"Poczułem, że oni chcą mnie zabić". Andrzej Majdan z KOD o awanturze w Radomiu

Polska

- W Radomiu przekroczona została granica, której nigdy nie powinniśmy przekroczyć. Banda, celowo używam tego słowa, młodych ludzi w brutalny sposób wyraziła swój sprzeciw wobec osób, które inaczej myślą niż oni - powiedział w programie "Prawy dla Lewego, Lewy do Prawego" Andrzej Majdan, lider straży Komitetu Obrony Demokracji. - Zostałem przewrócony i skopany - dodał.

Andrzej Majdan jest osobą, która najbardziej ucierpiała podczas sobotnich zajść w Radomiu, gdzie manifestowali zwolennicy KOD oraz osoby w koszulkach Młodzieży Wszechpolskiej.

 

- Poruszam się sprawnie. To dlatego, że jestem osobą wysportowaną, ale inna osoba na moim miejscu… Ja mam 61 lat - mówił Majdan, na antenie Polsat News 2.

 

Dodał, że wiele osób było w sobotę szarpanych i popychanych. Szef straży KOD powiedział, że całe zdarzenie radomskie trwało "8 minut z sekundami", a gdy ubrana na czarno grupa weszła przed scenę KOD, straż Komitetu otoczyła ją, "odizolowując od kobiet, dzieci, które się paniczne bały".

 

"Straż miejska zareagowała natychmiastowym odjazdem"

 

- Proszę zwrócić uwagę, że oni mieli ze sobą metalowe pręty. To wszystko działo się błyskawiczne, a my nie jesteśmy żadną szkoloną grupą, jesteśmy grupą wolontariuszy - mówił.

 

- Zbliżyli się do sceny, krzycząc hasła obraźliwe, wręcz groźne, jak "śmierć wrogom ojczyzny". Poczułem, że oni chcą mnie zabić - opowiadał.

 

Dodał, że nie widział wówczas ani jednego policjanta. - Widziała nas straż miejska, ale kiedy podeszli do sceny bandyci w koszulkach Młodzieży Wszechpolskiej, straż miejska zareagowała natychmiastowym odjazdem. Zostaliśmy sami - stwierdził.

 

Rok wcześniej policja "zachowała się wzorowo"

 

Wspomniał, że rok wcześniej KOD również był w Radomiu. - Był przemarsz i Bronisław Komorowski. Policja zachowała się wzorowo. Wcześniej były imprezy narodowców. Oni te imprezy opóźniali, ale dzięki zdecydowanej postawie policji nie doszło wówczas do konfrontacji, mimo że do tego dążono - powiedział Majdan.

 

- Zdjęcie przedstawiające grupę nacjonalistów kopiących pana Andrzeja, jako uczestnika pokojowej demonstracji, przejdzie do historii polski, jako symbol szerszego zjawiska, ataków na tle ksenofobicznym czy rasistowskim, z którym mamy do czynienia już od pewnego czasu, ale które na pewno tu i teraz przybiera na sile - stwierdził drugi z gości programu dr Rafał Pankowski, profesor Collegium Civitas, członek stowarzyszenia "Nigdy Więcej".

 

- Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że w ciągu ostatnich dwóch lat to zjawisko przybrało na znaczeniu i nazwy Obozu Narodowo Radykalnego oraz Młodzieży Wszechpolskiej w opisach tych zdarzeń się pojawiają - przekazał Pankowski.

 

"Nie żywię urazy do tych dzieciaków"

 

Prowadzący program Mariusz Ziomecki zapytał Majdana, czy wystąpi z oskarżeniem prywatnym wobec napastników. - Zadecydują o tym doradcy prawni. Ja nie żywię urazy do tych dzieciaków, ale ktoś im kazał - padło w odpowiedzi.

 

- Myślę, że minister Mariusz Błaszczak jest człowiekiem honorowym i jeśli okaże się, że ktoś w policji dopuścił się zaniedbań, minister będzie wiedział, co zrobić - zaakcentował.

 

Majdan powiedział, że w niedzielę doszło do kolejnego incydentu z nacjonalistami. KOD zorganizował w Warszawie spotkanie z mediami, by opisać sytuację z Radomia.

 

- Gdy się rozchodziliśmy, grupa młodych ludzi związana ze Stowarzyszeniem Obywatele Solidarnie w Akcji, otrzymała groźby śmierci od grupy nacjonalistów. To sprawa bardzo poważna. Jednemu z uczestników, powiedziano, że "cię zabijemy". Na szczęście jest to udokumentowane, policja dysponuje nagraniem. To są rzeczy, które dzieją się w świetle dnia w stolicy - powiedział Majdan.

 

 

polsatnews.pl

 

ml/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze