24 lipca z samego rana 59-letnia kobieta wybrała się samotnie na grzyby do lasu w okolicy miejscowości Udrycze Wola. Kilka godzin później, około 11:00, zadzwoniła do rodziny z informacją, że niedługo wraca. Kilkadziesiąt minut później wykonała następny telefon. Tym razem zadzwoniła na numer alarmowy.

 

Dyspozytorce pogotowia ratunkowego powiedziała, że będąc w lesie zraniła się nożem w szyję. Dodała, że bardzo krwawi. Dyspozytorka próbowała ustalić, gdzie dokładnie poszkodowana się znajduje. Wówczas kontakt z 59-latką się urwał. Prawdopodobnie kobieta zemdlała.

 

Na miejsce zdarzenia natychmiast wysłano karetkę pogotowia i policję. Po krótkich poszukiwaniach ranną kobietę udało się odnaleźć w głębi lasu, 400 metrów od drogi. Niestety, mimo podjętej reanimacji nie udało się jej uratować.

 

"Zgon nastąpił bardzo szybko"

 

- Przecięta została tętnica po lewej stronie szyi. Zgon nastąpił bardzo szybko, od kilku do kilkunastu minut po zdarzeniu - powiedziała Ewa Pizun z Prokuratury Rejonowej w Zamościu, która zajmuje się tą sprawą.

 

Śledztwo prowadzone jest w kierunku targnięcia się na własne życie. Niewykluczone jednak, że mógł to być nieszczęśliwy wypadek. Na tę chwilę wykluczono udział osób trzecich.  

 

Według prokuratury nie było świadków, którzy pomogliby ustalić przebieg zdarzeń. Przeprowadzono więc sekcję zwłok kobiety. Jej wyniki nie są jeszcze znane.

 

polsatnews.pl, dziennikwschodni.pl