Zdecydowana większość badanych - 57 proc. respondentów sondażu Uniwersytetu Quinnipiac, jednej z najbardziej cenionych placówek w dziedzinie badań opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych - wyraziło niezadowolenie z rządów Trumpa. Aż 40 procent ankietowanych wyraziło przekonanie, że prezydent Donald Trump nie dokończy nawet swojej pierwszej kadencji w Białym Domu.

 

Poprzednio, rekordowo niskie oceny prezydent Trump otrzymał w sondażu Uniwersytetu Quinnipiac w kwietniu br., kiedy aprobatę dla sposobu sprawowania przez niego władzy wyraziło 35 procent badanych, o jeden procent więcej niż obecnie.

 

Kontakty z Rosją


Wyniki ostatniego sondażu, przeprowadzonego w dniach od 31 maja do 6 czerwca, zostały opublikowane w środę wieczorem czasu miejscowego, w przeddzień wystąpienia Jamesa Comeya, byłego dyrektora FBI, przed senacką komisją wywiadu.

 

W ostatnich badaniach tej placówki badawczej z siedzibą w Hamadan w stanie Connecticut, przeprowadzonych wśród 1,361 zarejestrowanych do głosowania wyborców amerykańskich, ankieterzy zadali szereg pytań dotyczących stosunków Donalda Trumpa z Rosją.

 

Zdaniem 32 procent badanych nie było nic zdrożnego w kontaktach Trumpa z Rosją, prawie tyle samo, 31 procent, badanych było przeciwnego zdania, a trochę mniej, 29 procent, przyznało, że może kontakty Donalda Trumpa z Rosją były nieetyczne, ale nie były nielegalne.

 

Innego zdania byli respondenci odpowiadając na to samo pytanie w przypadku osób ze sztabu wyborczego kandydata Trumpa. Tylko 24 procent badanych uznało, że kontakty osób ze sztabu wyborczego Trumpa z przedstawicielami Rosji nie miały nielegalnego charakteru.

 

Krytycznie o zięciu prezydenta


Ofiarą takiego nastawienia ankietowanych w ostatnim sondażu Uniwersytetu Quinnipiac są notowania Jareda Kushnera, zięcia i jednego z najbliższych doradców prezydenta Trumpa.


Po pojawieniu się doniesień o kontaktach Kushnera z przedstawicielami Kremla aż 63 procent badanych, o 10 procent więcej niż przed miesiącem, uznało, że Kushner, mąż córki prezydenta Ivanki Trump, nie powinien odgrywać w Białym Domu tak eksponowanej roli jak obecnie.

 

PAP