"Prezes nie słodzi herbaty". Pawłowicz krytykuje "Ucho Prezesa"

Polska
"Prezes nie słodzi herbaty". Pawłowicz krytykuje "Ucho Prezesa"
PAP/Radek Pietruszka

Choć Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak mieli docenić poczucie humoru w serialu "Ucho Prezesa”, posłanka Krystyna Pawłowicz nie podzieliła ich pozytywnych odczuć. Swoje zdanie wyraziła na Facebooku: "Widać, że pan Robert Górski (…) przestraszył się Prezesa i do swych programów przenosi stan SWEGO ducha i wystraszonej wyobraźni" [pisownia oryginalna].

Miniserial satyryczny "Ucho Prezesa" przenosi widzów do gabinetu prezesa PiS. W rolę Jarosława Kaczyńskiego wciela się Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju.

 

Po obejrzeniu pierwszych dwóch odcinków Jarosław Kaczyński wytknął autorom m.in., ze "dorosłe koty nie piją mleka".

 

Poseł Pawłowicz zauważyła też, że prezes nie słodzi herbaty i nie je cukierków, które można zobaczyć w drugim i trzecim odcinku serialu.

 

Znacznie bardziej krytyczna była jednak wobec sposobu przedstawienia postaci.

 

"Górski uległ antykaczystowskiej propagandzie”

 

Krystyna Pawłowicz stwierdziła, że w satyrze prawdziwie oddano tylko gestykulację i sposób mówienia prezesa Kaczyńskiego. Jej zdaniem obraz prezesa jest karykaturalny i serialowej postaci brak poczucia humoru Jarosława Kaczyńskiego.

 

"Widać, że pan Robert Górski - pod wpływem wielu lat skutecznej antykaczystowskiej propagandy Gazety Wyborczej i TVN też przestraszył się Prezesa i do swych programów przenosi stan SWEGO ducha i wystraszonej wyobraźni." - napisała. Doradziła też, żeby Robert Górski wyzbył się "nabytego strachu" zarówno wobec prezesa PiS jak i Antoniego Macierewicza.

 

We wpisie na Facebooku stwierdziła, że "Posiedzenia rządu" (autorstwa Kabaretu Moralnego Niepokoju - red.) parodiujące rząd koalicji PO-PSL były znacznie lepsze.

 

 

 

Kaczyński: Kabaret i rzeczywistość nie przylegają do siebie

 

Do serialu "Ucho Prezesa" Jarosław Kaczyński odniósł się w TVP Kielce.

 

- To, co jest w kabarecie i to, co jest w rzeczywistości, zupełnie do siebie nie przylega. Oczywiście satyrycy mogą robić co chcą, mamy wolność, ale najlepsza satyra jest wtedy, jeżeli jednak jakieś podobieństwa są - powiedział.

 

- Są ludzie, którzy mogą się tam czuć troszkę skrzywdzeni. Nie mówię o sobie, mówię o innych - bo zupełnie nie przypominają tych, którzy są zaprezentowani w kabarecie. Mówię tutaj o mojej "prawej ręce", czyli pani dyrektor biura prezydialnego Barbarze Skrzypek oraz o ministrze spraw wewnętrznych Mariuszu Błaszczaku - dodał.

 

polsatnews.pl, PAP

mta/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze