"Nikt się nie interesuje". Właścicielowi ciężarówki użytej do zamachu w Berlinie grozi bankructwo

Polska
Tak wygląda ciężarówka Polaka zniszczona w zamachu w Berlinie
Galeria zdjęć (11)

Ariel Żurawski, właściciel ciężarówki, której zamachowiec z Berlina użył, by wjechać w tłum na jarmarku zabijając 12 osób, w tym polskiego kierowcę, ma poważne problemy finansowe. Dopiero teraz bowiem wydano mu na kilka godzin naczepę, aby dostarczył odbiorcy towar. Okazało się, że jest zardzewiały. Grożą mu więc poważne kary. - Sprawa przycichła. Nikt się już więc nie interesuje - mówi Żurawski.

Od czasu zamachu 19 grudnia ubiegłego roku ciężarówka i naczepa są dowodem w śledztwie i stoją na berlińskim parkingu policyjnym. Dopiero w poniedziałek  niemiecka prokuratura wyraziła zgodę, aby Żurawski dostarczył towar odbiorcy.


- Moja sytuacja jest niepewna finansowo - stwierdził Żurawski, gdy okazało się, że 25 ton metalowych elementów, które miał na naczepie,  zardzewiało. 

 

Naczepa stoi pod gołym niebem


- Nawet nie znam wartości towaru. Nikt mi tego nie chce podać, bo to tajemnica handlowa. W dokumentach przewozowych też nie wpisano wartości - wyjaśnia w rozmowie z polsatnews.pl.

 

Jak dodaje, jedyne na co uzyskał potwierdzenie w protokole przy przekazaniu towaru, to informacja, że jest zardzewiały. Od razu powiedziano mu, że to "duży problem".

 

Okazało się również, że ubezpieczenie nie obejmuje aktów terroru, więc straty będzie musiał pokryć - choć nie wie jeszcze, jakie - z własnej kieszeni.

 

Ariel Żurawski ma żal do niemieckiej policji, że nie zabezpieczyła właściwie naczepy i samochodu. - Stoi cały czas pod chmurką, chociaż mieli możliwości, mają odpowiednie hale - mówi.

 

Przyczepa wydana na pięć godzin


Zwraca uwagę, że niemiecka prokuratura początkowo wcale nie chciała mu wydać naczepy. - Chcieli, żeby przeładował towar na drugą naczepę. Ustąpili dopiero, gdy im uzmysłowiłem, że wynajęcie dźwigu do tej operacji kosztowałoby mnie ponad 20 tys. zł - wyjaśnił.

 

Dopiero wówczas zgodzili się wydać naczepę na pięć godzin. Po dostarczeniu towaru musiał ją  z powrotem odstawić na parking.


- Zupełnie nie wiem, po co im ta naczepa - mówi Ariel Żurawski. - Wszystkie ewentualne ślady i tak już zmył śnieg i deszcz.


Kary grożące firmie za zardzewiały towar to nie jedyny problem właściciela firmy przewozowej.

 

Wciąż nie ma zgody na wydanie mu samochodu ciężarowego. Firma leasingowa wprawdzie zawiesiła mu spłatę na trzy miesiące, ale już poinformowała go, że to wszystko, co mogą zrobić. Żurawskiemu pozostało do spłaty jeszcze 27 rat po ok. 10 tys. zł.


- W przypadku samochodu  też nie mam pewności, że ubezpieczenie pokryje jego stratę - mówi Żurawski przypominając, że chodzi o akt terroru.

 

"Niemcy nie mają empatii"


Początkowo miał nadzieję, że część strat pokryje muzeum z Niemiec, które deklarowało, że odkupi samochód, bądź samą kabinę. - Ale chyba się z tego pomysłu wycofują, Widzę po ich zachowaniu, że nie mają empatii - mówi Żurawski. 


- Miałem zamiar kupić kolejne auto ciężarowe, ale na szczęście nie wpłaciłem zadatku. Bo nie wiem, jak to się wszystko skończy, czy nie będę musiał zwinąć biznesu. Wstrzymałem wszystkie inwestycje - stwierdził. 


- To przecież nie jest moja wina. Przecież tego nie chciałem, tym bardziej, że zginął mój kuzyn (kierowca ciężarówki - red.) - przypomina. 


Jedyne z czego jest zadowolony, to fakt, iż rodzina jego kuzyna została zabezpieczona finansowo - W całym tym nieszczęściu przynajmniej oni dostali pomoc i nie muszą się martwić o stronę materialną - mówi.

 

"Tylko na początku każdy chciał być fajny"


Firma Usługi Transportowe Ariel Żurawski z problemami musi więc uporać się sama. -

 

- Żadne urzędy i prokuratura z nami się nie kontaktowały. Zostaliśmy pozostawieni sami sobie z tym problemami - przekonuje Żurawski i dodaje, że tylko na początku "każdy chciał się pokazać, być fajny i poklepać po ramieniu".

 

polsatnews.pl

grz/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze