Jak poinformowała w środę Prokuratura Krajowa, w swojej apelacji prokurator Prokuratury Rejonowej Kielce-Zachód wskazał, że sąd I instancji błędnie ustalił, że oskarżony K., "zadając nożem ciosy pokrzywdzonym kibicom Korony Kielce, działał w zamiarze ewentualnym zabójstwa".

 

"W ocenie prokuratora, analiza całokształtu materiału dowodowego zebranego w sprawie, w szczególności zeznań świadków obecnych na miejscu zdarzenia, a także opinii sądowo-lekarskich i sądowo-psychiatrycznej, wskazuje, że oskarżony działał w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia pokrzywdzonych. Wielokrotnie zadawał on ciosy nożem w miejsca, gdzie znajdują się organy ważne dla życia i zdrowia człowieka. Pokrzywdzeni zostali zaatakowani w taki sposób, że nie mieli praktycznie żadnych szans obrony. Jeden z nich zmarł, natomiast drugi przeżył tylko dzięki natychmiastowej pomocy medycznej" - napisano z uzasadnienia apelacji.

 

W ocenie prokuratury, orzeczona kara jest "rażąco niewspółmiernie niska". "Sąd przecenił okoliczności łagodzące i jednocześnie nie docenił okoliczności obciążających, zwłaszcza w postaci bardzo wysokiego stopnia winy i społecznej szkodliwości czynu, a także zachowania się oskarżonego w trakcie i po popełnieniu przestępstwa, w tym ucieczki i ukrywania się przez wiele lat przed wymiarem sprawiedliwości" - zaznaczyła.

 

Zeznał, że nie miał zamiaru nikogo zabić

 

Pod koniec października ub.r. kielecka prokuratura oskarżyła Piotra K. ps. "Kermit" o trzy przestępstwa: udział w pobiciu i zabójstwo kibica Korony Kielce, udział w pobiciu i usiłowanie zabójstwa kolejnego kibica tej drużyny oraz o udział w pobiciu i dokonanie rozboju na kibicach Korony.

 

Większość zdarzeń objętych aktem oskarżenia miała miejsce we wrześniu 2007 r. w Kielcach, po meczu Legii Warszawa z Kolporterem Koroną Kielce. Doszło wówczas do bójki pseudokibiców Wisły Kraków, do których należał "Kermit", z fanami Korony. Dwaj kielczanie zostali ranieni ostrym narzędziem; jeden z nich, 22-latek - zmarł. Pochodzący z Krakowa K. zniknął zaraz po tym zdarzeniu. Poszukiwany od 2008 r. na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) mężczyzna został zatrzymany w styczniu 2016 r. w Wielkiej Brytanii. Jego proces ruszył w grudniu ubiegłego roku. W sądzie przyznał się do udziału w rozboju, ale nie do zabójstwa ani usiłowania zabójstwa. Nie kwestionował swojego udziału w tych zdarzeniach, ale, jak mówił przed sądem, "nie miał zamiaru nikogo zabić".

 

"Istotne stały się rzeczy, które z prawdziwym kibicowaniem nie miały związku"

 

W kwietniu br. sąd skazał go na 25 lat więzienia i pozbawił praw publicznych na osiem lat. Mężczyzna ma również zapłacić - jako zadośćuczynienie - 50 tys. zł ojcu nieżyjącego kibica. Wyrok jest nieprawomocny.

 

W uzasadnieniu podkreślono m.in., że wysoka kara 25 lat więzienia ma być sygnałem dla społeczeństwa - w szczególności dla środowisk pseudokibicowskich - iż "muszą liczyć się z bezwzględną reakcją wymiaru sprawiedliwości". Sędzia Łukasz Sadkowski w uzasadnieniu podkreślał, że "niewątpliwy wpływ na postępowanie Piotra K." wywarło środowiska kibiców Wisły Kraków; ważna była dla niego pozycja w tej grupie. - Istotne dla niego stały się rzeczy, które z prawdziwym kibicowaniem nie miały związku - np. uzyskiwanie emblematów innych zespołów piłkarskich, by je potem spalić - ocenił sędzia.

 

- Zdrowie i życie ludzkie nie może być podporządkowane chęci zdobycia flagi czy jakichkolwiek barw klubowych. Taki sposób myślenia sprowadza te wartości do poziomu nieakceptowanego z punktu widzenia cywilizowanego społeczeństwa - podkreślił Sadkowski.

 

PAP