"Zostałyśmy zlekceważone". Pielęgniarki ze szpitala w Staszowie w środę wznawiają protest

Polska
"Zostałyśmy zlekceważone". Pielęgniarki ze szpitala w Staszowie w środę wznawiają protest
Polsat News

Pielęgniarki szpitala w Staszowie (Świętokrzyskie), domagające się gwarancji podwyżek pensji, wznawiają protest - od środy będą odchodziły od łóżek pacjentów na wybranych oddziałach lecznicy. Podczas wtorkowych rozmów z dyrekcją placówki nie doszło do porozumienia.

Władze szpitala zapewniają, że podczas strajku pacjenci będą bezpieczni.

 

Pielęgniarki domagają się, by dodatek finansowy, który otrzymują, został wpisany do podstawy wynagrodzenia. Od łóżek pacjentów miały odejść od poniedziałku, bo władze szpitala nie podejmowały z nimi "konstruktywnych rozmów" w tej sprawie. W ubiegły piątek zawiesiły protest - ustaliły z dyrekcją, że we wtorek obie strony przestawią propozycje porozumienia.

 

Dodatek do pensji

 

Według przewodniczącej Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w staszowskim szpitalu Beaty Uby, we wtorek władze szpitala nie były przygotowane do negocjacji. - Przyszłyśmy z naszym projektem porozumienia i okazało się, że władze szpitala nie mają w ogóle swojego projektu. Zostałyśmy zlekceważone - oceniła.

 

Jak mówiła Uba, projekt związkowy zakładał sukcesywne włączanie do podstawy pensji dodatku, który pielęgniarki otrzymują na podstawie rozporządzenia ministra zdrowia. - Tu byłyśmy otwarte na propozycje, jak by to miało wyglądać- zapewniła. Dodała, że dyrektor mówił jedynie o włączeniu do pensji 10 proc. z tego dodatku.

 

Pełniący obowiązki dyrektor lecznicy Józef Żółciak powiedział, że w piątek wyszedł z propozycją włączenia do płacy zasadniczej takiej części dodatku. Wyjaśnił, że oznaczałoby to, że w szpitalu oznaczałoby to szybszą realizację przepisów, które mają obowiązywać od lipca (ustawa o minimalnym wynagrodzeniu pracowników medycznych - red.).

 

Dyrektor: liczę, że będziemy próbować rozwiązać sytuację

 

- Panie na to nie wyraziły zgody. Poprzednio proponowały włączenie do płacy zasadniczej kwoty dodatku, jaką otrzymują - bez pochodnych i składek ZUS. A w zaproponowanym dziś porozumieniu, włączenia wszystkiego - całych 400 zł. Po stronie pracodawcy zostałyby koszty pochodnych od tej kwoty i składek ZUS - opisywał Żółciak.

 

Dyrektor dodał, że związek chciał, aby kolejne kwoty dodatków wchodziły do podstawy pensji sukcesywnie do 2019 r. Według dyrektora, związek w projekcie ugody chciał też zagwarantowania prawa do strajku "w każdym czasie". - Nie mogłem się zgodzić na takie warunki. Jestem otwarty na propozycje. Liczę, że codziennie będziemy w jakiś sposób próbować rozwiązać tę sytuację - podkreślił.

 

Każdego dnia strajkuje inny oddział

 

W związku z brakiem porozumienia, pielęgniarki wznawiają protest i w środę rozpoczynają "sukcesywną" akcję strajkową. Codziennie przez 24 godziny od pracy będą powstrzymywały się pielęgniarki wyznaczonych oddziałów, według opracowanego harmonogramu.

 

W środę pracy nie podejmą pracownicy diagnostyki laboratoryjnej, obrazowej, pielęgniarki zatrudnione w poradniach specjalistycznych i diagnostycznych oraz pielęgniarki z oddziału internistycznego z pododdziałem kardiologicznym i z oddziału geriatrycznego szpitala. W czwartek - z oddziału ginekologiczno-położniczego, a w piątek - z chirurgii.

 

Każdego dnia mają strajkować pielęgniarki z innego oddziału. - Przejdziemy ten strajk rotacyjnie. Jeżeli dalej nie dojdziemy do porozumienia, odejdziemy wszystkie od łóżek i będziemy strajkować do skutku, wszystkie razem - podkreśliła Uba.

