- Zebrane w sprawie dowody wskazują, że oskarżeni wyczerpali znamiona zarzucanych im czynów - stwierdził prokurator i wniósł o uzupełnienie kwalifikacji prawnej aktu oskarżenia o art. 160 par. 2, mówiący o narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia w sytuacji obowiązku opieki nad pacjentem.

 

Złożył także wniosek o uzupełnienie opisu czynu "zgodnie z sugestiami sądu odwoławczego" o stwierdzenie, że oskarżeni działali "w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, w krótkich odstępach czasu".

 

Wnioski o kary pozbawienia wolności

 

Wniosek dla Dariusza D. dotyczył kary 2 lat bezwzględnego pozbawienia wolności, 20 tys. zł nawiązki na fundację, której celem jest wspieranie kardiologii i zakazu wykonywania zawodu na 5 lat. Dla oskarżonego Jacka D. prokurator wniósł o wymierzenie kary 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat i orzeczenie nawiązki 15 tys. zł

 

Dla Andrzeja K. prokurator wnosił o dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat, 20 tys. zł nawiązki i zakaz wykonywania zawodu na 5 lat. W przypadku oskarżonej Katarzyny S. prokurator domagał się półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 10 tys. zł nawiązki.

 

W stosunku do wszystkich oskarżonych prokurator wnosił o kary grzywien i solidarne zobowiązanie do zapłaty kosztów i opłat sądowych.

 

"Nieprawidłowa diagnoza i metody leczenia"

 

W mowie końcowej prokurator, nawiązując do argumentów SN wyrażonych w wyniku kasacji wskazał, że materiał dowodowy nadal nie jest kompletny, stwierdził także, że inicjatywa stron w tym względzie była ograniczana. Szczegółowo mówił proces leczenia, wskazując na - jego zdaniem - istotne nieprawidłowości w procesie leczenia pacjenta i zaistnienie błędu medycznego.

 

Podobne argumenty podnosili oskarżyciele posiłkowi i ich pełnomocnicy. Zastrzeżenia dotyczyły nieprawidłowej diagnozy i wyboru nieprawidłowego leczenia - m.in. przeprowadzenia zabiegu angioplastyki wieńcowej (założenie stentów) zamiast operacji kardiochirurgicznej (wszczepienia by-passów), brak konsultacji kardiochirurgicznej, nieprawidłowości w leczeniu farmakologicznym i nie rozpoznanie na czas zawału u pacjenta.

 

Oskarżyciele wskazywali również brak specjalizacji kardiologicznej Dariusza D. Po prokuratorze głos zabiorą oskarżyciele posiłkowi.

 

"Narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia"

 

Ojciec Zbigniewa Ziobry był leczony od 22 czerwca 2006 r. w Szpitalu Uniwersyteckim UJ w Krakowie. Zmarł 2 lipca.

 

W procesie oskarżeni są: ówczesny kierownik II oddziału Kliniki Kardiologii i oddziału klinicznego szpitala prof. Jacek D., ówczesny lekarz tego oddziału i wiceszef pracowni hemodynamiki, a obecnie szef II oddziału Klinicznego Kardiologii oraz Interwencji Sercowo-Naczyniowych prof. UJ Dariusz D., lekarka dyżurna Katarzyna S. i ordynator sali monitorowanej Andrzej K.

 

Lekarzy oskarżono o to, że "pomimo ciążącego na nich szczególnego obowiązku opieki nad pacjentem (...) narażony on został na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, skutkiem czego pacjent 2 lipca 2006 r. zmarł". Oskarżeni nie przyznali się do winy i odmówili odpowiedzi na pytania oskarżycieli i ich pełnomocnika.

 

Dwukrotne umorzenie śledztwa

 

Prokuratura dwukrotnie umorzyła śledztwo w tej sprawie. W 2013 r. przed krakowskim sądem rozpoczął się proces z subsydiarnego aktu oskarżenia przeciwko czworgu lekarzom ze szpitala. Akt taki złożyła Krystyna Kornicka-Ziobro, a przyłączyli się do niego synowie Witold i Zbigniew. Akt taki może wnieść pokrzywdzony w sprawach ściganych z oskarżenia publicznego w sytuacji, gdy dwukrotnie odmówi tego prokurator (po wykorzystaniu drogi zażalenia sądowego). Rodzina dołączyła inne opinie lekarskie, uzyskane przez nią w rożnych ośrodkach medycznych.

 

W wyniku przystąpienia do sprawy w 2016 r. zamiejscowego wydziału Prokuratury Krajowej w Krakowie proces toczy się w trybie z oskarżenia publicznego, a oskarżyciele subsydiarni stali się oskarżycielami posiłkowymi.

 

Jest to kolejny proces w tej sprawie. Subsydiarny akt oskarżenia wpłynął do sądu w lipcu 2011 r. W lutym 2012 r. krakowski sąd rejonowy umorzył postępowanie. Sąd odwoławczy utrzymał w mocy postanowienie o umorzeniu w stosunku do trojga lekarzy, sprawę czwartego skierował ponownie do sądu rejonowego. Z kasacją nadzwyczajną w tej sprawie na wniosek rodziny pacjenta wystąpił do Sądu Najwyższego Prokurator Generalny. W marcu 2013 r. SN uznał, że sąd odwoławczy nie odniósł się do wszystkich argumentów podnoszonych przez rodzinę. Nakazał m.in. uzupełnienie opinii biegłych lub powołanie nowych biegłych. W rezultacie sprawa trafiła ponowie do sądu rejonowego.

 

PAP