Flagi państwowe, związkowe oraz czarne umieszczone na budynkach, brak lekcji - tak w piątek, w dniu strajku w oświacie, wygląda część szkół w Polsce.

 

Prezes ZNP Sławomir Broniarz przypomniał, że za opiekę nad uczniami, którzy przyszli do szkoły odpowiedzialny jest dyrektor.

 

W strajku mogą wziąć udział wszyscy pracownicy oświaty, niezależnie od przynależności do związku. W piątek nie będą wykonywać żadnych czynności administracyjnych, opiekuńczych, dydaktycznych i wychowawczych. Organizatorzy apelowali, aby uczniowie nie przychodzili dziś na zajęcia.

 

Jak podał Broniarz, strajkują szkoły we wszystkich 16 województwach, w większości od godz. 7.30 do 15.30 ale - jak zaznaczył - godziny te ulegają przesunięciu, w niektórych miejscach protest zaczyna się wcześniej lub kończy później.

 

Według niego najbardziej dynamicznie strajk przebiega na Górnym i Dolnym Śląsku, Mazowszu i w Małopolsce. Na warszawskiej Pradze - 90 proc. W Sosnowcu strajkują prawie wszystkie placówki; w Warszawie na Pradze - 90 szkół, na Mokotowie - 60.

 

"Nagonka ze strony władz"

 

W piątek pracownicy będą w szkołach, ale powstrzymają się od wykonywania swoich obowiązków. Nauczyciel nie poprowadzi lekcji, obsługa nie przygotuje posiłków.

 

- Wiemy, że strajk może skomplikować życie rodzinne i zawodowe. Jednak to tylko jeden dzień. Tymczasem reforma edukacji spowoduje wieloletni chaos - argumentują związkowcy.

 

Broniarz mówił o "niespotykanej wcześniej nagonce" m.in. ze strony władz państwowych i kuratorów oświaty. Według niego, nie było takiej nawet przed strajkiem w 2007 r., gdy ministrem edukacji był Roman Giertych. - Nie zastraszał nauczycieli. Nie było listów od kuratorów, by podać, czy szkoła strajkuje. Mimo że relacje i emocje między nami również były pełne napięć, nie było takiego otwartego, frontalnego ataku - ocenił.

 

Prezes ZNP powiedział w radiu Tok Fm, że nauczyciele są od kilku dni intensywnie atakowani i mobbingowani, a szkoły - infiltrowane "od kuratora począwszy na policji kończąc". Powiedział, że dostaje informacje m.in. ze Śląska, Gliwic i Siemianowic, gdzie "policja również przychodziła do szkół pytając o to, co się będzie działo w dniu jutrzejszym i jaki będzie udział nauczycieli".

 

ZNP: niemal połowa szkół chce strajkować

 

Według szacunków ZNP (sprzed rozpoczęcia strajku) do protestu miało się przyłączyć 40-45 proc. placówek w Polsce. Największe poparcie dla niego było w woj. pomorskim, śląskim, łódzkim, podkarpackim i mazowieckim.

 

- Danych na temat strajkujących szkół nie podajemy. Może się okazać, że placówka, która kilka dni temu deklarowała strajk, w piątek rano się wycofa - tłumaczyła w czwartek Elżbieta Markowska, prezes pomorskiego okręgu Związku Nauczycielstwa Polskiego. Dodała, że są szkoły na Pomorzu, w których nie ma żadnego członka ZNP, a do strajku chcą przystąpić wszyscy pracownicy.

 

Postulaty związkowców

 

Strajk ma związek z reformą oświaty. Nauczyciele twierdzą, że konsultacje w jej sprawie były niewystarczające, a zmiany spowodują chaos w szkolnictwie.

 

Związek walczy o podwyższenie statusu zawodowego (10 proc. podwyżki) oraz "o miejsca pracy i utrzymanie warunków pracy i płac do 2022 roku". ZNP domaga się deklaracji, że do 2022 r. w szkole nie będzie zwolnień ani nauczycieli, ani pozostałych pracowników, i że do tego czasu ich warunki pracy nie zmienią się na niekorzyść.

 

Poparcie rodziców

 

O poparcie strajku nauczycieli apelowali do wszystkich rodziców uczestnicy sobotniej manifestacji przed MEN, zorganizowanej przez koalicję "Nie dla chaosu w szkole" pod hasłem "Protest 100 opon". W skład koalicji wchodzą m.in. ruchy i organizacje rodzicielskie z całej Polski.

 

W ubiegłym tygodniu w internecie przedstawiciele środowisk rodzicielskich opublikowali list do nauczycieli, w którym zadeklarowali, że będą wspierać strajkujących.

 

- Chcemy, abyście wiedzieli, że w tym dniu będziemy z Wami! Wspieramy Wasze dążenia i dziękujemy za wsparcie naszych dotychczasowych działań - napisano w liście, pod którym podpisali się przedstawiciele ruchów: "Rodzice przeciwko reformie edukacji", "Zatrzymać Edukoszmar", "Szkoła to nie eksperyment", koalicji "Nie dla chaosu w szkole", Zielonogórskiego Forum Rodziców i Rad Rodziców oraz Krajowego Porozumienie Rodziców i Rad Rodziców.

 

MEN: stroną w sporze są dyrektorzy

 

Wiceszef Ministerstwa Edukacji Narodowej Maciej Kopeć uważa, że stroną sporu nie jest MEN, ale dyrektorzy szkół. Podkreślił, że "Minister Edukacji Narodowej podejmował działania, które miały dotyczyć zmiany na lepsze statusu nauczyciela", ale nie spotkały się one z aprobatą Związku Nauczycielstwa Polskiego.

 

Dodał, że w kwietniu minister edukacji Anna Zalewska przedstawi harmonogram podwyżek dla nauczycieli.

 

polsatnews.pl, PAP, dziennikbaltycki.pl