- Jest szarpanie, jest bicie. Przecież widać panów z kijami. To nie są ich laseczki - powiedziała Scarlett Szyłogalis, prezes Fundacji Tara.

 

Jarmark podzielony jest na dwa dni. W pierwszym sprzedawane są tak zwane konie robocze oraz pociągowe i to właśnie ich los budzi najwięcej emocji. W sumie takich koni jest około 250.

 

W drugim dniu wystawiane są konie ras szlachetnych i kuce, około 150 zwierząt.

 

- Znęcania się nad zwierzętami na placu targowym, który jest pod naszym nadzorem, nie zaobserwowaliśmy - powiedział Grzegorz Zabrowski, powiatowy lekarz weterynarii. Podobnie przed kamerą stwierdzili zwiedzający Jarmark.

 

Zdaniem przedstawicieli Fundacji Tara czterdziestu weterynarzy to za mało, a ich nadzór, jak i nadzór policji, nie są wystarczające. Obrońcy praw zwierząt utrzymują również, że do sytuacji nagannych dochodzi przede wszystkim pod osłoną nocy.

 

Fundacja na wykup koni zebrała 320 tys. zł. Więcej o targach pisaliśmy tutaj.

 

Polsat News