"(Kanclerz) jest przekonana, że nawet niezbędna, zdecydowana walka z terroryzmem nie uzasadnia rzucania ogólnego podejrzenia na ludzi konkretnego pochodzenia czy wyznania" - powiedział rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert, którego wypowiedź zamieściło w niedzielę internetowe wydanie tygodnika "Der Spiegel".

 

Rząd Niemiec "sprawdzi, jaki konsekwencje decyzja amerykańskich władz ma dla niemieckich obywateli z podwójnym obywatelstwem, i w razie potrzeby będzie reprezentować ich interesy w kontaktach z naszym amerykańskim partnerem" - dodał Seibert w Berlinie.

 

Jak podkreślił, kanclerz wyraża ubolewanie z powodu dekretu i takie stanowisko przedstawiła podczas sobotniej rozmowy telefonicznej z Donaldem Trumpem.

 

Seibert przypomniał, że konwencja genewska w sprawie statusu uchodźców wymaga od społeczności międzynarodowej przyjmowania ludzi uciekających przed wojną ze względów humanitarnych. "Wszystkie państwa sygnatariusze są do tego zobligowane. Kanclerz mówiła o tej zasadzie prezydentowi USA we wczorajszej rozmowie" - dodał.

 

Niepokój niemieckich przedsiębiorców

 

Do sprawy dekretu wydanego przez Trumpa odniósł się w niedzielę również "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung". Dziennik, powołując się na opinie niemieckich przedsiębiorców, alarmuje, że "antyglobalistyczna polityka gospodarcza" prezydenta USA Donalda Trumpa może doprowadzić do likwidacji 1,6 mln miejsc pracy w Niemczech.

 

"Grozi nam handlowa i ekonomiczna wojna z Ameryką. Trzeba to tak drastycznie ująć" - powiedział "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung" Marcel Fratzscher, szef Niemieckiego Instytutu Badań nad Gospodarką (DIW).

 

"Jeżeli Donald Trump poważnie traktuje (swoje zapowiedzi), to jego polityka będzie miała negatywny wpływ na dobrobyt na świecie" - zaznaczył jeden z najbardziej renomowanych niemieckich ekonomistów.

 

"Niemcom grozi horror"

 

Jeszcze dalej w swoich ocenach idzie Clemens Fuest, następca Hansa-Wernera Sinna na stanowisku dyrektora instytutu Ifo w Monachium. Jego zdaniem Niemcom grozi "horror".

 

"Jeżeli zredukujemy relacje z Ameryką do zera, to 1,6 mln miejsc pracy znajdzie się w niebezpieczeństwie" - ostrzega ekonomista. Jak wyjaśnił, jeden milion miejsc pracy uzależniony jest od eksportu do USA, a 600 tys. osób zatrudnionych jest w amerykańskich firmach w Niemczech. Jego zdaniem Niemcy jako jeden z czołowych światowych eksporterów ucierpiałyby w wyniku perturbacji gospodarczych bardziej niż inne kraje.

 

Szef Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii, Dennis Snower, zwrócił uwagę na podobieństwa do okresu między I a II wojną światową, gdy konflikty gospodarcze doprowadziły do upadku gospodarki światowej "z fatalnymi skutkami politycznymi". "Z tej gorzkiej lekcji wszyscy, z wyjątkiem Trumpa, wyciągnęli wnioski" - zauważył Snower. Jak dodał, "żyjemy w czasach, gdy podważany jest liberalny porządek ekonomiczny".

 

Stany Zjednoczone są najważniejszym partnerem handlowym Niemiec. W 2015 roku (za zeszły rok nie ma jeszcze danych) niemieckie firmy wyeksportowały do USA towary i usługi za 142 mld euro, uzyskując nadwyżkę w wysokości 56 mld euro. To 10 proc. całego niemieckiego eksportu. Najważniejszym towarem eksportowym są niemieckie samochody i części samochodowe (32 mld euro). Trump zagroził wprowadzeniem ceł na samochody z Niemiec.

 

Dekret Trumpa

 

Dekret podpisany w piątek przez prezydenta USA Donalda Trumpa zawiesza przyjmowanie przez USA uchodźców z Syrii do odwołania oraz uchodźców z innych krajów na 120 dni. Przewiduje on także wstrzymanie przez 90 dni wydawania amerykańskich wiz obywatelom krajów muzułmańskich mających problemy z terroryzmem - Iraku, Iranu, Syrii, Sudanu, Libii, Jemenu i Somalii.

 

Celem dekretu ma być według Trumpa zapobieżenie przenikaniu do USA "radykalnych islamskich terrorystów". Decyzja ta wywołała szerokie protesty na świecie i została skrytykowana m.in. przez premier Wielkiej Brytanii Theresę May i premiera Kanady Justina Trudeau.

 

PAP