W poniedziałek rozpoczęła się pierwsza rozprawa przed komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji. Badano sprawę nieruchomości przy ul. Twardej 8 i 10. Przesłuchano dwóch świadków, trzeci odmówił zeznań, za co został ukarany grzywną. Szef komisji zarządził przerwę w obradach do 29 czerwca.

 

- Dzisiaj, po przesłuchaniu - to jest tylko moja opinia - jestem bliższy podjęcia decyzji cofnięcia decyzji reprywatyzacyjnej i dzięki temu sprawienia, że szkoła wróci na miejsce - powiedział Jaki. Zaznaczył jednak, że jest to jego opinia, a nie komisji. - Musimy jeszcze wysłuchać dokładnie stron, to będzie dla nas kluczowe - mówił.

 

Jego zdaniem, decyzja ws. reprywatyzacji nieruchomości, w której mieściło się gimnazjum, była wadliwa prawnie. - Źle ustalono krąg stron i krąg spadkobierców. W związku z powyższym w jednej i drugiej sprawie decyzje zostały podjęte z naruszeniem prawa. To jest podstawa do uchylenia tej decyzji i szansą na to, aby gimnazjum wróciło do tego budynku - przekonywał szef komisji.

 

Zapowiedział, że członkowie komisji udadzą się we wtorek do aresztu śledczego i zakładu karnego we Wrocławiu "przeprowadzić czynności przesłuchania osób, które są tymczasowo aresztowane i mogą mieć wiedzę ws. reprywatyzacji Twardej 8 i Twardej 10". Przyznał, że przesłuchiwane osoby mogą odmówić wyjaśnień. - Ale my musimy dochować wszelkiej staranności z naszej strony - podkreślił.

 

Bliżej prawdy

 

Według Jakiego komisja, po pierwszym dniu, jest bliższa ustalenia prawdy ws. reprywatyzacji. Jego zdaniem, komisja pierwszego dnia pracy ustaliła więcej niż wszystkie organy państwa przez ostatnie lata. - Dzisiaj robimy pewną robotę i to jest dobra robota dla państwa. Jestem o tym przekonany, ponieważ odsłaniamy pewne fatalne mechanizmy z punktu widzenia państwa - mówił. - Komisja dziś zrobiła coś naprawdę dobrego dla państwa i wierzę w to, że dalej w tym duchu będziemy mogli pracować i działać - dodał. Zaapelował, aby nie "torpedować" działań komisji.

 

Według szefa komisji, prezydent stolicy powinna stawić się przed komisją. - Z wszelkimi prawami - podkreślił. Zwrócił uwagę, że komisja stara się drobiazgowo przestrzegać wszystkich praw świadków. - Nam nie zależy, aby pognębić kogokolwiek. Dlatego możliwość tego, aby zweryfikować prawdziwość oświadczenia pani prezydent jest taka, aby skontrastować jej stan pamięci, ze stanem pamięci świadków. To jest jedyna możliwość. Jeżeli pani prezydent będzie przed tym uciekać, to znaczy, że ma coś do ukrycia - oświadczył.

 

"Prezydenci Warszawy wiedzieli o procederze"

 

Zdaniem Jakiego, prezydent Warszawy wiedziała o niektórych decyzjach ws. reprywatyzacji. - Pierwszy świadek powiedział, że decyzje, pewne nakazy szły z góry. Dlatego w tym sensie zmienia to postać rzeczy. Pani prezydent do tej pory twierdziła, że "owszem, może coś było, ale ja nic nie wiedziałam". A dziś się okazuje, że nie tylko, według zeznań świadków, pani prezydent wiedziała, ale również sama naciskała, czy podejmowała decyzje - stwierdził.

 

Według szefa komisji, "wszyscy świadkowie, którzy stawili się przed komisją, potwierdzają, że prezydenci miasta Warszawy wiedzieli o tym procederze, a niektórzy mówią, że wręcz wydawali decyzje".

 

Dopytywany przez dziennikarzy, czy nie obawia się, że kolejne osoby będą odmawiały zeznań przed komisją, odpowiedział: "spodziewam się, że tak może być". - Tzn. osoby kluczowe w tej sprawie, które, jak wskazują świadkowie, miały podejmować decyzje, będą odmawiały zeznań. Aczkolwiek z naszego punktu widzenia to jest forma zeznań. Tzn. oni nam tak naprawdę mówią: słuchajcie, my mamy coś do ukrycia. A skoro "mamy coś do ukrycia", komisja może wyciągać własne wnioski z ustawy i podejmować decyzje, które będą weryfikowały poprzednie decyzje reprywatyzacyjne i przywracały elementarną sprawiedliwość społeczną - mówił po pierwszej rozprawie szef komisji.

 

PAP