Po zamachach w Stambule. Przyznały się Sokoły Wolności Kurdystanu

Świat
Po zamachach w Stambule. Przyznały się Sokoły Wolności Kurdystanu
PAP/EPA/TOLGA BOZOGLU

Organizacja, która przyznała się do ataku, jest powiązana ze zdelegalizowaną w Turcji Partią Pracujących Kurdystanu. W zamachu zginęło 38 osób, a 166 osób odniosło rany - poinformował szef tureckiego MSW Suleyman Soylu. Wśród ofiar przeważają funkcjonariusze policji - zginęło 30 policjantów, 7 cywilów i jedna niezidentyfikowana osoba. 14 rannych jest na oddziale intensywnej terapii.

Do dwóch eksplozji doszło w sobotę wieczorem w pobliżu stadionu Vodafone Arena, gdzie odbywał się mecz drużyn Besiktas i Bursaspor.

 

Policja zatrzymała dziesięć osób podejrzanych o udział w przygotowaniu i przeprowadzenie zamachów.


Zamachy, do których doszło w Stambule były wymierzone zarówno w policję, jak i w ludność cywilną. Ich autorom chodziło o jak najwięcej ofiar - ocenił w sobotę wieczorem prezydent Tayyip Recep Erdogan.


- Bezpośrednim skutkiem tego ataku terrorystycznego jest to, że mamy męczenników i rannych - zaznaczył turecki prezydent w specjalnie wydanym oświadczeniu.

 

"Celem nie jest naród turecki"

 

Organizacja odpowiedzialna za zamachy napisała na swojej stronie internetowej, że jej bezpośrednim celem nie jest naród turecki.

 

Grupa poinformowała, że w ataku przed stadionem Vodafone Arena oraz parkiem Macka w Stambule zginęło jej dwóch bojowników. Dodała, że wkrótce ujawni ich tożsamość.

 

Sokoły Wolności Kurdystanu wzięły na siebie odpowiedzialność za inne zamachy terrorystyczne przeprowadzone w tym roku w Turcji.

 

Tymczasem prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zwołał w niedzielę posiedzenie rządowe w Stambule dotyczące spraw bezpieczeństwa - poinformowały źródła prezydenckie, nie podając więcej szczegółów.

 

Z kolei rządząca w Turcji islamsko-konserwatywna Partia Sprawiedliwości i Rozwoju, a także opozycyjne ugrupowania: świecka i kemalowska Partia Ludowo-Republikańska (CHP) oraz Nacjonalistyczna Partia Działania odczytały w parlamencie deklarację potępiającą terroryzm. Partie oświadczyły, że "w pełni popierają" siły bezpieczeństwa i ich walkę z terroryzmem. Deklaracji nie poparła lewicowa i prokurdyjska Ludowa Partia Demokratyczna.

 

Świadek opisuje moment zamachu

 

Odwiozłem grupę nastolatków i byłem w drodze do domu. Odebrałem telefon i w tym czasie doszło do eksplozji. Zatrząsnęło moim samochodem, uderzyłem głową w licznik. Kilka sekund później usłyszałem strzały i policjantów , którzy krzyczeli. Pobiegłem im pomoc. Dałem im apteczkę i gaśnicę. Jeden z nich wypuścił broń, oddałem mu ją, dałem mu trochę wodę, następnie zabrałem ich do centrum medycznego - relacjonuje jeden ze świadków zamachu.

 

Świadek dodał, że wśród krzyków słyszał oficera, który zwracał się do policjantów, by nie krzyczeli. - Nie dajcie zamachowcom żadnej satysfakcji - miał do nich mówić.

 

Tureckie media zaprezentowały w niedzielę nagranie z kamery monitoringu, na którym widać moment zamachu.

 

 

Zamachy wymierzone w służby porządkowe


Wicepremier Numan Kurtulmus powiedział dziennikarzom, że według pierwszych ocen zamachy były wymierzone w służby porządkowe mające przeciwdziałać wywołaniu zamieszek po meczu.


Do pierwszej z dwóch eksplozji, które dzieliło zaledwie 45 sekund doszło w bezpośrednim sąsiedztwie stadionu, gdzie wcześniej odbył się mecz, który wygrali gospodarze spotkania z klubu Besiktas (2:1). Doszło tam do wybuchu samochodu-pułapki. Sprawca użył zdalnie sterowanego detonatora. Samochód wybuchł w bezpośrednim sąsiedztwie autokaru, w którym znajdowali się funkcjonariusze z oddziałów specjalnych.


Druga eksplozja nastąpiła w położonym niedaleko parku Macka, gdzie zamachowiec-samobójca zdetonował na sobie ładunek. Sprawca wszedł w środek grupy policjantów, którzy tam się znajdowali.

 

Policja zdetonowała trzeci ładunek wybuchowy


Zdaniem niektórych komentatorów zamachy przy stadionie Vodafone Arena miały mieć pierwotnie szerszy zasięg. Telewizja NTV podała, że policja zdetonowała trzeci ładunek wybuchowy w pobliżu stadionu, który został odnaleziony już po przybyciu na miejsce wzmocnionych sił specjalnych.


Wokół dzielnicy, w której doszło do wybuchów, rozciągnięto kordon policyjny. Agencja AFP podała, że bezpośrednio po eksplozjach skierowano tam dziesiątki funkcjonariuszy uzbrojonych w karabiny maszynowe i pistolety. Wszystkie ulice i drogi dojazdowe prowadzące do stadionu są zablokowane. Nad miejscem zdarzenia krążą helikoptery.

 

Informacje filtrowane, aby uniknąć wybuchu paniki


Zgodnie z decyzją tureckiego rządu wszelkie informacje dot. sobotnich zamachów były starannie filtrowane i poddane cenzurze, aby uniknąć wybuchu paniki i bezładu, co najprawdopodobniej "mieściło się w planach terrorystów" - podaje agencja Associated Press.

 

Minister transportu Turcji Ahmet Arslan napisał na Twitterze, że wybuch był aktem terroru. - Ci, którzy atakują jedność i solidarność naszego społeczeństwa, nie wygrają nigdy - zaznaczył.


Stadion Besiktas Vodafone Arena znajduje się w europejskiej części miasta niedaleko od Placu Taksim i historycznej rezydencji imperialnej Pałac Dolmabahce.


AP, PAP, polsatnews.pl, fot. PAP/EPA/TOLGA BOZOGLU

grz/mta/ptw/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze