Apelacja gen. Bielawnego ws. katastrofy smoleńskiej. Sąd zajmie się nią 31 marca

Polska
Apelacja gen. Bielawnego ws. katastrofy smoleńskiej. Sąd zajmie się nią 31 marca
Polsat News

31 marca Sąd Apelacyjny w Warszawie zbada apelacje w sprawie byłego wiceszefa BOR gen. Pawła Bielawnego, skazanego na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu za nieprawidłowości przy ochronie wizyt w Smoleńsku Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego w 2010 r. - ustaliła PAP.

Apelację złożyli obrona oraz oskarżyciel posiłkowy Jarosław Kaczyński.

 

Apelacji od wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie nie złożyła zaś Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, która oskarżała Bielawnego. On sam od początku mówił, że jest niewinny i wnosił o uniewinnienie.

 

- Sprawa jest wyznaczona w składzie trojga sędziów na 31 marca - powiedział w środę sędzia Jerzy Leder, rzecznik SA ds. karnych. Poinformował, że wpłynęły apelacje obrony oraz oskarżyciela posiłkowego Jarosława Kaczyńskiego.

 

Rozprawa z wyłączeniem jawności


Sędzia zaznaczył, że sama rozprawa apelacyjna odbędzie się z wyłączeniem jawności (proces w SO był w dużej mierze niejawny z powodu konieczności zachowania w tajemnicy zasad działań ochronnych BOR – red.). Dodał, że wyrok, zgodnie z prawem, zostanie ogłoszony jawnie.

 

Bielawnego oskarżono o niedopełnienie obowiązków związanych z planowaniem, organizacją i realizacją zadań ochronnych Biura Ochrony Rządu. Według prokuratury, "skutkowało to znacznym obniżeniem bezpieczeństwa ochranianych osób, czym działał na szkodę interesu publicznego, tj. zapewnienia ochrony prezydentowi RP i prezesowi Rady Ministrów" oraz interesu prywatnego osób pełniących urząd prezydenta, jego małżonki oraz urząd premiera. Drugi zarzut to poświadczenie nieprawdy w dokumentach, że fotograf współpracujący z BOR jest funkcjonariuszem Biura w delegacji do Smoleńska. Za ten drugi zarzut grozi do 5 lat więzienia; za pierwszy - do 3 lat.

 

Nie przyznał się do zarzutu


W śledztwie Bielawny nie przyznał się do zarzutu i odmówił wyjaśnień. Po przedstawieniu zarzutów w lutym 2012 r. ówczesny szef MSW Jacek Cichocki zdymisjonował go ze stanowiska wiceszefa BOR. Akt oskarżenia prokuratura skierowała do sądu w czerwcu 2012 r.

 

Podstawą oskarżenia były opinie dwóch biegłych, według których m.in. sposób organizacji i realizacji działań ochronnych był niezgodny z zasadami BOR. Według nich Bielawny odpowiada m.in. za "świadome odstąpienie" od rozpoznania przez BOR lotniska w Smoleńsku; nieobecność BOR na nim oraz niesprawdzenie tras przejazdu prezydenta. Prokuratura wnosiła o karę 2 lat więzienia w zawieszeniu; 10 tys. zł grzywny oraz 10 lat zakazu zajmowania stanowisk w państwowych służbach ochrony. Obrona chciała uniewinnienia.

 

1,5 roku w zawieszeniu na 3 lata


W czerwcu 2016 r. SO - po dwuletnim procesie - skazał Bielawnego za oba zarzuty na karę łączną 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata, 10 tys. zł grzywny i 5-letni zakaz zajmowania stanowisk w państwowych służbach ochrony. SO uznał, że umyślnie nie dopełnił on obowiązków, czym spowodował zagrożenie dla ochrony prezydenta i premiera.

 

Sąd wyliczał, że oskarżony m.in. "dopuścił do przeprowadzenia przez dowódcę obu zabezpieczeń nienależytej analizy zadania nieuwzględniającej zagranicznego charakteru obu zabezpieczeń"; "dopuścił do wyznaczenia nienależytego składu grupy rekonesansowej"; "odstąpił od przeprowadzenia przez funkcjonariuszy BOR przed 7 kwietnia 2010 r. rekonesansu z udziałem funkcjonariuszy rosyjskich służb ochrony miejsca planowanego lądowania"; "dopuścił do zaniechania pozyskania wszystkich niezbędnych informacji o sposobie zabezpieczenia przez stronę rosyjską obu wizyt w zakresie określania zasad współdziałania ze służbami gospodarza"; "zatwierdził zaniżony stopień zagrożenia obu wizyt" oraz "dopuścił do odstąpienia od zorganizowania ochrony miejsc bazowania samolotów specjalnych Tu-154 na smoleńskim lotnisku".

 

Żadne dowody nie wskazywały na hipotezę zamachu


Sędzia Paweł Dobosz w uzasadnieniu wyroku podkreślał, że powszechną wiedzą podmiotów współorganizujących obie wizyty - w tym kancelarii premiera i kancelarii prezydenta - było to, że Smoleńsk-Siewiernyj było "lotniskiem zamkniętym". Tymczasem, według instrukcji HEAD, lądowanie samolotów z VIP-ami mogło następować tylko na lotniskach czynnych - dodał sędzia. Z przytoczonych przezeń zeznań świadków wynikało, że Rosjanie zapewniali stronę polską, iż lotnisko będzie czynne na wizyty premiera i prezydenta. Sąd uznał, że w tej sytuacji podmioty współorganizujące obie wizyty nie powinny w ogóle rozważać tego lotniska jako miejsca lądowania VIP-ów.

 

Sędzia mówił też, że nie ma podstaw, by uznać, że przyczyną katastrofy był zamach przy użyciu materiałów wybuchowych, a BOR prawidłowo sprawdził pod tym kątem Tu-154 przed lotem. Żadne dowody będące w dyspozycji sądu nie wskazywały na hipotezę zamachu; tym samym nie ma podstaw do twierdzenia, że BOR tej katastrofie nie zapobiegło - dodał.

 

Wyrok jest "zupełnie słuszny co do uznania winy"


Zaraz po wyroku prok. Józef Gacek mówił, że wyrok jest "zupełnie słuszny co do uznania winy". Zapowiedział, że wystąpi do sądu o pisemne uzasadnienie wyroku, bo chce poznać jego pełną argumentację. Bielawny nie komentował wyroku.

 

Był to pierwszy wyrok sądu karnego związany z katastrofą w Smoleńsku. "Mam nadzieję, że będzie jeszcze więcej wyroków" - komentował wtedy Jarosław Kaczyński. Przed tym samym sądem trwa proces karny - z oskarżenia prywatnego części rodzin ofiar katastrofy - pięciorga urzędników (w tym b. szefa KPRM Tomasza Arabskiego) o niedopełnienie obowiązków przy organizacji lotu prezydenta (za co grozi do 3 lat więzienia).

 

Katastrofa smoleńska


10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku w katastrofie Tu-154M zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka. Śledztwo w sprawie początkowo prowadziła Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Postawiła ona zarzuty dwóm kontrolerom lotów ze Smoleńska (dotychczas nie zdołano im ich przedstawić) oraz dwóm oficerom rozwiązanego po katastrofie 36. specjalnego pułku. W kwietniu 2016 r. śledztwo przejęła Prokuratura Krajowa z nowym zespołem śledczym. Wtedy informowano też, że do tego zespołu mają także zostać przekazane akta "będących w toku, zawieszonych i zakończonych postępowań", wyłączonych z głównego śledztwa lub z nim powiązanych.

 

- Donald Tusk był premierem, w związku z tym prokuratura bada jego rozmaite decyzje, zwłaszcza w kontekście śledztwa smoleńskiego - informował jesienią 2016 r. prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

 

Działanie na szkodę RP


We wrześniu 2016 r. Prokuratura Krajowa podała, że przedmiotem jednego z wznowionych śledztw jest działanie z lat 2010-2011 na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej przez funkcjonariuszy publicznych, upoważnionych do występowania w jej imieniu w stosunkach z Rosją podczas badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Za tzw. zdradę dyplomatyczną Kodeks karny przewiduje karę od roku do 10 lat więzienia. W 2011 r. - wobec "braku znamion czynu zabronionego" - Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia postępowania z doniesienia Stowarzyszenie Solidarni 2010. Uznało ono, że godząc się na konwencję chicagowską przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy smoleńskiej, ówczesny premier złamał prawo, gdyż doprowadziło to do rezygnacji przez Polskę z bezpośredniego dostępu do dowodów oraz wpływu na przebieg prowadzonego w Rosji postępowania.

 

Własne śledztwo prowadzi rosyjska prokuratura, która wiele razy podkreślała, że przed jego zakończeniem nie zwróci Polsce wraku Tu-154 i "czarnych skrzynek".

 

PAP

prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze