Minister rozpoczął konferencję od przekazania, że rozmawiał z przebywającą w szpitalu Beatą Szydło, która stwierdziła, że czuje się "zupełnie nieźle". Poinformował też, że szef ochrony premier przeszedł operację, jego stan jest dobry; drugi z poszkodowanych w wypadku funkcjonariuszy BOR, który kierował autem, wyszedł już ze szpitala.

 

Premier dziękuje za wsparcie

 

- Chciałbym przekazać od pani premier, która mnie do tego upoważniła, podziękowania dla wszystkich tych, którzy, po pierwsze: martwią się o stan zdrowia pani premier, po drugie: wszystkich tych, którzy uczestniczyli wczoraj w akcji ratowniczej - oświadczył szef MSWiA. - Pani premier stwierdziła, że czuje się zupełnie nieźle; jej samopoczucie też jest dobre; wszyscy mamy nadzieję, że bardzo szybko wróci do swoich obowiązków - dodał.

 

Błaszczak zapewniał, że kierowca premier miał uprawnienia do prowadzenia opancerzonego samochodu BOR i przechodził odpowiednie szkolenia; służy on w BOR od 15 lat.

 

"Apeluję, by ważyć słowa"

 

Zdaniem szefa MSWiA wypadek stał się sławny z powodu fali hejtu ze strony osób publicznych, które nazywają siebie totalną opozycją. Zaapelował do polityków o nieeskalowanie napięć. - Apeluję o to, by ważyć słowa - dodał.

 

Odniósł się w ten sposób do niektórych komentarzy na temat piątkowego wypadku pojawiających się w internecie oraz w mediach. Według niego fala agresji jesienią 2010 r. "skończyła się tragicznie, doprowadzając do zamordowania działacza PiS w Łodzi".

 

- Przypominam, że w nocy z 16 na 17 grudnia ub.r. mieliśmy do czynienia z próbą zablokowania samochodu pani premier, który wyjeżdżał z Sejmu. Podobne zdarzenia miały miejsce 18 grudnia przed Wawelem. To byli ludzie, którzy są związani z totalną opozycją, sami tak twierdzą. Takie działania są bardzo groźne, bo pokazują, że jest przyzwolenie, przynajmniej części elit politycznych do agresji, do przemocy - mówił Błaszczak.

 

24 kolizje BOR w 2016 roku

 

Poinformował, że corocznie BOR odnotowuje ponad 20 kolizji, w których biorą udział osoby ochraniane. Wskazał, że w latach 2016 i 2015 było ich po 24, w 2014 - 26, a w 2013 - 23.

 

Przypomniał, że w 2014 r. na ul. Belwederskiej w Warszawie doszło do kolizji samochodu z prezydentem Bronisławem Komorowskim. - Jakoś nie słyszałem wtedy komentarzy, nie było dyskusji publicznej na ten temat - dodał szef MSWiA.

 

- Do takich kolizji, zdarzeń dochodzi i zawsze będzie dochodzić. Oczywiście chodzi o to, żeby były wprowadzone procedury takie, które zapewnią bezpieczeństwo osobom ochranianym - powiedział Błaszczak.

 

Zapowiedział zmiany w BOR. - Chodzi o skuteczne posprzątanie po gen. Janickim. My to konsekwentnie robimy - powiedział.

 

"Dlaczego mucha zrzuciła z drogi słonia?"

 

B. szef BOR Marian Janicki komentował piątkowy wypadek w RMF FM. Wskazywał wiele uchybień, krytycznie wypowiadał się również o tym, co obecnie dzieje się w BOR. - Za mojej bytności w BOR, moich poprzedników, nasze pojazdy BOR-u przejeżdżały 2,5-3 mln km i bywały lata, że nie mieliśmy nawet tzw. obcierki. Nie było kolizji, nie było wypadków. Tu mamy w ciągu roku kilka zdarzeń, które muszą stawiać pewne znaki zapytania - mówił gen. Janicki. Zastanawiał się również "dlaczego mucha zrzuciła z drogi słonia?" - nawiązując do wagi seicento i rządowej limuzyny.

 

Więcej samochodów i funkcjonariuszy BOR

 

Zdaniem Błaszczaka zmiany w BOR następują i przynoszą wymierne rezultaty. Poinformował, że w 2016 r. po raz pierwszy od wielu lat więcej funkcjonariuszy zostało przyjętych do służby niż odeszło.

 

- Z reguły liczba odchodzących ze służby kształtowała się w okolicy 60, 70 osób. W roku ubiegłym przyjęto 137 funkcjonariuszy, a odeszło 70 - powiedział. Podkreślił, też że w ub.r. w BOR kupiono więcej samochodów (ponad 50 - red.) niż w latach wcześniejszych, podczas gdy zwykle kupowano ich kilka. - Samochód, którym poruszała się pani premier, był samochodem nowym, pancernym, bezpiecznym - zapewnił.

 

"Gen. Janicki pozbawiony chociażby odrobiny honoru"

 

- A więc te wszystkie komentarze, które słyszymy chociażby z ust byłego szefa BOR gen. Janickiego przyjmuję jako komentarze człowieka, który jest pozbawiony chociażby odrobiny honoru. Przypomnę, że generał Janicki był szefem BOR wtedy, kiedy doszło do największej tragedii w powojennej Polsce, a więc do katastrofy smoleńskiej - powiedział szef MSWiA. - Po tej tragedii został awansowany przez ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Nie poniósł odpowiedzialności, to jest niewątpliwie demoralizujące - ocenił.

