Manifestujący przeszli z Ronda Dmowskiego na pl. Konstytucji, skandując: "Stop przemocy wobec kobiet", "Solidarność naszą bronią". Podczas przemarszu trzymali półkilometrową niebieską wstęgę symbolizującą protest przeciw przemocy wobec kobiet. Było to nawiązanie do nazwy pogotowia dla ofiar przemocy "Niebieska Linia".


"Blondynki wywołują polityków"


Zanim zebrani przed Rotundą ruszyli na Pl. Konstytucji odbyła się manifestacja pod hasłem "Blondynki wywołują polityków", podczas której apelowano do rządzących, aby stworzyli system, w którym znajdzie się miejsce dla każdego, niezależnie od poglądów. Według szefowej zgromadzenia Ewy Borguńskiej "obecna władza jedynie potęguje przemoc wobec kobiet, bo tego od niej wymagają hierarchowie kościoła katolickiego i ich wyznawcy - poddani polskich hierarchów katolickich.


Do dziennikarzy zwróciła się jedna z działaczek Protestu Kobiet - grupy organizującej demonstrację, Sandra Wilk. Jak mówiła, niezależnie od tego, z której pochodzą redakcji, powinni zaznaczać granicę między informacją, a własną opinią. "Tutaj, na głównej ulicy Warszawy, zwracam się do dziennikarzy o stosowanie kodeksu etyki dziennikarskiej i Prawa prasowego, które mówią o tym, że obowiązkiem dziennikarza jest rzetelne opisywanie rzeczywistości. (...) Media mają być pośrednikiem między władzą, a społeczeństwem" - mówiła.


Kontrmanifestacja: "chcesz zabijać, zabij się sam, pomożemy"


Na Marszałkowskiej, w okolicach pl. Konstytucji na Strajk Kobiet czekała kontrmanifestacja. Jej przedstawiciele trzymali w ręku transparenty, na których przeczytać można było m.in.: "Aborcji stop, chcesz zabijać, zabij się sam, pomożemy. Narodowe Odrodzenie Polski" oraz "Aborcja legalna - nielegalna, efekt ten sam". Skandowano hasło: "nie czerwona, nie tęczowa, tyko Polska narodowa".


Przy placu Konstytucji zebrali się także, ściśle otoczeni przez policję, członkowie grupy ruchów pro-life z transparentami ze zdjęciami i podpisami - m.in. "Aborcja zabija".


Rozbieżności dotyczące liczby manifestantów


Według służb porządkowych, w kulminacyjnym momencie manifestacji na pl. Konstytucji było ok. 3 tys. osób; z kolei stołeczny ratusz poinformował o 17 tys. uczestników. Po zakończeniu demonstracji część jej uczestników udała się przed Pałac Prezydencki wraz z symboliczną niebieską linią.


Różnego rodzaju akcje w ramach Strajku Kobiet odbywały się w stolicy od samego rana. Manifestowano m.in. przed siedzibą PiS, przed kancelarią premiera oraz Sejmem. Kilkaset osób wzięło udział w happeningu "Pomachajmy biskupom na pożegnanie!", który odbył się przy warszawskiej Bazylice Św. Krzyża.


"Drodzy biskupi, wasze nauki już dawno rozminęły się z moralnością. (...) W swojej chciwości sięgacie już nie tylko po nasz majątek, ale nawet po nasze wolności i prawa, w szczególności prawa i wolności kobiet. Próbujecie odebrać nam prawo do decydowania o sobie i swoim życiu, odebrać ochronę prawną kobietom - ofiarom przemocy, zmusić do rodzenia dzieci. (...) W obronie własnej musimy uciec się do radykalnego rozwiązania i czym prędzej was z naszego państwa odprawić" - mówiła jedna z organizatorek wydarzenia Bożena Przyłuska, przedstawiająca się jako przewodnicząca Konferencji Episkopatu Polek. 


Czarne balony wypuszczone w powietrze


Żegnanych biskupów symbolizowały czarne balony, które podczas happeningu wypuszczono w powietrze. Uczestnicy pikiety wznosili hasła: "Moje sumienie, mój wybór", "Mamy dość pogardy i przemocy wobec kobiet", "Jestem matką dzięki in vitro".

Odczytano także postulaty, wśród których znalazły się m.in.: swobodny dostęp do antykoncepcji, prawo do aborcji, rozdział Kościoła od państwa, wyprowadzenie religii ze szkół, wprowadzenie do niej edukacji seksualnej. Wydarzeniu przypatrywało się kilku mężczyzn, którzy odmawiali różaniec na schodach kościoła Św. Krzyża, uniemożliwiając wejście do wnętrza świątyni.

 

Protestowały Polki, protestowały też w Polsce Niemki

 

Przeciw przemocy, ograniczeniom w dostępie do aborcji czy in vitro, w obronie wolności i praw - Polki wyszły na ulice wielu miast w Polsce. 10 tysięcy manifestantów zgromadził strajk w Krakowie, kilka tysięcy w Poznaniu, ok. tysiąca w Łodzi.  

 

W Szczecinie protest zgromadził ponad 2,5 tys. osób. Protesty kobiet odbyły się też w ośmiu innych miejscowościach Pomorza Zachodniego, m.in. Koszalinie, Drawsku Pomorskim, Stargardzie i Świnoujściu. W manifestacji w przygranicznym Gryfinie obok Polek protestowały Niemki.

 

Ok. dwa tysiące osób zebrało się na "manifie" w Katowicach. W tym samym czasie na katowickim rynku trwała kilkunastoosobowa kontrdemonstracja obrońców życia ze zdjęciem martwego płodu.

 

We Wrocławiu ponad 2 tys. osób przeszło ulicami w centrum miasta i manifestowało w rynku. W strajku w Bydgoszczy wzięło udział nieco ponad tysiąc osób, w większości kobiet w czarnych strojach i z czarnymi parasolkami. Przez część demonstracji kobiety milczały na znak niezgody na ich złe traktowanie.


PAP