Biegają, żeby pomóc psom ze schroniska. "Bieg na sześć łap" coraz popularniejszy

Polska
Biegają, żeby pomóc psom ze schroniska. "Bieg na sześć łap" coraz popularniejszy
Monika Dąbrowska

Inicjatorką tej imprezy jest Monika Dąbrowska, która cztery lata temu ze swoim pomysłem zgłosiła się do schroniska w Olsztynie. Jak przyznaje - chciała coś zmienić w swoim życiu, zacząć uprawiać sport, najchętniej z czworonogiem u boku. Obecnie biegi z bezdomnymi psami odbywają się jeż regularnie w 37 schroniskach w całej Polsce. W każdym z nich bierze udział kilkaset osób.

- W domu w moim rodzinnym Kwidzynie biegałam z naszymi psami, które zawsze były członkami rodziny. W Olsztynie, gdzie przeprowadziłam się na studia, wszystkie znane mi psy miały wspaniałych i kochających właścicieli. Nie potrzebowały mojego towarzystwa. Postawiłam więc sobie pytanie: gdzie znajdę czworonogi spragnione ruchu i miłości? Odpowiedź automatycznie nasunęła się sama - schronisko dla zwierząt - mówi polsatnews.pl Monika Dąbrowska.

 

Ze swoim pomysłem zgłosiła się do olsztyńskiego schroniska. Dyrektor Anna Barańska początkowo była sceptycznie nastawiona. Postanowiła jednak zaryzykować i "wypożyczyła" pani Monice, która miała rekomendację współpracującego z placówką weterynarza, jednego z podopiecznych - Rudego.

 

Ze spaceru oboje wrócili zadowoleni - pani Monika czuła, że robi coś dobrego, a pies miał szansę wreszcie się wybiegać, co w schronisku jest prawie niemożliwe. - Merdający całą drogę ogonek oraz uśmiechnięte pysio, były dla mnie najlepszą rekomendacją - żartuje biegaczka, która po tym pierwszym razie wiedziała już, że chce częściej biegać w towarzystwie bezpańskich czworonogów.

 

Monika Dąbrowska podczas jednego z Monika Dąbrowska podczas jednego z "Biegów na sześć łap"
 

Za jej rekomendacją na podobne biegi zaczęło się zgłaszać coraz więcej chętnych. Tak powstał "Bieg na sześć łap" - organizowany regularnie wspólny jogging po lesie, w którym biegaczom towarzyszą psy ze schroniska. Akcja, która narodziła się w Olsztynie, szybko rozpowszechniła się w innych miastach.

 

"Trudno ukrywać łzy wzruszenia"

 

- W samym schronisku każdorazowo azyl odwiedza 100-300 osób. Poza biegami i spacerami goście przynoszą podarunki dla zwierząt. W "Biegu" nigdy nie liczy się czas i pokonany dystans. Najważniejsza jest dobra zabawa zwierzaków i ich czuły kontakt z człowiekiem - podkreśla Dąbrowska.

 

A efekty akcji są wymierne - ludzie zaprzyjaźniają się z psami i dużo chętniej je adoptują, zwłaszcza jeśli mają szansę spędzić z nimi czas i poznać ich charakter. - "Bieg na sześć łap" tworzy piękne i trwałe przyjaźnie, które bardzo często kończą się adopcją - mówi organizatorka. Dodatkowo, jej zdaniem, akcja sprzyja integracji lokalnych społeczności.

 

- Szalenie radują mnie wiadomości ze schronisk, z których dowiaduję się, że wszystkie psiaki wyszły z boksów, niektóre po raz pierwszy, że 6 z nich znalazło dom, a wejście do biura było utrudnione, bo kolejki do zwierzaków ustawiały się na 1,5 godz. przed otwarciem. Trudno w takich chwilach ukrywać łzy wzruszenia - przyznaje Dąbrowska.

 

- No i te tony prezentów! Zdarza się, że po takim "Biegu na sześć łap" do magazynu trafia 300 kg karmy. Dla schronisk jest to nieocenioną pomocą, bo instytucje muszą często wybierać pomiędzy zakupem leków, nowych legowisk na zimę a karmą - dodaje.

 

Podczas biegów zbierana jest także karma dla zwierząt. To nieoceniona pomoc dla schroniskPodczas biegów zbierana jest także karma dla zwierząt. To nieoceniona pomoc dla schronisk

Akcje poboczne

 

Dziś "Biegowi na sześć łap" towarzyszą też akcje dodatkowe, m.in. biegi dla dzieci z rodzin zagrożonych wykluczeniem społecznym, spotkania w szkołach i różnych miastach poświęcone problematyce bezpańskich zwierząt i przemocy wobec zwierząt, koncerty, na które bilety kupuje się za karmę dla psów, kąpiele morsów, a także zajęcia dla osadzonych, podczas których ćwiczą oni z mieszkańcami schronisk.

 

 

- Z powodu braku sponsorów najtrudniej jest zorganizować akcje w najbiedniejszych schroniskach, których nie stać nawet na smycze i obroże - przyznaje pani Monika. - Smutny jest także fakt, że niektóre schroniska w ogóle nie są otwarte na wolontariat, a co dopiero na akcje społeczne. Na szczęście dzięki zaangażowaniu wielu wytrwałych osób powoli się to zmienia - dodaje.

 

Jak twierdzi, "gdyby to zależało od samych biegaczy, akcja byłaby w całej Polsce". - Motywuje to jednak do dalszej pracy - podkreśla.

 

- Bardzo bym chciała zarazić pomysłem całą Polskę. Mam nadzieję, że to wszystko, co obecnie dzieje się w 37 azylach, powoli przekona nieprzekonanych - zapewnia.

 

polsatnews.pl

pam/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze