Producent będzie musiał przedstawić resortowi cztery propozycje wyglądu misiów, każdą z nich w co najmniej trzech odcieniach. Ważne jest także umundurowanie maskotek. Przed zamówieniem ministerstwo chce zobaczyć co najmniej dwa wzory w kolorze wojskowego kamuflażu. Do misiów ma być przyczepiona karteczka "materiał promocyjny wykonany na zlecenie MON nieprzeznaczony do sprzedaży" - poinformował portal wp.pl.

 

"Pluszowe, świetnie trzymają się posad"

 

Wymogi dla wykonawcy określono bardzo precyzyjnie, ma być to dokładnie "600 sztuk w kolorze miodu i 600 w kolorze brązu, ubranych w strój wojskowy (bluza z kieszeniami i pagonami, spodnie, beret). Wykonane z pluszu. Na obu rękawach flaga biało-czerwona. Na plecach napis w kolorze khaki Wojsko Polskie".

 

- Miś to symbol ministerstwa obrony i rządu PiS – uważa Krzysztof Brejza z PO. - Nic dziwnego, że teraz ministerstwo będzie takie "Misie Pisie" rozdawać jako swój gadżet. Są pluszowe, świetnie się trzymają swoich posad, nie muszą mieć ukończonych studiów, a jak się je posadzi na stołkach, to grzecznie tam siedzą. Szkoda tylko, że MON zamawia tak mało misiów, bo "Misiewiczów" w rządzie jest dużo więcej - dodaje.

 

Rzecznik: gadżety dla dzieci

 

Misie mają być gadżetem promocyjnym dla dzieci, tłumaczy rzeczniczka MON.

 

- Pluszowe misie zamawiane przez Ministerstwo Obrony Narodowej od ok. 10 lat znajdują się w katalogu gadżetów promocyjnych MON i są zamawiane z myślą o dzieciach. Zabawki są ofiarowane przez kierownictwo MON oraz żołnierzy, którzy odwiedzają dzieci m.in. w przedszkolach, szkołach i szpitalach. Misie rozdawane są także dzieciom weteranów i tym, które straciły mamę, tatę żołnierza - informuje mjr Anna Pęzioł-Wójtowicz, rzecznik prasowy MON.

 

Schetyna: "aroganci bez kompetencji"

 

Sformułowania "misie-pisie" użył pierwszy raz Grzegorz Schetyna, uzasadniając wniosek o wotum nieufności dla rządu Beaty Szydło 7 kwietnia.

 

- Zdemolowaliście system prawny oparty na konstytucji, podeptaliście ją wielokrotnie, podobnie jak Trybunał Konstytucyjny, prokuraturę i niezależne sądy - mówił wówczas lider PO. - Stworzyliście instytucję "Misiewiczów", "misie-pisie" - aroganci partyjni, bez żadnych zasług i kompetencji, w urzędach, spółkach, w dyplomacji i oczywiście w wojsku - mówił w Sejmie.

 

13 kwietnia partyjna komisja PiS, która miała wyjaśnić sprawę zatrudnienia Bartłomieja Misiewicza w Polskiej Grupie Zbrojeniowej,  uznała, że nie ma on "kwalifikacji do pełnienia funkcji w sferze administracji publicznej, spółkach Skarbu Państwa i innych sferach życia publicznego".

 

Komisję powołano w związku z doniesieniami mediów o zatrudnieniu Bartłomieja Misiewicza w zarządzie Polskiej Grupy Zbrojeniowej i zarobkach w wysokości 50 tys. zł. miesięcznie. Rzecznik PGZ zdementował informację o tak wysokim wynagrodzeniu.  

 

wp.pl, polsatnews.pl