Akt oskarżenia 70-letniego dziś byłego zomowca sporządził łódzki pion śledczy IPN. - Antoni M. został oskarżony o to, że we wrześniu 1971 roku w Kaliszu jako milicjant podczas wykonywania czynności służbowych dopuścił się zbrodni komunistycznej stosując represje wobec Leszka G., którego pobił doprowadzając go do okaleczenia - powiedział prok. Arkadiusz Gałaj z IPN.

 

Pokrzywdzony - 55-letni dziś Leszek G. - powiedział, że został pobity milicyjną pałką i skopany po całym ciele za to, że wracając z kolegami z meczu śpiewał na ulicy satyryczne piosenki o Stalinie, Leninie i Gomułce. - Miałem wtedy 19 lat. Tak mocno mnie pobił, że okaleczył mnie na całe życie. Zmiażdżył mi jądro. Stałem się bezpłodny - mówił mężczyzna.

 

Oskarżony utrzymuje, że to zemsta IPN 

 

Oskarżony nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Powiedział, że IPN mści się na nim za to, że ścigał złodziei w Kaliszu. Jak twierdził, pokrzywdzonego pobili inni milicjanci, którzy zabrali go radiowozem na komisariat.

 

W 2016 r. Sąd Rejonowy w Kaliszu uniewinnił oskarżonego od zarzucanego mu czynu. Na skutek apelacji prokuratora pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej kaliski sąd okręgowy orzekając jako sąd II instancji wyrok uchylił i zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia.

 

- Do dzisiaj nie rozumiem wyroku sądu, który uniewinnił oskarżonego pomimo twardych i jednoznacznych dowodów. Mam nadzieję, że ten proces zakończy się innym wyrokiem. Sąd wskazał, że materiał dowodowy trzeba uzupełnić o opinię dotyczącą stanu zdrowia pokrzywdzonego oraz o przyczynę odroczenia mu zasadniczej służby wojskowej - powiedział prokurator IPN w Łodzi Arkadiusz Gałaj.

 

Zomowiec ukarany naganą

 

Leszek G. w 2011 r. zainteresował się sprawą milicjanta, który go pobił. - Kolega prawnik podpowiedział mi, żebym sprawdził, czy milicjant, który 46 lat temu mnie okaleczył, został za to ukarany - mówił mężczyzna, który najpierw zwrócił się w tej sprawie do policji w Kaliszu, następnie w Poznaniu a na koniec do Komendy Głównej Policji w Warszawie. - Odmówiono mi udzielenia informacji ze względu na ochronę danych osobowych - powiedział.

 

Sprawę zgłosił więc do prokuratury w Kaliszu, która zeznania Leszka G. przesłała do IPN w Łodzi, gdzie zajęto się tematem. - Dzięki temu dowiedziałem się, że zomowiec został ukarany naganą za to, że mnie pobił - powiedział Leszek G.

 

Odmiennego zdania jest oskarżony. "Nie zostałem ukarany za pobicie tylko za to, że zatrzymanego nie ukarałem mandatem" - twierdził. Przed sądem dowodził, że oskarżenie jest fikcją i zemstą. "Protestuję przeciwko wszelkim działaniom w celu przedłużania tej farsy. Zrobiono mi tę sprawę, żebym odstąpił od ścigania złodziei w Kaliszu. Nie mam ochoty dyskutować z sędzią" - krzyczał oskarżony na sali rozpraw.

 

Bywał agresywny podczas interwencji

 

Prowadzący proces sędzia Andrzej Kałużny zapowiedział, że jeżeli na kolejnej sprawie oskarżony będzie obrażał sąd oraz prokuratora, to zastosuje wobec niego karę. Sprawa została odroczona.

 

70-letni dziś Antoni M. służył w ZOMO w latach 1968-72. Jak wiadomo z jego akt personalnych, w milicji prowadzono przeciwko niemu wiele postępowań dyscyplinarnych, zarzucając mu zbyt agresywne zachowanie podczas interwencji. Po 1972 r. pracował w wielkopolskim PKP, a w latach 80. odszedł na rentę. Teraz jest emerytem.

 

Okryte złą sławą ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej) powstały po wydarzeniach Poznańskiego Czerwca 1956 r. Miały służyć do "likwidacji zbiorowych naruszeń porządku publicznego" i pomocy dla ludności w czasie klęsk żywiołowych oraz do ochrony imprez masowych. W zbiorowej pamięci zapisały się jako zwarte oddziały tłumiące protesty opozycji w latach 80. Zostały rozwiązane we wrześniu 1989 r.

 

PAP