- O tej historii usłyszałam siedem miesięcy temu. Pedofil opisujący porwania, gwalty, w końcu morderstwa  dzieci, nigdy nie został sprawdzony przez śledczych. Tak to mną wstrząsnęło, że nie wyobrażałam sobie, iż miałabym się tym nie zająć - mówi polsatnews.pl autorka reportażu.

 

I dodaje: - Gdy dotarłam do tych rozmów, gdy je przeczytałam, nadal nie wyobrażałam sobie, że można takie rzeczy robić dzieciom. Jeśli nie poradził sobie system - policja, prokuratura - to jest to moje zadanie: zepsuć komfort działania pedofila i zrobić wszystko, żeby stanął przed wymiarem sprawiedliwości, żeby w końcu odpowiedział na pytanie: czy to wyjątkowo chore fantazje czy faktyczne zbrodnie.

 

Ewa i jej ekipa pracowali nad sprawą ponad pół roku.

Siatka pedofilów

 

Do rozmów w sieci dotarła łódzka policja ponad 10 lat temu, w 2006 roku, gdy rozpracowywała kilkudziesięcioosobową siatkę pedofilską.

 

40 osób, w tym kobiety i mężczyźni, studenci, biznesmeni, dziadkowie, ojcowie, matki, wymieniało się dziecięcą pornografią i treściami zoofilskimi. W tej grupie był właśnie "Piotr" bohater reportażu Ewy Żarskiej.

 

Z zapisu rozmów wynikało, że "Piotr" jest Polakiem, z Pabianic, ale obecnie mieszka w Rosji. To tam, jak opisywał, dzieci miał porywać, gwałcić i mordować. Zbrodnie planował również  w Polsce.

 

"Piotr" czyli Krzysztof P.

 

W maju 2008 roku "Piotr" zalogował się w Skandynawii na swoje konto i został wówczas namierzony przez miejscową policję, która obserwowała w sieci pedofilów. Okazało się, że to 51-letni wówczas Krzysztof P.

 

Polska policja wielokrotnie prosiła rosyjską milicję o pomoc w zweryfikowaniu pozyskanych w śledztwie informacji. Bezskutecznie.

 

W tym czasie jeden z rozmówców "Piotra", członek siatki pedofilskiej, został policyjnym informatorem i podjął współpracę z łódzkimi śledczymi. Prowadził rozmowy, które miały dostarczyć jak najwięcej informacji o "Piotrze".

 

Policjantom z Łodzi nie udało się jednak zweryfikować, czy Krzysztof P. to "opowiadacz", który ma chorą wyobraźnię, czy pedofil, sadysta i morderca w jednym.

 

List gończy za P.

 

W 2011 roku łódzka prokuratura postawiła Krzysztofowi P. zarzut rozpowszechniania pornografii dziecięcej. Mowa o tysiącach filmów i zdjęć "wyjątkowo obrzydliwych" - jak to określili śledczy. Za te czyny grozi kara do 12 lat więzienia.

 

W marcu 2013 r. prokuratura wydała za Krzysztofem P. list gończy, ale tylko na terenie kraju.

 

Europejski Nakaz Aresztowania może być bowiem wydany, gdy śledczy wiedzą, gdzie przebywa podejrzany.
 
W grudniu 2013 roku prokuratura zawiesiła sprawę, bo nie udało się ustalić miejsca pobytu P.

 

Lekarze nie wykluczają, że do zbrodni doszło 


W lipcu 2016 dziennikarka Polsat News zaczęła zajmować się sprawą. Zapisy rozmów w internecie, do których dotarła, pokazała psychiatrze seksuolog, od 30 lat badającej pedofilów. Zdaniem lekarki, szczegóły opisów wskazują, że ich autor dokonał lub dokonuje tych czynów.

 

Następnie zapisy rozmów dziennikarka pokazała neurologowi, który opisane sytuacje  analizował pod kątem reakcji dzieci na leki, które sprawca miał im podawać. Również według tego lekarza opisy przedstawiają prawdziwe sytuacje.

 

Myślał, że "Piotra" uwięziono

 

Na kolejne spotkanie Żarska umówiła się w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Tu pracuje funkcjonariuszka wydziału handlu ludźmi, która kierowała grupą przez kilka lat szukającą Krzysztofa P. Potwierdziła, że rozpracowywano taką  sprawę. Ona też jest przekonana na podstawie zapisu rozmów, że jest wysoce prawdopodobne, iż zbrodnie zostały popełnione.

 

Ewa Żarska dotarła też do policyjnego informatora, pedofila, który korespondował z "Piotrem". Był pewien, że gdy w 2009 roku korespondencja się urwała i "Piotr" zniknął z sieci, powodem było jego osadzenie w więzieniu lub specjalnym ośrodku.

 

Jednak drugi z pedofilów, z którym dziennikarka rozmawiała, wszystkiemu zaprzeczył.

 

Pokazuje się w telewizji, jest ekspertem w internecie

 

Dziennikarka postanowiła więc znaleźć Krzysztofa P. W ciągu dwóch tygodni ustaliła, gdzie mieszka, pracuje, co robi.

 

Okazuje się, że zajmuje wysokie stanowisko, pracuje  dla dużej rosyjskiej firmy budowlanej, jest dobrze sytuowany. Podróżuje po Europie służbowo, w latach, których dotyczy śledztwo, bywał w Polsce. Ma nową rosyjską rodzinę, występuje w rosyjskich mediach, jest go sporo w internecie, gdzie wypowiada się jako ekspert z zakresu budownictwa.

 

Do Krzysztofa P., do firmy w Petersburgu, pojechał z kamerą rosyjski korespondent Polsat News. W tym czasie Ewa Żarska rozmawiała z P. kilka razy. Poinformowała go, o czym będzie rozmowa przed kamerą. Najpierw Krzysztof. P. przystał na spotkanie, aby - jak powiedział - wytłumaczyć, że to wszystko pomyłka.

 

I zniknął. Jego telefon zamilkł, a ekipę Polsat News ochrona wyprosiła z firmy.

 

Od lat znali jego adres

 

Okazuje się, że w 2009 roku policjanci z wydziału handlu ludźmi ustalili adres, miejsce pracy a nawet numer telefonu komórkowego P., ale funkcjonariusze wydziału  poszukiwawczego z Pabianic nie zajrzeli do tych informacji i do grudnia 2016 r. twierdzili, że nie wiadomo, gdzie przebywa.

 

W związku z ustaleniami dziennikarki Polsat News 2 stycznia 2017 roku na wniosek Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry sprawę poszukiwania Krzysztofa P.  odwieszono. Rozpoczęły się procedury, które mają doprowadzić do postawienia Krzysztofa P. przed sądem i zweryfikowania tego, co przez lata opisywał. 

 

Polsat News