Mirosław W. odpowiada także za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa wybuchu dwóch butli gazu płynnego propan-butan w domu, co mogło zagrażać życiu żony i dwójki dzieci oraz za nieumyślne spowodowanie u jednego z dzieci oparzenia II stopnia prawej ręki.

 

Proces toczy się z wyłączoną jawnością. Jak podawała prokuratura, Mirosław W. nie był w przeszłości karany i był uzależniony od alkoholu. Grozi mu kara od 8 do 15 lat pozbawienia wolności, kara 25 lat lub dożywocie.

 

Do podpalenia doszło w nocy pod koniec sierpnia ubr. w Wolbromiu. Jak ustaliła prokuratura, mężczyzna wylewał benzynę na leżącą na łóżku żonę, przytrzymując za rękę i nie pozwalając wstać. Następnie wyjął zapalniczkę, którą bezskutecznie usiłował wyrwać mu syn.

 

Chciał wystraszyć żonę bo się z niego naśmiewała

 

Po wznieceniu pożaru przez męża, kobieta pobiegła pod prysznic, by ugasić palące się na niej ubranie, a następnie wybiegła z córkami przed dom i wezwała pomoc.

 

Przybyli na miejsce policjanci zastali płonący budynek i stojącą przed nim poparzoną kobietę z trójką dzieci. Kobieta po opatrzeniu przez pogotowie ratunkowe, w stanie ciężkim została zabrana helikopterem do szpitala w Krakowie. Po dwóch miesiącach zmarła w szpitalu. Obrażeń ręki doznała też jedna z dziewczynek. Pozostałe dzieci nie odniosły żadnych obrażeń.

 

W śledztwie Mirosław W. w pierwszych wyjaśnieniach nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Wyjaśnił, że chciał żonę wystraszyć, bo wyśmiewała się z niego, ale nie chciał podpalić. Nie pamiętał, jak doszło do podpalenia żony i czy się broniła, widział natomiast, że zapaliło się jego ubranie. W kolejnych wyjaśnieniach częściowo przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów.

 

PAP