 

Minister zaznaczył, że "smutkiem przyjmuje prezentowane w mediach dywagację panów wysokich stopniem wojskowym, czy innych służb, że fiat seicento powinien zostać staranowany".

 

-  Gdyby do tego doszło, ta zapewne zginąłby kierowca. I jakie wówczas pytania usłyszałbym od dziennikarzy? Takie taranowania są czymś oczywistym w państwach, w których toczy się wojna, ale nie w Polsce - ocenił.

 

 

Zdaniem Błaszczak zmiany w BOR zmierzają do odbudowy etosu służby, poczucia odpowiedzialności, i profesjonalizmu ze strony funkcjonariuszy BOR. - Wyciągane są wnioski z tych wszystkich zdarzeń, jakie miały miejsce w roku 2016 – powiedział i zapewnił, że funkcjonariusze BOR przechodzą cykliczne szkolenia.

 

Jego zdaniem sytuacja w BOR się poprawia, jeśli chodzi np. o temat eksploatacji służbowych samochodów/ Przypomniał m.in, że w marcu ub.r. szef BOR wydał zarządzenie, które dostosowało  instrukcję BOR do wymagań przewidzianych w instrukcji producenta samochodów.

 

- To poprzednie szefostwo BOR wydłużyło czas eksploatacji poszczególnych części aut. Dlaczego? Czy z głupoty? Czy z oszczędności? Ja nie będę odpowiadał na to pytanie - mówił.

 

Inne zarządzenie, które zostało zmienione w maju ub.r. - mówił Błaszczak - ma charakter niejawny i dotyczy stosowania technik obronnych.

 

Zmienią nazwę BOR

 

- Chcemy wyposażyć BOR w nowe kompetencje, m.in. związane ze zdobywaniem w sposób właściwy innym służbom informacji, ich analizowaniem oraz wykorzystywaniem; myślę o czynnościach operacyjno-rozpoznawczych - oświadczył obecny na konferencji wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński.

 

Zapowiedział też "nowy etos" służby, nawiązanie BOR do tradycji niepodległościowej AK. Miałaby się też zmienić nazwa BOR.

 

- Będzie się to może nazywało Narodową Służbą Ochrony, ale nad nazwą będziemy jeszcze dyskutować - zapowiedział Zieliński. Dodał, że szef BOR ma się stać takim samym organem, jak szef policji czy Państwowej Straży Pożarnej. - Dziś tak nie jest; dziś decyzje, któremu takiemu organowi przysługują, podpisuje na jego wniosek minister spraw wewnętrznych - powiedział.

 

Mają też być zmniejszone zadania BOR za granicą, a rozszerzone - w kraju. W tym kontekście Zieliński wymienił ochronę przez BOR obiektów służących konstytucyjnym organom państwa, które - jego zdaniem - nie powinny być chronione przez prywatne firmy ochroniarskie.

 

300 wakatów w BOR

 

Według Zielińskiego w tym roku do BOR ma być przyjętych co najmniej 300 nowych funkcjonariuszy.

 

Według Zielińskiego projekt zmian w BOR jest gotowy w wersji roboczej; w ciągu miesiąca będzie można myśleć o przekazaniu go do uzgodnień wewnątrzresortowych, a może i zewnętrznych.

 

Z szacunków wynika, że liczba funkcjonariuszy BOR powinna być mniej więcej dwukrotnie większa - powiedział Zieliński. Zaznaczył, że w tej sprawie potrzeba uzgodnień z resortem finansów.

 

BOR jest otwarte na przeprowadzenie procedur kontrolnych; niczego się nie obawiamy - powiedział Błaszczak, pytany o zapowiedź PO, że wystąpi do NIK o zbadanie zmian i procedur w BOR.

 

Szef MSWiA podkreślił, że kontrola NIK-u w BOR odbyła się niedawno. - Zmiana procedur ochronnych z maja 2016 r. została przeprowadzona na podstawie wcześniejszych kontroli NiK - zaznaczył.

 

Seicento zajechało drogę

  

Do wypadku doszło w piątek ok. godz. 18.30 w Oświęcimiu. Rządowa kolumna trzech samochodów, w której pojazd premier Beaty Szydło jechał w środku, wyprzedzała fiata seicento. Jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i zderzył się z autem szefowej rządu. Kierowca limuzyny rządowej, próbując uniknąć skutków zderzenia odbił w lewo. Na poboczu uderzył w drzewo. Kierowcy zostali przebadani na zawartość alkoholu. Byli trzeźwi.

 

Jeszcze w piątek z szefem MSWiA spotkał się pułkownik Tomasz Kędzierski, pełniący obowiązki szefa Biura Ochrony Rządu  poinformował ministra. Poinformował on, że rządową limuzyną, którą jechała premier Beata Szydło, kierował doświadczony funkcjonariusz BOR.

 

Według Kędzierskiego funkcjonariusz jest w służbie od 2002 roku i był kierowcą w grupach ochronnych byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Od początku rządu PiS jest kierowcą premier Beaty Szydło. Posiada prawo jazdy kategorii B,C,D a także uprawnienia do kierowania pojazdami uprzywilejowanymi.

 

Pełniący obowiązki szefa BOR poinformował, że kolumna trzech pojazdów Biura Ochrony Rządu była prawidłowo oznakowana i poruszała się z prędkością około 50 km/h. Zapewnił, że kierowcy samochodów zachowali się prawidłowo. Uniknęli zderzenia z seicento - w przeciwnym razie mogło dojść od zmiażdżenia fiata.

 

Samochód, którym podróżowała premier Szydło, to pancerne audi A8 z 2016 roku.

 

PAP, polsatnews.pl, fot: PAP/Jakub Kamiński