20 lat temu pani Joanna wyprowadziła się z miasta do rodzinnego domu w miejscowości Parszewo w woj. pomorskim. Tam urodziło się troje jej dzieci, którym chciała stworzyć spokojny dom. Niestety, pod koniec marca 2017 r. los napisał inny scenariusz.

 

Dom był drewniany, spłonął błyskawicznie

 

- Zwyczajnie w świecie poszłam dołożyć do pieca i ogień się na mnie cofnął - wspominała pani Joanna.

 

- Konstrukcja drewniana domu zadecydowała o tym, że pożar rozprzestrzenił się niezwykle szybko i w bardzo krótkim czasie objął cały budynek - powiedział Marcin Nyga, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Starachowicach.

 

Już raz, ponad 13 lat temu, życie wystawiło panią Joannę na ciężką próbę. Rozpadło się jej małżeństwo, a kilka miesięcy później rodzina przeżyła pożar tego samego domu. Wtedy zapalił się stary komin. Straty były niewielkie i pani Joanna z bratem własnymi silami odbudowali zniszczenia. Tym razem spłonęło doszczętnie wszystko.

 

- Nie dało się nic wynieść. Wszystko jest zrównane z ziemią. Nie ma zdjęć, dokumentów, pamiątek rodzinnych. Dorobek całej naszej rodziny straciliśmy w ciągu jednej nocy - mówiła pani Joanna. Jej syn Wiktor dodał: "najbardziej będzie mi brakowało tych wszystkich wspomnień, jak siedziało się na sofie i widziało wszystkie te rzeczy, które razem daliśmy radę w tym domu zrobić".

 

"Każdy mówił, że z piłą sobie nie poradzę"

 

Gmina natychmiast wypłaciła zapomogę. Ze wsparciem dla rodziny ruszyli sąsiedzi. Pomogli rozebrać zgliszcza domu. Znają panią Joannę od lat i wiedzą, że nigdy nikogo nie prosiła o pomoc. Nie bała się też żadnej pracy, by zarobić na utrzymanie rodziny. Przed tragedią pracowała w lesie jako drwal.

 

- Każdy mówił, że z piłą sobie nie poradzę. Nie ma takiej możliwości, wszystkiego się trzeba nauczyć. Dla mnie żadna rzecz nie jest straszna i żadna praca - powiedziała kobita.

 

Sąsiedzi rodziny przyznają, że chcieliby pomóc bardziej. Ale "finansowo nie dadzą rady". - Już myślimy o jakichś materiałach, o tym, co będzie potrzebne do wybudowania skromnego domku - powiedział sąsiad, Mirosław Kowalik.

 

"Żeby dzieci miały dach nad głową"

 

Dach nad głową zapewnił rodzinie właściciel hotelu z sąsiedniej miejscowości. Jest to pomoc bezcenna, ale tymczasowa. Marzeniem pani Joanny jest, aby mogła ponownie stworzyć swoim dzieciom rodzinny dom. Sama niestety nie da rady.

 

- Chciałabym tylko, żeby ten dom jakikolwiek powstał, żeby dzieci miały dach nad głową. Takie gniazdo, żeby było gdzie usiąść, porozmawiać, pośmiać się i popłakać razem - podsumowała pani Joanna.

 

Jeśli chcą Państwo wspomóc rodzinę, prosimy o kontakt z redakcją "Interwencji": tel. 22 514 41 26 lub interwencja@polsat.com.pl

 

"Interwencja"