"Gronkiewicz-Waltz mówiła, że nie trzeba szkół w Śródmieściu" - były urzędnik przed komisją weryfikacyjną

Polska
"Gronkiewicz-Waltz mówiła, że nie trzeba szkół w Śródmieściu" - były urzędnik przed komisją weryfikacyjną
PAP/Radek Pietruszka

- Zespół koordynujący miasta zgodził się na likwidację gimnazjum przy ul. Twardej - zeznał świadek Marcin Bajko, były szef stołecznego Biura Gospodarki Nieruchomości, przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji. Dodał, że prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała, że "nie potrzeba szkół w Śródmieściu" oraz, że można oddać działkę na Twardej Maciejowi Marcinkowskiemu.

Zespół koordynujący miasta zgodził się na likwidację gimnazjum przy ul. Twardej - zeznał świadek Marcin Bajko, były szef stołecznego Biura Gospodarki Nieruchomości, przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji.

 

W czwartek Bajko zeznaje na drugiej rozprawie komisji, która kontynuuje badanie sprawy nieruchomości Twarda 8 i 10. W związku z decyzją reprywatyzacyjną stołecznego ratusza na rzecz "handlarza roszczeń" Macieja Marcinkowskiego, musiało się stamtąd przenieść prestiżowe gimnazjum.

 

"Była dyskusja i akceptacja"

 

Pytany przez szefa komisji Patryka Jakiego, czy zespół koordynacyjny zajmował się sprawą przeniesienia szkoły, Bajko odparł: "Odbyła się dyskusja i była akceptacja". Jemu samemu nakazano zaś prowadzić rozmowy z Marcinkowskim, by "jak najlepiej rozwiązać ten problem dla miasta".

 

Bajko dodał, że BGN "nie było właściwe co do likwidacji szkół". "Myśmy tylko sygnalizowali (...) na temat 110 czy 116 nieruchomości szkolnych, obciążonych roszczeniami" - mówił, dodając, że mieściła się w tym też sprawa Twardej.

 

Bajko mówił też, że zalecenia pokontrolne miasta wymagały od pracowników Biura przestrzegania terminów wynikających z Kodeksu postępowania administracyjnego. "Ale jak przestrzegać terminów Kpa, kiedy te wnioski mają 70 lat" - dodał świadek (dekret Bieruta z 1945 r., którego skutkiem było przejęcie wszystkich gruntów przez miasto stołeczne Warszawę, stanowił, że ich właściciele mieli pół roku na złożenie wniosku o przyznanie im prawa wieczystej dzierżawy, ale w praktyce większość wniosków nie była rozpatrywana lub rozpatrywano je odmownie - red.).

 

"Presja o bardzo dużej wadze"

 

Według Bajki, te zalecenia pokontrolne sprawiały, że pracownicy BGN, zamiast sprawdzać "czy jest odpowiednio ustalony krąg spadkobierców, czy w 100 proc. wszystkie wątpliwości wyjaśnione", mieli pilnować terminów. Pytany przez Jakiego o zalecenia pokontrolne by "terminowo" wydawać decyzje, Bajko powiedział, że takie polecenia prezydenta "to presja o bardzo dużej wadze".

 

Świadek podkreślał, że przygotowując tzw. małą ustawy reprywatyzacyjnej co do stolicy, wprowadził do niej "fortel na handlarzy roszczeń" - zapis, że strony ustalą, za jaką kwotę mogą nabyć roszczenia co do nieruchomości, ale gmina będzie mieć prawo pierwokupu po tej właśnie cenie. "To już kiedyś wymyślił Napoleon" - dodał Bajko. "To działa" - podkreślił. Dodał, że dzięki temu roszczenia (wcześniej nabywane przez "handlarzy roszczeń" za bardzo niskie kwoty - red.) "zaczęły mieć wartość rynkową".

 

"Szkół nie powinno być w Śródmieściu"

 

Bajko powiedział, że na jednym ze spotkań dowiedział się, że prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz zdecydowała o likwidacji, bo szkół nie powinno być w Śródmieściu. "Taka wypowiedź padła, ona była pośrednio, ja teraz tego nie przypisuje pani prezydent, bo to mogło być różnie" - zaznaczył Bajko.

 

Dodał, że później usłyszał bezpośrednio od prezydent Warszawy, że nie powinno być szkół w Śródmieściu. "I że tutaj nie ma potrzeby jakiegoś ratowania na siłę" - powiedział Bajko.

 

Jak powiedział, "a priori zostało założone, że ta szkoła zostanie zlikwidowana". "Oczywiście ja też rozumiem pewne argumenty merytoryczne, oprócz przekonania, że nie powinno być szkół w Śródmieściu, argumentem merytorycznym jest to, że nie można inwestować w infrastrukturę, która jest objęta roszczeniami, czyli np. remont tego gimnazjum, w sytuacji kiedy roszczenia są, jest niemożliwy" - powiedział Bajko.

