Jak poinformował w poniedziałek minister ds. koordynacji polityki rządowej Eduardo Cabrita, przyjmowani od ub.r. przez Portugalię uchodźcy z Azji i Afryki masowo opuszczają terytorium tego kraju.

 

- Portugalia nie jest wymarzonym kierunkiem dla uchodźców. Uważam, że powinniśmy poprawić komunikację z tymi osobami, szczególnie w zakresie lepszego wyjaśnienia im powinności, jakie mają wobec naszego kraju, czyli państwa przyjmującego - powiedział Cabrita.

 

"Zjawisko wyjazdów naprawdę masowe"


Według rządowych statystyk w ciągu ostatnich dwóch miesięcy znacznie nasiliła się liczba uchodźców uciekających z terytorium Portugalii do innych państw Unii Europejskiej. O ile do lutego br. z tego kraju wyjechało blisko 300 osób, o tyle do kwietnia liczba ta przekroczyła 474 z łącznego grona 1 255 uchodźców, których dotychczas przyjęła Lizbona.

 

- To oficjalne statystyki, które szybko się dezaktualizują. Zjawisko wyjazdów uchodźców przyjętych przez Portugalię jest naprawdę masowe. Głównym kierunkiem tych wyjazdów są Niemcy - potwierdził pragnący zachować anonimowość przedstawiciel Meczetu Centralnego Lizbony.

 

Z danych instytucji przyjmujących imigrantów wynika, że spośród 474 uchodźców, którzy wyjechali z Portugalii, znany jest los zaledwie 147 osób. Wśród nich zdecydowaną większość stanowią Syryjczycy.

 

"Koszty transferu poniesie Portugalia"


Jak ustalił lizboński dziennik „Diario de Noticias”, niektórzy z uchodźców przydzielonych Portugalii zostali zatrzymani już przez policję na terenie kilku państw Europy Zachodniej.

 

- Osoby te zostaną skierowane ponownie do Portugalii. Koszt tego transferu poniesie nasz kraj - napisał „Diario de Noticias”.

 

W ramach kwotowego systemu rozdziału uchodźców w UE Portugalii przypadło 2015 r. blisko 4300 imigrantów. Do Portugalii trafili głównie obywatele Syrii, Iraku oraz Erytrei. W ub.r. premier Antonio Costa zadeklarował gotowość do przyjęcia dodatkowych 5 700 osób.

 

Większość z 1 255 uchodźców, którzy zostali przyjęci przez Lizbonę, stanowią osoby z obozów w Grecji i Włoszech.

 

PAP