48-letni biznesmen objął najwyższy urząd w najbiedniejszym państwie Karaibów podczas uroczystości, która odbyła się w parlamencie w Port-au-Prince. Uczestniczyli w niej haitańscy deputowani i dyplomaci m.in. z USA, Wenezueli i Francji.

 

Moise, który będzie pełnił urząd prezydenta przez pięć lat, trafił do polityki w 2015 roku dzięki ówczesnemu szefowi państwa Michelowi Martelly'emu. Wyznaczył on tego przedsiębiorcę na swego następcę.

 

Podczas kampanii Moise zyskał przydomek "człowiek banan", co było aluzją do sukcesów, jakie odniosły jego firmy. Jedną z nich jest plantacja organicznych bananów, która wygenerowała bezpośrednio 3 tys. miejsc pracy i pośrednio ponad 10 tys.

 

Kandydat "Łysej Głowy"

 

W październiku 2015 roku Moise, kandydat Haitańskiej Partii "Łysa Głowa", zwyciężył w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Ich wynik został jednak unieważniony z powodu protestów i skarg o fałszerstwa na dużą skalę.

 

Termin kolejnych wyborów w Haiti był kilkukrotnie przesuwany, m.in. z powodu ogromnych szkód wyrządzonych przez huragan Matthew.

 

20-procentowa frekwencja

 

Biznesmen, który zamierza poprzez rolnictwo pobudzić haitańską gospodarkę, został ostatecznie wybrany na szefa państwa w listopadzie 2016 roku, uzyskując już w pierwszej turze ok. 55,6 proc. głosów. Krytycy twierdzą jednak, że Moise nie ma mandatu do rządzenia, gdyż frekwencja podczas głosowania wyniosła jedynie 20 proc.

 

Pod koniec kadencji Martelly'ego w lutym 2016 roku, gdy wciąż nie wyznaczono jego następcy, Senat powierzył funkcję p.o. prezydenta Jocelerme Privertowi.

 

W styczniu Moise został przesłuchany w związku z doniesieniami, które pojawiły się podczas kampanii i z których wynikało, że zajmował się praniem brudnych pieniędzy oraz otrzymał kredyty na preferencyjnych warunkach. Moise oskarżył rywali, że próbują zdestabilizować sytuację w mocno podzielonym kraju i zniszczyć jego reputację przed zaprzysiężeniem. Śledztwo w tej sprawie trwa.

 

PAP