25-letni mieszkaniec okolic miasta Pescara Pierluigi Nobilio wyjaśnił, że z rodziną i znajomymi wyruszyli w środę rano w kierunku hotelu, gdzie mieli świętować urodziny córki.

 

- Z hotelem kontaktowaliśmy się tylko za pośrednictwem poczty elektronicznej, bo linie telefoniczne tam nie działały. Napisali do nas, że dojazd na miejsce jest trudny z powodu śniegu i dodali, że pług śnieżny ma przyjechać po południu - relacjonował młody Włoch. - Postanowiliśmy mimo to pojechać aby nie stracić pieniędzy za rezerwację miejsc - dodał.

 

Zrezygnowali 20 km od hotelu

 

Grupa turystów była już w odległości około 20 kilometrów od hotelu, kiedy po pierwszym silnym wstrząsie sejsmicznym w środę rano w środkowych Włoszech, otrzymała z hotelu następną informację. - Napisali nam, że możemy nie przyjeżdżać i że nie stracimy pieniędzy. Wtedy postanowiliśmy zrezygnować z dalszej drogi. Teraz moglibyśmy być pod lawiną - powiedział rozmówca włoskiej agencji.

 

Bilans zejścia lawiny to 6 ofiar śmiertelnych i 23 osoby zaginione. 9 osób wyciągnięto spod zawalonego budynku. Na miejscu nieprzerwanie trwa akcja ratunkowa.

 

PAP