 

Także od środy członkinie związku, które nie mają tego dnia dyżuru - będą ponownie okupować gabinet dyrektora, także w weekendy.

 

Szef lecznicy podkreślił w rozmowie z PAP, że szpital jest przygotowany na zaostrzenie formy protestu. - Wprowadzone będą działania pozwalające zabezpieczyć pacjentów przebywających w lecznicy - zapewnił Żółciak.

 

Dwuletni spór

 

Dodał, że ponieważ strajk będzie miał charakter rotacyjny, oddziały nie będą wstrzymywały pracy, a te, w których akurat będzie prowadzony protest, będą pracowały w trybie ostrego dyżuru, tak jak w niedziele i święta.

 

Spór zbiorowy pomiędzy Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych w staszowskim szpitalu a dyrekcją lecznicy trwa od dwóch lat. Protest zaostrzył się 27 marca. Tego dnia przedstawicielki organizacji rozpoczęły okupację gabinetu dyrektora, później zostały wyproszone z pomieszczenia i od tego czasu przebywały pod drzwiami gabinetu. Strajk był rotacyjny, a uczestniczył w nim zarząd związku zawodowego oraz pielęgniarki, które miały dzień wolny od pracy.

 

Decyzja o takiej formie protestu była konsekwencją braku rozmów z dyrekcją o podwyżkach pensji.

 

W ub. wtorek władze szpitala zaprosiły protestujące pielęgniarki do rozmowy. Według nich, dyrektor lecznicy podczas tego spotkania poprosił przedstawicielki związku zawodowego o zawieszenie protestu do lipca, kiedy ma zacząć obowiązywać ustawa o minimalnym wynagrodzeniu pracowników medycznych. Członkinie związku uznały, że spotkanie nie przyniosło "jakiejkolwiek gwarancji" podwyższenia wynagrodzenia, dlatego rozważały możliwość dalszego zaostrzenia protestu. Pracownicy szpitala zorganizowali też pikietę przed budynkiem lecznicy.

 

1,5 tys. zł. netto dla początkującej pielęgniarki

 

Na początku sporu w 2015 r. Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych w staszowskiej lecznicy domagał się 1,5 tys. zł podwyżki do pensji zasadniczej, co nie zostało spełnione. Gdy jesienią 2015 r. pojawiło się rozporządzenie ministra zdrowia, gwarantujące podwyżkę dla tej grupy zawodowej cztery razy po 400 zł w ciągu kilku lat, związek postulował, by pieniądze te wpisać do postawy wynagrodzenia, a nie - tak jak teraz - przekazywać je jako dodatek do pensji. W tej chwili wypłacana jest druga transza tej podwyżki, a łącznie podwyżka wynosi obecnie ok. 450 zł netto miesięcznie.

 

Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych w sporze zbiorowym reprezentuje też pracowników lecznicy, którzy nie mają swojej organizacji, pracujących w działach diagnostyki laboratoryjnej i obrazowej (domagają się zwiększenia podstawy pensji o 500 zł).

 

Szpital w Staszowie zatrudnia ok. 200 pielęgniarek; ponad 150 jest zrzeszonych w związku zawodowym. Według Uby, początkująca pielęgniarka zarabia ok. 1,5 tys. zł netto (z uwzględnieniem nocnych i świątecznych dyżurów), a pielęgniarka z 25-letnim stażem - 2,1-2,2 tys. zł netto. Osoby, które mają tytuł specjalisty, otrzymują 250 zł dodatku.

 

Szpital w Staszowie jest prowadzony przez samorząd powiatu staszowskiego. Ma ok. 350 łóżek na czterech podstawowych oddziałach - chirurgii ogólnej, chorób wewnętrznych, ginekologiczno-położniczym i pediatrycznym - oraz ośmiu specjalistycznych: neonatologicznym, otolaryngologicznym, chirurgii urazowo-ortopedycznej, urologicznym, geriatrycznym, rehabilitacji neurologicznej, anestezjologii i intensywnej terapii, neurologicznym i udarowym.

 

Szpital prowadzi też Ośrodek Rehabilitacji Dziennej. Udziela także świadczeń z zakresu ratownictwa medycznego. Działa przy nim 19 poradni specjalistycznych.

 

PAP

mta/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze