Mama Julii, pani Aneta, znalazła dokumenty dotyczące spadku przypadkiem, rok później. Przeczytała w nich, że jej były partner odrzucił spadek po zmarłym ojcu, co oznacza, że spadek i długi automatycznie przeszły na małą Julkę.

 

Za późno, aby odrzucić spadek

 

- Dowiedziałam się o tym przypadkiem, rok po tym, jak spadek został przydzielony. Znalazłam dokumenty w szufladzie, w domu jego matki - mówi pani Aneta.

 

Kiedy dowiedziała się o spadku, było już za późno, żeby go odrzucić. Bank nadał tytuł egzekucyjny w stosunku do pięcioletniej Julki.

 

Okazało się, że jej córka odziedziczyła część spadku, w skład którego wchodzą dom w Wyszkowie, gdzie zmarły mieszkał ze swoją trzecią żoną, a poza tym - długi.

 

Kredyt w banku wynosi obecnie z odsetkami 133 tys. zł. Bank wydał już tytuł egzekucyjny. Jest jeszcze kredyt w kolejnym banku, nie wiadomo jak duży. Do tego żona zmarłego wniosła pozew do sądu z żądaniem od małoletniej Julki nakładów na dom, w którym mieszkała ze zmarłym, a sąd przyznał jej od dziewczynki ok. 10 tysięcy zł.

 

Musi spłacić trzecią żonę dziadka

 

- Z postanowienia sądu wynika, że Jula zobowiązana jest spłacić 10 tys. zł. To niewyobrażalne, że pięcioletnie dziecko może spłacić tak dużą kwotę obcej osobie - komentuje pani Aneta.

 

Pani Aneta jest przerażona. Założyła nową rodzinę, ma na utrzymaniu dwoje dzieci. Nie rozumie, dlaczego ma spłacać długi osoby, której nigdy nie znała.

 

Dziennikarze "Interwencji" postanowili wyjaśnić tę sprawę w sądzie w Ostrołęce. Sędzia twierdzi, że Julka i jej mama nie mają się czego obawiać.

 

- Zawsze, jeśli spadkobiercą jest osoba małoletnia, to ona dziedziczy z dobrodziejstwem inwentarza, czyli odpowiada tylko do wysokości przysporzenia, które otrzyma w spadku. Jeśli długu było 150 tys. zł, a ona otrzymała 20 tys. zł w spadku, to odpowiada tylko do tej kwoty, czyli bilans jest na zero -  tłumaczy Małgorzata Mikos-Bednarz, rzecznik Sądu Okręgowego w Ostrołęce.

 

Wszystkie wydania "Interwencji" dostępne są tutaj.

 

Interwencja