Syta powiedział, że na razie nie może potwierdzić, czy jakieś polskie firmy ucierpiały albo padły ofiarami ataku. - Mogę natomiast potwierdzić z całą pewnością, że szereg firm zostało zaatakowanych. W skrzynkach wielu firm znalazły się podejrzane maile, wiem o sporej liczbie wykrytych infekcji. Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się w środę rano, że tych przypadków było naprawdę dużo - powiedział.

 

Według niego, w Polsce cyberatak "rozkręcił się mocno" po godzinie 15.00 we wtorek, kiedy zaobserwowano pierwsze przypadki. Możliwe, że część osób po tej godzinie już nie pracowała, część komputerów została wyłączona.

 

Zdaniem Syty, "infekcja jest interesująca", ma swój początek w złośliwym załączniku, po którego otwarciu zaczyna się szyfrować nie tylko stacja odbiorcy - wirus stara się wyszukać wszystkie inne komputery w sieci wewnętrznej. - Ta kampania się szybko rozpowszechnia w ramach organizacji. Jestem przekonany, że jutro usłyszymy o dużej liczbie konkretnych firm, które zostały zaatakowane - dodał.

 

"To bezpieczeństwo zawsze było tematem ulotnym"


Zwrócił uwagę, że problem wynika m.in. stąd, że na całym świecie na bezpieczeństwo patrzy się przez pryzmat kosztów. - Nikt nie chce za wiele inwestować w rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa, ponieważ to bezpieczeństwo zawsze było tematem ulotnym - powiedział.

Tymczasem z jego doświadczenia wynika, że infekcje, kradzież informacji, szyfrowanie danych, przypadki sabotażu - zdarzają się codziennie. Nie docierają jednak do wyższej kadry zarządzającej, a temat robi się istotny w takim przypadku, jak dziś.

 

- Wtedy szereg firm zaczyna się interesować zagadnieniem bezpieczeństwa (...), ale bardzo często wdrażane rozwiązania to punktowe zabezpieczenia, przyklejenie kilku łat. Tymczasem zapewnienie bezpieczeństwa informacji w organizacjach to stały proces. Nie chcę powiedzieć, że jest specjalnie skomplikowany, ale wymaga sumienności, wymaga, żeby na bieżąco wykonywać szereg istotnych czynności, które zmniejszają prawdopodobieństwo ataku - dodał.

 

Cyberataki na świecie


Po południu logistyczna firma Raben poinformowała na swoje stronie internetowej o wstrzymaniu wszystkich operacji transportowych i logistycznych. "Bezpieczeństwo naszych klientów jest dla nas najważniejsze. Dlatego, w związku z międzynarodowym zagrożeniem wirusowym, wstrzymujemy wszystkie operacje transportowe i logistyczne do czasu wyjaśnienia sytuacji" - napisano w komunikacie zarządu grupy Raben.

 

Systemy komputerowe - m.in. na Ukrainie, Danii, Wlk. Brytanii i Holandii - padły we wtorek ofiarą cyberataków. Szwajcarskie służby ds. cyberbezpieczeństwa podały po południu, że za awarie systemów komputerowych, do których doszło we wtorek w Europie, odpowiedzialny jest wirus typu ransomware znany jako Petya.

 

"NCC nie otrzymało niepokojących sygnałów"


Rzecznik prasowy ministra cyfryzacji Karol Manys, pytany, czy do ataków doszło także w Polsce, powiedział, że "Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa nie otrzymało jakichkolwiek niepokojących sygnałów w Polski". NCC to instytucja odpowiedzialna za bezpieczeństwo cybernetyczne w Polsce. Stanowi centrum wczesnego ostrzegania i szybkiego reagowania, a w razie ewentualnych ataków - koordynowania działań i wymiany informacji.

 

Także Departament Bezpieczeństwa Narodowego KPRM podał, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego monitoruje sytuację, a do Rządowego Zespołu Reagowania na Incydenty Komputerowe CERT.GOV.PL nie wpłynęło do tej pory żadne zgłoszenie dotyczące wirusa typu ransomware o nazwie Petya potwierdzające, by instytucje z zakresu CERT.GOV.PL (administracja rządowa oraz infrastruktura krytyczna) padły ofiarą kampanii hakerskiej.

 

"Obecnie CERT.GOV.PL pozostaje w kontakcie z innymi krajowymi CERT-ami w powyższej sprawie" - zapewniono. Służby ostrzegają, aby nie otwierać e-maili z nieznanych źródeł oraz nie klikać w linki zawarte w takich wiadomościach.

 

Wcześniej zastępca ministra koordynatora służb specjalnych Maciej Wąsik powiedział, że nie ma sygnałów o aktywności hakerskiej w publicznej domenie w Polsce, a CERT ABW nie sygnalizował "żadnych szczególnych" zdarzeń. Przypomniał, że Centrum w ABW zajmuje się domeną publiczną - gov.pl i instytucjami publicznymi.

 

Pierwszym celem Ukraina

 

Pierwszym celem zmasowanego ataku hakerskiego - wymierzonego w system bankowy i telekomunikacyjny, rządowe sieci komputerowe, najważniejsze lotniska w kraju, ciepłownie, elektrownie oraz stołeczne metro - była Ukraina.

 

Według doniesień, wśród zaatakowanych znalazły się m.in. działający głównie w branży transportu morskiego i energii duński koncern A.P. Moeller-Maersk oraz jej terminale w największym w Europie porcie w Rotterdamie, a także brytyjska firma WPP - gigant z branży reklamy i public-relations.

 

Jak podała szwajcarska rządowa agencja MELANI, największe szkody wskutek ataku wystąpiły na Ukrainie, w Rosji, Anglii, a także w Indiach.

 

PAP