Wraca sprawa nauczycielki, która zdjęła krzyż w szkole. Prokuratura chce kasacji wyroku

Polska
Wraca sprawa nauczycielki, która zdjęła krzyż w szkole. Prokuratura chce kasacji wyroku
Polsat News

Prokuratura Regionalna we Wrocławiu niespodziewanie skierowała do Sądu Najwyższego kasację w sprawie nauczycielki, która w ubiegłym roku zdjęła krzyż ze ściany pokoju nauczycielskiego w Zespole Szkół Sportowych nr 1 w Krapkowicach. Nauczycielka wygrała proces. Teraz włączyła się prokuratura, argumentując skargę tym, że musi chronić praworządność i interes społeczny.

Sąd w Opolu orzekł w ubiegłym roku, że nauczycielce matematyki należy się odszkodowanie. Zdaniem sądu Grażyna Juszczyk była dyskryminowana na tle światopoglądowym i szykanowana przez innych nauczycieli zespołu szkół.

 

Sprawa zaczęła się trzy lata temu. Krzyż zawisł w pokoju nauczycielskim, bo szkołę miał odwiedzić biskup. Grażyna Juszczyk przebywała wtedy na urlopie zdrowotnym. Po powrocie do pracy zdjęła krzyż ze ściany. Jej zdaniem nie powinien on wisieć w miejscu pracy. Nie ukrywała, że jest niewierząca.

 

Groźby i szykany

 

Nauczycielka relacjonowała, że z tego powodu była dyskryminowana przez dyrekcję placówki i innych nauczycieli. Podczas posiedzenia rady pedagogicznej zdjęcie krzyża uznano za kradzież i grożono jej policją. W szkole traktowano ją wrogo i nieprzyjemnie oraz rozpowszechniano nieprawdziwe informacje na jej temat.

 

Grażyna Juszczyk wytoczyła więc proces. Zarzuciła pracodawcy stworzenie wrogiej i poniżającej atmosfery, która doprowadziła ją do utraty zdrowia. Domagała się 25 tys. złotych.


Ostatecznie sąd przyznał jej 5 tys. złotych i nakazał szkole przeprosiny na łamach lokalnej prasy. Taki wyrok w pełni satysfakcjonował nauczycielkę, bo jak podkreślała wielokrotnie, proces wytoczyła dla zasady.

 

 

 

Gdy wydawało się, że sprawa jest już zamknięta, do akcji wkroczyła jednak Prokuratura Regionalna we Wrocławiu, która skierowała do Sądu Najwyższego kasację w tej sprawie.

 

Prokuratura w kasacji pisze m.in. o tym, że kobieta "nie zdjęła krzyża z powodu swoich poglądów religijnych, a uczyniła to w celowej prowokacji, aby ustalić reakcję współpracowników". Nauczycielka twierdzi jednak, że ten argument był już wcześniej podnoszony i sąd go nie uwzględnił.

 

Prokuratura w swoim wniosku kasacyjnym twierdzi również, że "skierowanie skargi kasacyjnej jest uzasadnione potrzebą ochrony praworządności oraz interesu społecznego".  

 

"To jest kuriozum"

 

Prokuratura Regionalna we Wrocławiu utrzymuje  też, że sąd wcześniej niewłaściwie ocenił znaczenie dyskryminacji, a dokładniej słów "niepożądane zachowanie".

 

"Działania pracodawcy były podjęte w ramach posiadanych przez niego kompetencji" - dowodzi również prokurator.

 

- To jest kuriozum. Zapadł prawomocny wyrok, uznany przez stronę pozwaną, strona pozwana zastosowała się do wyroku, pojawiły się przeprosiny, otrzymałam odszkodowanie. I teraz nagle okazuje się, że państwo PiS uważa, że to jest niepraworządne. Jak tak można, że państwo w sprawie cywilnej występuje przeciwko pojedynczemu obywatelowi? Państwo walczy ze mną tylko dlatego, że nie jestem katolikiem i tak to rozumiem - mówi w rozmowie z TOK FM nauczycielka.

 

TOK FM, polsatnews.pl

dk/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze