Badana laboratoryjne mają dać odpowiedź m.in. na pytanie, czy Polka została odurzona jakąś substancją chemiczną.

 

W Polsce sprawę śmierci Żuk wyjaśnia specjalny zespół śledczy powołany przez prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego w Prokuraturze Okręgowej w Jeleniej Górze. Śledczy przedstawili we wtorek najnowsze ustalenia w tej sprawie.  

 

- Sprawa śmierci Magdaleny Żuk ma dla nas charakter priorytetowy, dołożymy wszelkich starań, żeby jak najszybciej wyjaśnić okoliczności tej śmierci. Jesteśmy to winni rodzinie zmarłej, jak również całej opinii społecznej, która od przeszło dwóch tygodni żyje tą tragedią  - powiedział prok. Gołębiowski.

 

Ponowna sekcja w Polsce

 

Powtórzył, że wstępny raport z sekcji zwłok ujawnił obrażenia charakterystyczne dla upadku z dużej wysokości, ale nie przesądza to o przyczynach śmierci. Śledczy czekają na wyniki badań z laboratorium w Kairze. Chcą również przeprowadzić własne badania w Polsce, ale pod warunkiem, że ciało Polski uda się jeszcze w tym tygodniu sprowadzić do kraju.

 

- Do tej pory przesłuchaliśmy kilkudziesięciu świadków, 55 z nich wniosło do sprawy wiele okoliczności, które są teraz weryfikowane. Zabezpieczono telefony i nagrania zarówno z lotniska oraz drogi dojazdów do niego, jak i powrotu. Ten materiał daje nam ogromną wiedzę, która teraz jest weryfikowana. Na ten moment żadna z przyjętych wersji nie jest prowadząca, wszystkie traktujemy na równi - przekazał Piotr Leciejewski, zastępca komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu.

 

 

Przyjęte przez śledczych wersje zdarzeń zakładają, że mogło dojść do zabójstwa powiązanego ze sprawą handlu ludźmi, zabójstwa powiązanego z handlem narkotykami, a także załamanie nerwowe Polki, które doprowadziło do jej samobójstwa.

 

"Brakuje dosłuchania rezydenta"

 

- Sprawdzamy wszystkie osoby z kręgu pani Magdaleny. Z kim pracowała, z kim się kontaktowała. Przede wszystkim skupiliśmy się jednak na osobach, który były z panią Magdaleną w tym ośrodku i które wróciły już z Egiptu. Zrobiliśmy "fotografię dnia" pani Magdaleny i wszystkich wypoczywających w ośrodku. Układamy to w całość. Brakuje nam przede wszystkim dosłuchania rezydenta - przekazał Leciejewski.

 

Prokurator Gołębiowski dodał, że relacje świadków nie są zbieżne. - Jedni twierdzą, że w pierwszym okresie nic nie wskazywało na podejrzane zachowanie (Magdaleny Żuk - red.), inni wręcz przeciwnie. Na tym etapie nie sposób jednolitych wniosków z tego wyciągać - wyjaśnił.

 

Potwierdzono, że paszport Markusa był nieważny 

 

Śledczy byli pytani o to, czy osoby z najbliższego kręgu znajomych Magdaleny Żuk mogą mieć coś wspólnego z jej śmiercią.

 

- Na tę chwilę nie ma żadnych okoliczności, które mogłyby na to wskazywać - powiedziała Ewa Węglarowicz-Makowska, szefowa zespołu powołanego do wyjaśnienia przyczyn śmierci Magdaleny Żuk.

 

- Potwierdziliśmy, że kupiono dwa bilety do Egiptu oraz że paszport Markusa W. (partnera Magdaleny Żuk - red.) był nieważny oraz, że podjęto próbę przyśpieszenia wydania nowego w Urzędzie Wojewódzkim - wyjaśniła Ewa Węglarowicz-Makowska.

 

Pytana przez dziennikarzy, czy na ciele Polski znaleziono ślady wskazujące na to, że mogła zostać zgwałcona odpowiedziała, że "ze wstępnego raportu nie wynika, aby znaleziono ślady świadczące o użyciu wobec niej przemocy, jednak dopiero wynik badań biologicznych pozwolą na stuprocentowe wykluczenie udziału osób trzecich".

 

Poinformowano również, że do sekcji zwłok w Egipcie dopuszczono polskiego prokuratora i biegłego z zakresu medycyny sądowej.

 

Prokuratura Węglarowicz-Makowska pytana o związek między samobójstwem modelki Karoliny K. w Karpaczu, a śmiercią Magdaleny Żuk w Egipcie wyjaśniła, że wątek ten "był analizowany i na chwilę obecną nie ma żadnych informacji potwierdzających, że sprawy się łączą".

 

 

Zmarła 6. dnia pobytu w Egipcie

 

Według wstępnych ustaleń 27-letnia Magdalena Żuk 25 kwietnia poleciała do kurortu Marsa-Alam na wycieczkę. Po dwóch dniach partnera kobiety, który miał z nią kontakt telefoniczny, zaniepokoiło jej zachowanie; zaplanował jej wcześniejszy powrót do kraju.

 

Ze względu na pogarszający się stan zdrowia kobieta trafiła do szpitala. Do Egiptu przyjechał jej znajomy, aby zabrać ją do Polski. 30 kwietnia w szpitalu dowiedział się, że kobieta nie żyje; zmarła w wyniku obrażeń wskutek upadku z pierwszego lub drugiego piętra szpitala, w którym przebywała uprzednio w Marsa-Alam.

 

polsatnews.pl, PAP