Trwającym dochodzeniem w sprawie kontaktów osób z otoczenia prezydenta Trumpa z przedstawicielami Rosji kieruje obecnie specjalny prokurator Robert Mueller. Trump wielokrotnie odrzucał te zarzuty, oskarżając przeciwników o urządzanie "polowania na czarownice".

 

Wcześniej dochodzeniem w sprawie "rosyjskich kontaktów" ludzi z otoczenia Trumpa podczas wyborów w 2016 r. kierował ówczesny dyrektor FBI James Comey, który jednak 9 maja został nagle zwolniony przez prezydenta. Comey utrzymuje, że Trump miał mu prywatnie radzić, zanim podjął decyzję o zwolnieniu, aby "dał sobie spokój z tą sprawą".

 

Pojawiły się wówczas pytania, czy prezydent nie dopuścił się w ten sposób utrudniania pracy wymiaru sprawiedliwości, co jest przestępstwem. W środę "Washington Post" poinformował, że Mueller rozszerzył dochodzenie, by wyjaśnić, czy prezydent Trump wywierał wpływ na wymiar sprawiedliwości. Dochodzenie obejmuje również okoliczności zwolnienia Comeya.

 

Zdaniem byłego szefa FBI nie ma żadnych wątpliwości, iż Rosja ingerowała w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku. Moskwa stanowczo odrzuca wszelkie sugestie, jakoby chciała wpłynąć na wynik głosowania w Stanach Zjednoczonych.

 

PAP