Rzecznik podlaskich strażaków Marcin Janowski poinformował, że do godz. 16:00, w związku z burzami przechodzącymi nad regionem, straż pożarna interweniowała około 30 razy.

 

Rzeczniczka prezydenta Białegostoku Urszula Mirończuk poinformowała, że służby monitorują sytuację na bieżąco po ostrzeżeniach o burzach, które podawało wcześniej Centralne Biuro Prognoz Meteorologicznych.

 

Zalane posesje i piwnice

 

- Miejskie Centrum Zarządzania Kryzysowego jest w stałym kontakcie ze służbami i na bieżąco monitoruje sytuację - poinformowała Urszula Mirończuk. Władze miasta podają na twitterze, że w miejscach, gdzie są kłopoty z przejazdem, a ruchem kieruje policja.

 

Miasto poinformowało, że w związku z ulewą w departamencie gospodarki komunalnej w magistracie działa specjalny dyżur, gdzie do godz. 18:00 pod nr telefonu 85 869 61 72 można zgłaszać informacje o koniecznych interwencjach.

 

Mieszkańcy zgłaszają informacje o zalanych posesjach, piwnicach, ulicach. Działa też telefon 986 straży miejskiej. W odpompowywaniu wody ma pomagać współpracująca z miastem firma, która dysponuje odpowiednim sprzętem.

 

Burze mogą wrócić

 

Załamanie pogody dotyczy większości obszaru województwa podlaskiego. Z najnowszego wydanego we wtorek po południu ostrzeżenia meteorologicznego wynika, że burze z gradem będą występować jeszcze w godzinach od 16:00-20:00 na terenie całego województwa podlaskiego.

 

Miejscami może spaść od 30-50 litrów wody na metr kwadratowy, lokalnie do 70 litrów. Wiatr w porywach może osiągać do 90 km/h.

 

Biuro prognoz podało, że w Białymstoku do popołudnia spadły 43 litry wody na metr kwadratowy. To mniej niż w czasie ulewy 7 maja, gdy w ciągu 9 godzin spadło w mieście tyle deszczu ile normalnie w półtora miesiąca.

 

 

Podobna sytuacja była w maju

 

Podczas poprzedniej tak intensywnej ulewy, która przeszła nad miastem w maju, zalanych zostało wiele ważnych skrzyżowań i ulic, a niektóre części miasta były nieprzejezdne.

 

Trzeba było wypompowywać wodę z zalanych piwnic i podziemnych parkingów. Władze miasta oceniły wtedy, że sytuacja była nadzwyczajna, ale biorąc pod uwagę gwałtowność ulewy, skala strat w mieście nie była zbyt duża.

 

Władze odpierały też wówczas zarzuty, iż niedrożna była kanalizacja deszczowa i argumentowały, że wody było tak dużo, że sieć kanalizacji nie była w stanie szybko jej odprowadzić.

 

Na sesji Rady Miasta odbyła się dyskusja na ten temat. Zastępca prezydenta Białegostoku Adam Poliński mówił wtedy, że trzeba być przygotowanym, iż po większych opadach w mieście będą - na kilka godzin - zalewane niektóre ulice.

 

"Pewne tereny musimy traktować jako zalewowe" - mówił wtedy Poliński.

 

PAP, polsatnews.pl