Jacque Sands, która jest menadżerką muzeum, postanowiła zostać na miejscu i ochronić zwierzęta. Nie usłuchała nawet prawnuczki słynnego pisarza.

 

- Uważam, że jesteś wspaniałą osobą, bo chcesz ratować koty i dom. Ale to tylko budynek. Zapakuj wszystkie do auta i odjedź - mówiła Mariel Hemingway.

 

Sands odpowiedziała, że ma zobowiązania zarówno wobec muzeum jak i jego kocich lokatorów. 

 

Wraz z menadżerką na miejscu zostało dziewięcioro innych pracowników muzeum. Ich postawa wywołała zainteresowanie mediów. Z niepokojem śledzono, jak potoczą się losy lokatorów "Domu Hemingwaya".

 

"Wbiegały do domu"

 

- Koty pierwsze wyczuły, że zbliża się burza - powiedział stacji MSNBC kustosz muzeum Dave Gonzales. Według jego relacji, koty zwykle swobodnie chodzące po posesji, przed uderzeniem żywiołu same zaczęły szukać schronienia.

 

- Gdy próbowaliśmy zapędzić je do domu, niektóre z nich po prostu wbiegły do środka. Czasem mam wrażenie, że zwierzęta są mądrzejsze od ludzi - dodał kustosz.

 

Pracownikom udało się schować wszystkie koty przed nadejściem huraganu.

 

Pomimo szalejącego żywiołu, budynek muzeum pozostał nienaruszony. Gonzales  w rozmowie z magazynem "Forbes" dodał, że pracownicy którzy zostali na miejscu nie obawiali się, że budynek może się zawalić. - Od 1851 roku nie uległ żadnemu z huraganów. Jest zbudowany z solidnych wapiennych bloków - powiedział kustosz.

 

Kotka od kapitana

 

Ernest Hemingway żył w domu na Key West w latach 1928-1937. Podczas pobytu na Florydzie napisał wiele znanych powieści m.in. "Śniegi Kilimandżaro" oraz "Mieć czy nie mieć".  Muzeum powstało w 1968 r., siedem lat po śmierci pisarza.

 

Śnieżkę - pierwszego 6-palczastego kota - otrzymał od kapitana jednego ze statków. Od tej pory Hemingway stał się fanem odmiany z dodatkowym pazurem. Wszyscy aktualni "lokatorzy" dawnego domu pisarza są nosicielami tego rzadkiego genu.

 

Los Angeles Times, polsatnews.pl