"Gra polityczna premier Szydło ws. UE obliczona jest na rynek polski". Migalski w Polsat News

Polska

- Pani premier powiedziała, że UE tak samo potrzebuje Polski, jak Polska potrzebuje Unii. To nieprawda. Unia poradzi sobie bez Polski, my bez Unii nie - skomentował w Polsat News politolog Marek Migalski deklaracje Beaty Szydło, że zerwie szczyt w Rzymie, jeśli polskie propozycje nie zostaną przyjęte. Według Migalskiego, podczas wizyty w Londynie prezes PiS niczego nie załatwił.

- Nie ma dziś większej entuzjastki Unii Europejskiej niż premier Beata Szydło. Gra polityczna i marketingowa pani premier jest prowadzona znowu na użytek wewnętrzny - powiedział Migalski, były eurodeputowany PiS, który w piątek był gościem Nowego dnia z Polsat News.

 

"Proces osłabiania Polski w Unii już się rozpoczął"

 

Jak wyjaśnił, powrót do koncepcji państw narodowych "będzie nas stawiać w obliczu wielkiego zagrożenia ze wschodu, a to zagrożenie jest dzisiaj minimalizowane poprzez nasze członkostwo w Unii Europejskiej i w NATO".

 

- Wyjście faktyczne albo formalne z jednej z tych instytucji osłabi naszą, narodową, ukochaną przez prezesa Kaczyńskiego pozycję. Im szybciej politycy PiS zrozumieją, że nasz interes narodowy może być lepiej realizowany przez instytucje unijne, tym lepiej. Proces osłabiania naszej pozycji w Unii się rozpoczął, ale w dużej mierze od polskich wyborców zależy, czy zostanie zastopowany - mówił Migalski w rozmowie z Beatą Cholewińską.

 

Odnosząc się do wizyty prezesa PiS w Londynie i jego spotkania z premier Wielkiej Brytanii Theresą May Migalski ocenił, ze że względu na okoliczności (zamach w Londynie - red.) i krótki czas rozmowy, Jarosław Kaczyński nie załatwił tego, po co pojechał.

 

W ramach UE można zadbać o los Polaków w W. Brytanii

 

- Sama półgodzinna rozmowa przy tłumaczach oznacza, że trwała 15 minut. Po kondolencjach i przywitaniach oznacza to, że każdy z polityków mógł mówić 5 minut. Pojechał załatwić sprawy Polski i Polaków. Czy załatwił? Moim zdaniem, nie. Krótkość wskazuje na to, że nie dało się niczego powiedzieć. Oświadczenie (premier May - red.), że sprawy Polaków załatwi się w pierwszej kolejności nie oznacza, że załatwi się tak, jak chce tego polski rząd - wyjaśnił politolog.

 

Jak dodał, w Wielkiej Brytani żyje ok. miliona Polaków, w Polsce - może ok. kilku, kilkunastu tysięcy Brytyjczyków. - Nie mamy silnych kart do negocjowania z Londynem. Ok. 2,5 mln Brytyjczyków żyje w krajach Unii. To oznacza, że załatwiając polskie sprawy powinniśmy używać instrumentarium brukselskiego. Tylko w ten sposób, troszeczkę szantażując Londyn, powinniśmy powiedzieć: załatwcie sprawy Polaków, ponieważ na zasadzie retorsji mogą nie być załatwione sprawy 2,5 mln waszych obywateli - powiedział b. eurodeputowany.

 

Wspólnota "wzmacnia nasz potencjał negocjacyjny"

 

Również zdaniem drugiego gościa poranka w Polsat News Pawła Zalewskiego, eurodeputowanego PO, "komunikat Jarosława Kaczyńskiego (po spotkaniu z May – red.) nie zawiera niczego nowego".

 

- Tak naprawdę te bardzo ważne interesy trzeba załatwić przez Unię, która razem ma olbrzymi potencjał negocjacyjny - komentował Zalewski. -  Celem negocjacyjnym Brytyjczyków jest zmniejszenie uprawnień Polaków. A ponieważ Polska jest tym krajem, który ma szczególne interesy w tym zakresie, nie mają go Niemcy, Hiszpanie itd., to wśród tych państw powinniśmy szukać współpracy. Szuka się obejścia Brukseli w relacjach z Wielką Brytanią tam, gdzie ono do niczego nie prowadzi - stwierdził.

 

Polsat News

mta/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze