Jak poinformował rzecznik prokuratury Michał Dziekański, wszczęto je na podstawie materiałów przekazanych przez policję, m.in. nagrań  monitoringu. Wszczęto je na podstawie dwóch artykułów Kodeksu karnego - 191 i 224, które przewidują do 3 lat więzienia dla tego, "kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania" oraz dla tego, kto "przemocą lub groźbą bezprawną" wywiera wpływ na czynności urzędowe organu państwowego.

 

W piątek w Sejmie posłowie opozycji zablokowali mównicę sejmową, w reakcji na planowane zmiany w zasadach pracy dziennikarzy w parlamencie oraz na wykluczenie z obrad jednego z posłów PO. Potem Sejm, głosami głównie posłów PiS, uchwalił m.in. przyszłoroczną ustawę budżetową - wobec blokady mównicy obrady odbyły się nie na sali plenarnej, lecz w sali kolumnowej.

 

 

Przed Sejmem odbyła się zaś manifestacja, podczas której wyrażano poparcie dla pełnej obecności mediów w Sejmie i dla polityków blokujących mównicę. W nocy demonstranci próbowali blokować wyjeżdżających z Sejmu przedstawicieli rządu i PiS - działania policji polegały na wynoszeniu lub odsuwaniu blokujących. Nikogo nie zatrzymano. Nie było też informacji, by ktoś odniósł obrażenia.

 

Zawiadomienia opozycji czekają w kolejce

 

Prokuratura otrzymała też trzy zawiadomienia PO i N w sprawie domniemanego złamania prawa przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Jak powiedział Dziekański, nie zapadły jeszcze decyzje w ich sprawie.

 

Według zawiadomień PO i N, Kuchciński miał naruszyć m.in. art. 231 kodeksu karnego. Stanowi on, że "funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".

 

Nowoczesna wskazała, że marszałek zorganizował i prowadził obrady "w sposób uniemożlwiający posłom wykonywanie swoich praw i obowiązków w postaci dopuszczenia do czynnego udziału w posiedzeniu Sejmu, zadawania pytań, udziału w głosowaniu oraz składania wniosków formalnych". Według N mogło też dojść do popełnienia przestępstwa przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, wiceszefa MSWiA Jarosława Zielińskiego oraz nieustaloną liczebnie grupę posłów, "polegającego na wprowadzeniu do dokumentu (listy obecności) niezgodnych z rzeczywistością elementów (podpisu)".

 

Podobne śledztwo umorzono w 2012 roku

 

W 2012 r. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście również prowadziła śledztwo w sprawie zablokowania Sejmu. Chodziło o związkowców z NSZZ "Solidarność", którzy 11 maja 2012 r. protestowali przeciw podwyższeniu wieku emerytalnego. Uniemożliwiono wtedy posłom opuszczenie terenu Sejmu.

 

Podstawą śledztwa były te same artykuły; umorzono je, nie dopatrując się znamion czynów zabronionych. Prokuratura uznała, że związkowcy nie stosowali przemocy ani gróźb, lecz jedynie blokowali wyjścia. Prokuratura uznała, że manifestacja miała charakter pokojowy, a jej celem był protest przeciw podwyższeniu wieku emerytalnego. Do blokady doszło już po głosowaniach Sejmu, co było dla prokuratury podstawą uznania, że związkowcy nie wywierali wpływu na działania Sejmu.

 

Po analizie "dostępnych materiałów" szef Kancelarii Sejmu przesłał wtedy prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstw w czasie zgromadzenia zorganizowanego przez Komisję Krajową NSZZ "Solidarność". Jedno z nich dotyczyło domniemanego przestępstwa bezprawnego pozbawienia wolności posłów i pracowników Kancelarii Sejmu przez uniemożliwienie im opuszczenia gmachu Sejmu. Rzecznik przewodniczącego NSZZ "Solidarność" Marek Lewandowski oświadczył, że Solidarność i przewodniczący Piotr Duda biorą "całkowitą odpowiedzialność za to, co wydarzyło się tego dnia". Według niego incydenty, do których doszło, "przy takiej skali protestu i emocji były nieliczne i trudne do uniknięcia".

 

PAP