zasad praworządności. - Ale są też głosy, aby był bardziej dyplomatyczny i powstrzymał się przed nazwaniem czarnych owiec po imieniu - mówi korespondentce Polsat News jeden z eurodeputowanych, który brał udział w konsultacjach. 

 

Chcą Europy różnych prędkości

 

Juncker ma też przedstawić wyniki trwających pół roku konsultacji z państwami członkowskimi na temat kierunku reformy Unii Europejskiej. 

 

Zaproponowane w marcu możliwości zmian w funkcjonowaniu Wspólnoty zakładały różne rozwiązania: ograniczenie współpracy do kwestii gospodarczych albo innych wybranych dziedzin, federację albo ściślejszą integrację w gronie chętnych, czyli Europę różnych prędkości.

 

Wg unijnych dyplomatów i eurodeputowanych, z którymi rozmawiała w Strasburgu  Dorota Bawołek, największe poparcie europejskich stolic uzyskał scenariusz takiej reformy Unii, która podzieli Wspólnotę na bardziej i mniej zintegrowanych członków. I temu właśnie rozwiązaniu Juncker ma poświęcić więcej miejsca w orędziu.

 

W poniedziałek Komisja Europejska wystąpiła o kary dla Polski w związku z wycinką w Puszczy Białowieskiej. Zobacz wideo:

 

 

 

Na marginesie Wspólnoty

 

Dla Polski byłby to bardzo zły scenariusz. Rząd w Warszawie nie zamierza w najbliższych latach wprowadzać Polski do strefy euro, nie chce też ściślejszej integracji w innych dziedzinach, co zakłada ta propozycja reformy Wspólnoty. A to oznacza, że Polska może zostać zepchnięta na margines Unii i może być tam osamotniona.

 

Premier Słowacji Robert Fico zapowiedział bowiem w ubiegłym miesiącu, że jego kraj chce być częścią „mocno zintegrowanego jądra” Unii Europejskiej, blisko Niemiec i Francji.  A prezes czeskiego banku narodowego w sierpniu zapowiedział publicznie, że "Czechy są gotowe na wspólną europejską walutę i na wejście do strefy euro".

 

Tej zapowiedzi ekonomisty nie potwierdzili wprawdzie politycy, ale znad Wełtawy dobiegają głosy, by "zrobić wszystko, aby załapać się na odjeżdżający unijny pociąg" - mówi korespondentce Polsat News unijny dyplomata.

 

Czechy i Słowacja pójdą z Unią 

 

Nasi najbliżsi sąsiedzi, stawiając na czynny udział w reformie Unii, prawdopodobnie nie tylko nie zamierzają oglądać się na Polskę, ale są gotowi też poświęcić sojusznika w Warszawie. W kuluarach sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego spotkania z eurodeputowanymi w tym tygodniu odbywa wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans.

 

Holender rozmawia z europosłami o Polsce i "zapewnia, że zebrał poparcie 22 państw członkowskich potrzebne do uruchomienia wobec Polski artykułu 7. traktatu o UE, przewidującego sankcje z powodu stwierdzonego ryzyka zagrożenia dla rządów prawa na Wisłą".

 

W tej grupie państw, które już na spotkaniu unijnych ministrów 25 września mogłyby podjąć takie działania przeciwko Polsce, są - jak twierdzą rozmówcy korespondentki Polsat News - również Czechy i Słowacja.

 

Ale choć Timmermans z takim poparciem mógłby już teraz uruchomić art.7 "to chce jeszcze poczekać na projekty ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa zapowiedziane przez prezydenta RP" - mówi eurodeputowany, z którym rozmawiał wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej. 

 

Polsat News, polsatnews.pl