ZNP: piątkowy strajk szkolny odbędzie się w całym kraju. MEN twierdzi, że nie jest stroną w sporze

Polska

W piątek strajkować będą szkoły we wszystkich 16 województwach, w większości w godzinach 7:30 do 15:30 - poinformował prezes ZNP Sławomir Broniarz. Jak dodał, nikt z uczestników protestu nie może być pociągnięty do odpowiedzialności. Ministerstwo Edukacji Narodowej twierdzi, że nie jest stroną tego sporu, a są nią dyrektorzy szkół.

- Strajk jest absolutnie legalny, dotyczy obrony praw pracowniczych i mieści się w zapisach ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych - wyjaśnił szef Związku Nauczycielstwa Polskiego na konferencji prasowej.  - Nikt z uczestników tego strajku - ani pani woźna ani nauczyciele - nie mogą być pociągnięci do odpowiedzialności - dodał.

 

Według szacunków ZNP strajkować będzie 40-45 proc. placówek. Największę poparcie dla niego jest w woj. pomorskim, śląskim, łódzkim, podkarpackim i mazowieckim.

 

"Za opiekę nad dziećmi odpowiedzialny jest dyrektor szkoły"

 

Broniarz przypomniał, że "w czasie strajku, pracownicy, którzy w nim uczestniczą nie wykonują żadnych czynności: administracyjnych, opiekuńczych, dydaktycznych, wychowawczych".

 

- Są osobami, które są obecne na terenie szkoły, ale nie prowadzą żadnych zajęć. Za opiekę, za organizację opieki nad dziećmi w tym dniu odpowiedzialny jest dyrektor szkoły - powiedział szef ZNP.

 

Decyzję o przeprowadzeniu w piątek ogólnopolskiego strajku nauczycieli i pracowników oświaty Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego podjął na początku marca.

 

ZNP domaga się deklaracji, że do 2022 r. w szkole nie będzie zwolnień ani nauczycieli, ani pozostałych pracowników, i że do tego czasu żadnemu z nich warunki pracy nie zmienią się na niekorzyść, nie zostanie im też obniżone wynagrodzenie. Związek chce również podniesienia zasadniczego wynagrodzenia nauczycieli o 10 proc.

 

MEN twierdzi, że nie jest stroną w tym sporze

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej nie jest stroną sporu, w jaki wszedł Związek Nauczycielstwa Polskiego; stroną tego sporu są dyrektorzy szkół - powiedział wiceszef MEN Maciej Kopeć, odnosząc się do zapowiadanego na piątek strajku szkolnego.

 

- Po pierwsze minister nie jest stroną tego sporu - czyli inaczej mówiąc jest to spór, w który ZNP wszedł z dyrektorami szkół, a żądaniem ZNP jest podwyżka płac o 10 proc. i gwarancje zatrudnienia przez pięć lat - mówił Kopeć.

 

Wiceminister podkreślił, że "Minister Edukacji Narodowej podejmował działania, które miały dotyczyć zmiany na lepsze statusu nauczyciela", ale nie spotkały się one z aprobatą Związku Nauczycielstwa Polskiego.

 

- Minister Anna Zalewska zaproponowała takie działania w postaci tzw. podstolika branżowego, który mógłby doprowadzić do zmian w tym zakresie - na to ZNP nie chciał się zgodzić. Stąd zarządzenie pani minister z dnia 2. listopada, na mocy którego powołano zespół ds. statusu zawodowego nauczyciela - opisywał wiceminister.

 

Dodał, że "oprócz tego" 14 listopada odbyło się w kancelarii premiera spotkanie przedstawicieli związku zawodowego Solidarność "z panią premier i przedstawicielem MEN". - I tam rozmawiano na temat statusu nauczyciela, postulatów związku zawodowego Solidarność. Padła także deklaracja, że w kwietniu będziemy mówić o mapie drogowej, która by pokazała zmiany dotyczące i podwyżek płac i statusu nauczyciela. I takie działania minister podejmuje - dodał Kopeć.

 

Na kwiecień minister Zalewska zapowiedziała przedstawienie harmonogramu podwyżek dla nauczycieli. MEN zapowiada, że będą one "zdecydowane", a nauczyciele będą z nich "zadowoleni".

 

PAP, polsatnews.pl

 

 

ptw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze