- Nie ma takich wypadków, nie wierzę w tego typu przypadki. To było celowe działanie Putina. Jestem pewien, że był bardzo zadowolony z tego, co się wydarzyło - stwierdził Saakaszwili, który w piątek był goście TV Republika.

 

Zdaniem byłego prezydenta Gruzji, "można to potraktować jako akt wojny, celowe doprowadzenie do katastrofy, obojętnie, czy samolot został zestrzelony czy w inny sposób doprowadzono do wypadku, rezultat jest taki sam".

 

 

"Dla Putina ukaranie wrogów to podstawa"

 

Przypomniał, że np. "przez błędne dane aparatury naziemnej doprowadzono do katastrofy z prezydentem Mozambiku, gdzieś w południowej Afryce" (chodzi o katastrofę z marca 1986 roku, w której zginął prezydent Mozambiku Samora Machel, a o spowodowano której podejrzewano służby RPA - red.). - Jeśli ktoś wie, jak to zrobić, nie ma problemu, a Putin jest mistrzem w takich grach - przekonywał Saakaszwili.

 

Były prezydent Gruzji ujawnił też, że dwa dni przed lotem do Smoleńska Lech Kaczyński proponował mu, aby poleciał z nim. - Odpowiedziałem mu, że przecież Putin nie wpuści mnie do samolotu, to oczywiste. Lech mówił po prostu - wejdź do mojego samolotu i polecimy razem - opowiadał.

 

Saakaszwili podkreślał także, że były prezydent RP odegrał kluczową rolę w budowie bloku państw Europy Środkowej, w którym Polska odgrywała rolę mocarstwa. - Kiedy poznałem Kaczyńskiego, kiedy usłyszałem co mówi i zobaczyłem, jak się zachowuje, uświadomiłem sobie, że mam do czynienia z prawdziwym bohaterem - podkreślał.

 

"Nie bał się wrogów"

 

Opowiedział m.in. o udziale prezydenta Lecha Kaczyńskiego w wiecu w Tbilisi w sierpniu 2008 roku, po wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej, a także o wspólnej z nim podróży w listopadzie tego samego roku na granicę z kontrolowana przez Rosjan Osetią Południową. Obu prezydentów, jak przypomniał, powitały wówczas strzały stojących na tej granicy rosyjskich żołnierzy.

 

- To była jego inicjatywa, odwiedzić posterunek oddalony niezbyt daleko, jakieś 40 minut od Tbilisi - mówił Saakaszwili.

 

- Jechaliśmy kolumną, byliśmy odpowiednio oznaczeni, z kogutami na dachu i nagle pijani rosyjscy żołnierze otworzyli do nas ogień. Później mówiono nam, że było to lekkomyślne, ale prezydent Lech Kaczyński chciał zobaczyć, jak wygląda sytuacja na froncie. Wyszliśmy z samochodu, a wtedy zaczęli do nas strzelać. Widzieliśmy jak fruwają pociski. Było po zmroku, ale było je widać. Moi ochroniarze byli wyszkoleni, żeby zapewnić mi bezpieczeństwo. Kiedy rozległy się strzały, rzucili się na mnie i powalili mnie na ziemię. Zacząłem krzyczeć i spojrzałem w górę, a Lech Kaczyński stał wyprostowany. Wszyscy naokoło leżeli, a kule latały bardzo blisko. On trzymał głowę wysoko, a nawet lekko się uśmiechał - opowiadał Saakaszwili.

 

- Niektórzy dziennikarze zauważyli to i pisali potem, że Lech Kaczyński stał jak bohater. Jestem pewny, że był bohaterem. Nie bał się wrogów i z otwartą przyłbicą czekał na swój los, na swoją śmierć - dodał.

 

PAP