Sprawa była opisywana przez media, ponieważ ofiara, student socjologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, nie załamał się po utracie ręki. Odkrył w sobie m.in. zainteresowania kulinarne i sportowe, założył blog kulinarny i uczestniczył w telewizyjnym programie.


Do zdarzenia doszło w październiku 2014 r. przed klubem w centrum Krakowa. Na sali tanecznej klubu doszło do utarczki, po której pokrzywdzony wraz z innymi osobami został wyprowadzony na zewnątrz. Media podawały, że stanął w obronie koleżanki. Kiedy był na zewnątrz, podbiegł do niego Piotr H. z nożem i zadał mu kilka ciosów, przewracając go na ziemię i zadając kolejne.


Na skutek przecięcia tętnicy łokciowej doszło u napadniętego studenta do martwicy prawej ręki i ostatecznie lekarze musieli mu ją amputować. Z powodu przecięcia powięzi w biodrze miał on także problemy z chodzeniem.


Oskarżony wcześniej karany za zabójstwo


Prokuratura oskarżyła Piotra H. o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu realnie zagrażającego życiu ofiary, czego dopuścił się w recydywie, ponieważ był już wcześniej karany za zabójstwo. Oskarżone zostały także towarzyszące mu młode kobiety: Anna M. o to, że nie udzieliła pomocy rannemu, a Anna B. - że udzielała pomocy podejrzanemu w ukrywaniu się.


Sąd uznał, że nie udało się jednoznacznie ustalić przebiegu zajścia w klubie, "jego sensu, logiki ani jednoznacznych powodów ataku". Stwierdził jednak, że wina oskarżonego nie budzi żadnych wątpliwości. Jak podkreślił, nie ma kary, która byłaby sprawiedliwa dla ofiary, ale jedynie przebywając na wolności oskarżony może wypłacić swojej ofierze zadośćuczynienie.


Zapewniał, że "zmieni swoje życie"


Wymierzając karę czterech i pół roku więzienia i obciążając Piotra H. obowiązkiem wypłaty 150 tys. zł ofierze, sąd zaliczył oskarżonemu w poczet kary okres przebywania w areszcie. Ponieważ wyniosło to dwa lata i trzy miesiące, a więc połowę zasądzonej kary, sąd przychylił się do wniosku obrony i do czasu uprawomocnienia się wyroku zwolnił oskarżonego z aresztu.


Piotr H., który podczas ogłaszania wyroku nie mógł powstrzymać łez, a podczas procesu wielokrotnie przepraszał za to, co się stało i wyrażał ubolewanie, dziękował sądowi za "dobrodziejstwo" i zapewniał, że "zmieni swoje życie".


Sąd uniewinnił obie oskarżone, bo uznał, że nie ma dowodów ich winy.


"Myślałem, że będę kaleką i niczego nie osiągnę"


Prokurator zapowiedział, że złoży zażalenie się na postanowienie o zwolnieniu oskarżonego z aresztu. - Po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku zapadnie także decyzja, czy prokuratura złoży apelację od wyroku - powiedział dziennikarzom po ogłoszeniu wyroku prok. Tomasz Korniak.


- Gdyby nie wypadek, nie doznałbym tyle dobroci od ludzi - mówił w rozmowie z "Gazetą Krakowską" kilka miesięcy po ataku okaleczony student Piotr Sajdak. Jak mówił, był przekonany, że "świat runął mu na głowę". - Myślałem, że będę kaleką i niczego nie osiągnę (...). Już w szpitalu zrozumiałem, że nie mogę się poddać, że muszę iść do przodu - cytowała jego słowa gazeta.


Podała ona, że oprócz pasji kulinarnej Sajdak odkrył w sobie zacięcie sportowe, biega w maratonach i udziela się w akcjach charytatywnych organizowanych przez Fundację Jaśka Meli "Poza Horyzonty".

 

PAP