 

"Szkoła mogła istnieć jeszcze wiele lat"

 

Dodał, ze szereg takich argumentów rozumie, "niemniej jednak zostało założone, że to gimnazjum zostanie zlikwidowane". Jak mówił, dwa czy trzy miesiące po spotkaniu zespołu koordynującego został zaproszony na sesję rady miasta, na której procedowana była uchwała o przeniesieniu gimnazjum. "Wtedy straciliśmy możliwość ratowania (szkoły)" - zaznaczył.

 

Podkreślił, że to nie on przygotowywał ta uchwałę i nie ma na niej podpisu osób z jego biura.

 

"Teoretycznie szkoła mogła istnieć jeszcze wiele lat, mogły trwać spotkania z inwestorem i tam jakieś rozwiązanie pozytywne mogło być wypracowane. Natomiast po podjęciu uchwały o jej przeniesieniu nie ma już interesu społecznego, którego możemy bronić w tej sposób, w związku z tym zaistniała zasadność wydania decyzji (zwrotowej)" - powiedział Bajko.

 

"Pamiętam rozmowę o której powiedziałem - czy ona była na zespole, czy ona była po zespole, czy może chwile później, pani prezydent do mnie powiedziała, że nie powinno być szkół w Śródmieściu" - powiedział Bajko.

 

"Była przesłanka, żeby wznowić tę sprawę"

 

Zapytany przez szefa komisji Patryka Jakiego, czy uważa, że prawidłową była procedura, iż ratusz samodzielnie nie poszukiwał spadkobierców, odparł: - Każda sytuacja była inna i nie mogę powiedzieć, że nie poszukiwaliśmy w ogóle. Jego zdaniem nie było to zadaniem jego biura. Dodał, że "w różnych sytuacjach" były poszukiwania i - jak zaznaczył - sam podpisywał pisma w tej sprawie.

 

Jaki pytał świadka, dlaczego samo miasto stwierdziło, że decyzja reprywatyzacyjna ws. nieruchomości przy ul. Twardej 8 i 10 było "rażącym naruszeniem prawa". - Z tego, co pamiętam okazało się, że pojawił się jeszcze jeden spadkobierca - powiedział Bajko. Zaznaczył, że nie pamięta szczegółów ale - jak ocenił - "to była przesłanka, żeby wznowić tę sprawę".

 

Dopytywany, czy miasto przed podjęciem decyzji badało dokładnie wszystkie dokumenty, które złożyła strona starająca się o reprywatyzację, odpowiedział: - Zgodnie z Kodeksem Postępowania Administracyjnego każda sprawa powinna być rozstrzygnięta w oparciu o wszystkie dowody i bardzo dokładnie.

 

- Natomiast jednocześnie w Kodeksie Postępowania Administracyjnego jest punkt (…), który mówi o tym, że organ przestrzega z urzędu swojej właściwości - mówił świadek. Według niego nakładając te dwa przepisy trzeba dojść do wniosku, że "trzeba siedem razy pod światło spojrzeć na każdy dokument".

 

"My mamy to udowodnić"

 

Przewodniczący komisji zastanawiał się, że skoro interes prawny w tej sprawie miało miasto, to kto powinien w jego imieniu złożyć wniosek, jeśli nie sam ratusz. - Pozwolę sobie polemizować. Nie ma domniemania, że po kimkolwiek dziedziczy Skarb Państwa. To może być fakt, natomiast nie jest to domniemanie w polskim prawie - podkreślił Bajko.

 

Jak mówił świadek ważna jest również "bardzo istotna jedna rzecz, żeby ten Skarb Państw mógł wejść jako spadkobierca to musi minąć - bez żadnej czynności w zakresie tych spadkobierców - 30 lat". - Jeśli przez te 30 lat żaden ze spadkobierców nic nie zrobił, nawet nie napisał pisma, to można domniemywać, że gdzieś tam przechodzi to na Skarb Państwa, tylko że to my mamy udowodnić - zauważył.

 

"Ustalanie kwot nie było naszą kompetencją"

 

- W procesie reprywatyzacyjnym mieliśmy obowiązek ustalić obecnych właścicieli nieruchomości i osoby uprawnione do niej. Nie obejmowało to kwot transakcji, to nie była nasza kompetencja badać za ile ktoś komuś przekazał prawa do nieruchomości - zeznawał Bajko.

 

Pytany przez przewodniczącego, czy nie wzbudzała jego wątpliwości różnica pomiędzy wycenioną wartością nieruchomości, a kwotą nabycia roszczeń do nich.

 

- Kwestia ceny - bo pan do tego zmierza, ze za bardzo niską cenę zostało przejęte - kwestia ceny nie jest przedmiotem kompetencji organu administracji. Wszelkie sprawy związane z cenami, wartością, to są sprawy cywilno-prawne w kognicji sądów powszechnych - wyjaśnił.

 

- Właśnie dlatego o tym decyzje sąd, a nie organ, bo my nigdy nie wiemy, czy to (jakiś procent wartości - PAP) będzie dobrze, czy jeszcze ciągle niedobrze, gdy będzie to 2, 11, czy np. 90 proc. wartości nieruchomości - tłumaczył.

