Politycy PO: rządzący robią sobie "kabaret" z bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie

Polska
Politycy PO: rządzący robią sobie "kabaret" z bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie
Polsat News

Minister w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski powiedział, że chciałby wiedzieć, iż ktoś poniesie odpowiedzialność za podjęcie decyzji o wprowadzeniu dodatkowych osób na pokład samolotu, którym delegacja rządowa wracała z wizyty w Londynie. Politycy PO ocenili we wtorek, że Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych i prokuratura powinny zbadać sprawę.

- Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za bałagan (związany z organizacją lotu - red.), tłumaczenia (szefowej Kancelarii Premiera) Beaty Kempy są absurdalne, udowodniła wszystkim, że nie zna przepisów prawa i nie chce wziąć odpowiedzialności za potencjalne niebezpieczeństwo, które mogło doprowadzić do tragedii - powiedział poseł PO Mariusz Witczak we wtorek na konferencji prasowej w Sejmie.

 

"Dlaczego przedstawiciel KPRM dopuścił do chaosu i bałaganu"


Jak dodał na pokład samolotu wpuszczono więcej osób, niż jest miejsc w samolocie. - Nie wiemy, co robił przedstawiciel Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i dlaczego dopuścił do takiego chaosu i bałaganu - zaznaczył Witczak. Jego zdaniem, "rządzący robią sobie kabaret z bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie".

 

Kempa powiedziała w poniedziałek , że "cywilna" instrukcja HEAD nie została w żaden sposób złamana. - Jest to dokument niejawny. W sytuacji braku samolotów mogą zdarzać się sytuacje, kiedy są decyzje, czy to lotniska, czy przewoźników, na które trzeba reagować w trakcie - dodała.

 

Szczerski: sytuacja jest trochę wyolbrzymiona

 

Minister w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski, który był we wtorek gościem RMF FM, zapytany, czy nie niepokoi go sytuacja związana z lotem powrotnym delegacji rządowej z Londynu odparł: - Sytuacja z Londynu jest trochę wyolbrzymiona.


Zaznaczył jednocześnie, że niepokoją go dwie rzeczy. - Jedna, chciałbym jednak wiedzieć o tym, że ktoś za to poniesie odpowiedzialność. Dlatego, że nie ma czegoś takiego jak decyzje, które się podejmuje w powietrzu. To ktoś podjął decyzję o tym, że wprowadził dziennikarzy - jak rozumiem z tego artykułu - do samolotu ponad miarę. Po prostu ktoś taką decyzję podjął, nie można powiedzieć, że została podjęta, podjęła się decyzja. Decyzja się nie podejmuje. Ktoś ją podejmuje - powiedział Szczerski.

 

"Oczekuję, że ktoś przyzna, że to był błąd"


Dopytywany, czy oczekuje w tej sytuacji wyciągnięcia konsekwencji, powiedział, że oczekuje tego, że "po prostu ktoś przyzna, że to był błąd i z tego wyciągnął potem wnioski, dlatego, że zapanował nad sytuacją".


- I druga rzecz, która mnie niepokoi: to nie może być tak, że premier Szydło czekała, i pół rządu, na to, żeby ludzie niżsi w hierarchii urzędniczej dogadali się między sobą, kto wyjdzie z samolotu. Tak po prostu nie może być. Prezydent, premier nie mogą czekać na swoich urzędników aż oni się łaskawie zgodzą między sobą, kto będzie frajerem i wyjdzie z samolotu, tak po prostu nie może być. Prezydent raz czekał pół minuty na jednego z urzędników, bo się spóźniał do kolumny i po tym co usłyszał, już więcej się nigdy nie spóźni - podkreślił Szczerski.

 

PAP 

grz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze