Wyrok jest nieprawomocny. Zgodnie z nim, skazani: Adam K., Jarosław P. Paweł M. i Kamil M. muszą też zapłacić poszkodowanym nawiązki od 2,5 do 5 tys. zł.

 

Egipcjanin "miał prawo do obrony"

 

Sędzia Katarzyna Balcerzak - Danilewicz uzasadniała, że wina czterech mężczyzn jest oczywista. - Sąd nie miał żadnych wątpliwości co do sprawstwa i winy. Wszyscy oskarżeni brali udział w pobiciu - mówiła.

 

Dodała, że występek miała charakter chuligański, a takie zachowanie w miejscu publicznym z pobudek związanych z odmową wydania posiłku czy uprzedzeń nie może mieć żadnego wytłumaczenia. Oceniła, że ograniczenie wolności i prace społeczne "będą pełnić funkcję wychowawczą".

 

Zaznaczyła też, że Egipcjanin Mohamed Reda Abdelaal Hassan miał prawo do obrony i nie przekroczył granic tego prawa.

 

Wyzwiska, później atak

 

Do pobicia doszło na początku listopada 2015 r. Wieczorem do lokalu na warszawskim Wilanowie, w którym pracował Egipcjanin Mohamed Reda Abdelaal Hassan, wszedł pijany Adam K. "Zrób mi kebab, czarnuchu" - miał, według relacji poszkodowanego, zażądać.

 

Obywatel Egiptu odmówił obsłużenia go. Wtedy zaczęła się awantura. Adam K. wyszedł, by po chwili wrócić z kolegami: Jarosławem P., Kamilem M. i Pawłem M. Jak widać m.in. na monitoringu, mężczyźni wyzywali Egipcjanina, potem zaatakowali go pięściami i krzesłami, kopali. Sprzedawca doznał licznych urazów, m.in. twarzoczaszki; był bity po głowie, plecach, nogach.

 

PAP