 

Dopytywany, czyim obowiązkiem było zebrać wszystkie akta do postępowania dekretowego odpowiedział, że obowiązek ten miał organ administracji i te akta zebrał. - Z nich wynikało, że ktoś jest teraz właścicielem jakichś tam procent udziałów po kimś. Natomiast do tej kognicji nie należy sprawdzanie za ile to kupił - mówił komisji Bajko.

 

"Prezydent nie wydawała takich poleceń"

 

Pytany przez członka komisji Jana Mosińskiego, czy prezydent stolicy lub inni wydawali mu polecenia co do nieruchomości przy Twardej czy innych "nieruchomości oświatowych", świadek odparł, że "nie było takiej sytuacji". - Pani prezydent nie wydawała takich poleceń, czy to w zakresie np. zobowiązania mnie do wydania jakiejś decyzji, czy jej zmiany - dodał Bajko.

 

Poinformował, że w 2013 r. w BGN przygotowano pełne zestawienie ok. 116 nieruchomości, które mają "możliwość reprywatyzacji", co przekazano prezydent. Ustalono, że trzeba to przekazać Radzie Miasta i burmistrzom oraz zastanowić się czy w tej sytuacji w te placówki inwestować, a także nad "ewentualnym wygaszeniem pewnych placówek".

 

Indagowany, czy zwolnienie go z pracy w 2016 r. przez Gronkiewicz-Waltz było zemstą czy ma może inny podtekst, Bajko odpowiedział, że to on rozwiązał umowę o pracę. "Ale pracodawca tego nie przyjął i zwolnił pana" - replikował Mosiński. Bajko odparł, że pozwał miasto za to zwolnienie i nie chce się wypowiadać by - jak powiedział - "nie stracić szansy przed sądem". Oświadczył tylko, że "działanie pracodawcy nie miało podstaw prawnych".

 

"Miał także inne roszczenia"

 

Na pytanie, czy Marcinkowski bywał częściej w Ratuszu niż inni, Bajko odpowiedział, że nie miał on roszczeń jedynie co do Twardej. - Miał roszczenia do boiska liceum na Foksal; oprócz tego miał jeszcze nieruchomość przy Królewskiej; bardzo problematyczną nieruchomość, na której budował budynek na trasie W-Z, również część nieruchomość pod wysokościowiec przy Pałacu Kultury - odparł Bajko. - W związku z tym, tych spotkań było dużo; on przychodził do mnie bo ja kierowałem zespołem, który negocjował te sprawy - dodał.

 

Świadek podkreślał, że nie miał pełnomocnictw prezydenta miasta do wydawania decyzji reprywatyzacyjnych; mieli je zaś jego zastępcy. Wytłumaczył to tym, że zanim zaczął pracę w urzędzie, w starostwie powiatu, prowadził działalność gospodarczą, a przepisy w takich przypadkach uniemożliwiały wydawanie decyzji administracyjnych. Dodał, że miał zaś upoważnienie by w imieniu prezydenta zawierać akty notarialne o "wielomilionowej wartości.

 

"Nie nakazywała wydawania decyzji zwrotowych"

 

Prezydent Warszawy, w czasie rozmów o reprywatyzacji na pewno nie nakazywała wydawania decyzji zwrotowych - zeznał b. szef stołecznego BGN Marcin Bajko. Jak dodał, ustanawianie kuratorów nie było osobnym tematem rozmów w ratuszu.

 

Pytany, czy konsultował konkretne rozstrzygnięcia reprywatyzacyjne z zespołem koordynacyjnym w ratuszu, Bajko stwierdził, że jego spotkania nie dotyczyły wszystkich spraw reprywatyzacyjnych, tylko niektórych, które np. wiązały się z ograniczeniem funkcjonowania przedszkola itp. - Jeżeli nie był to zespół, to była to bezpośrednia rozmowa z panią prezydent, ale ona mówiła np. tak: "Proszę poinformować rzecznika prasowego, na wypadek gdyby ktoś napisał pismo albo jakiś artykuł".

 

- Na pewno nie było to nakazaniem wydawania decyzji, ale raczej przyjęciem do wiadomości, ewentualnie wskazaniem, żeby to jeszcze z kimś skonsultować"- mówił Bajko.

 

Wyjaśniał, że funkcjonowanie w tak dużej jednostce wymagało kontaktów telefonicznych. - Albo pani prezydent do mnie dzwoniła, często to było ad hoc, np. przy okazji spotkania z burmistrzami, często dzwoniłem ja. Były też prośby, żebym np. został po zespole koordynacyjnym, przyjechał po coś i to było wtedy omawiane - powiedział Bajko. - Nie było sformalizowanej procedury typu, że zostawia się notatkę, a prezydent coś na niej pisze. To nie było wymagane. Ale rozmowy były bardzo częste - mówił.

 

PAP

paw/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze